
Powiedz najpierw, jak powstawał album "Loose"?
Zalążki tej płyty powstały już trzy - cztery lata temu. Chciałam pokazać coś luźniejszego, bardziej w stylu R&B, miejskiego, zmysłowego. To był przełomowy czas w moim życiu, chciałam zrobić coś dla zabawy i o tym właśnie jest ten album.
Półtora roku temu zaczęłam eksperymentować. Wiele osób mówiło mi, że powinnam spróbować rapu, hip hopu, bo jestem w tym taka dobra. Współpracowałam w przeszłości z artystami, którzy lubili takie brzmienia, ale nigdy faktycznie nie umieściłam nic takiego na swoich albumach.
Dlatego przy tej płycie postanowiłam spróbować czegoś nowego. Zaczęłam prace w studio z jednym tylko technikiem i płytą pełną bitów. Mogłam bez skrępowania próbować swoich sił w rapie. Spędzałam czas z moimi przyjaciółmi raperami, pisaliśmy rymy. Jest to coś, co powinnam była robić, kiedy miałam 14 lat. Wtedy faktycznie chciałam zostać piosenkarką rapową, ale porzuciłam to po około roku i zaczęłam tworzyć i śpiewać profesjonalnie.
Dla mnie był to początek albumu "Loose". Po prostu wejście do studia, odpuszczenie ambicji. Dwa lata temu zaczęłam także uczęszczać na lekcje aktorstwa. Nauczyło mnie to, jak przestać się spinać i żyć chwilą, uwalniać własne uczucia.
Zwyczajnie dojrzałam do tego brzmienia, które nie jest mi całkowicie obce. Pierwsze piosenki, jakie napisałam, były utrzymane w stylu R&B. A kiedy miałam 12, 13, 14 lat, słuchałam wszystkiego - od Salt?n?Pepa do TLC, Boyz II Men, Mary J. Blidge, raperów, takich jak LL Cool J, Ice T. Było to w dużej mierze falowanie właśnie w kierunku takiej wyluzowanej życiowo muzyki.
W przypadku pierwszego albumu, byłam w pewien sposób liryczna, próbując odgadnąć, kim jestem i co robię na tym świecie, a potem obwieścić to światu. Na "Folklore" byłam bardziej refleksyjna, w pewnym sensie bardziej spoglądałam wstecz, czyniąc ten album bardzo emocjonalnym. Natomiast na "Loose" wiem, kim jestem. Jestem dojrzałą, 27-letnią kobietą. Jestem pewna siebie, chcę się dobrze bawić i chcę, aby ludzie zobaczyli tę część mnie.
Płytę rozpoczyna utwór "Afraid".
W "Afraid" najważniejszy jest chór. To dzieci w wieku od 7 do 11 lat ze szkoły niedaleko studia, w którym pracowaliśmy w Miami. Śpiew na końcu jest naprawdę niesamowity, a wszystko wydaje się dziać jakby poza muzyką. Myślę, że jest w tym fajna jakość.
Jest tam dużo elementów transowych, jak na przykład organy elektroniczne. Ten element można zauważyć tylko wtedy, gdy nie się wie, na czym się stoi, ale wie się, że chce się powiedzieć coś ważnego. Jest bardzo młodzieńcza, ma w sobie rodzaj naiwnej wrażliwości.







~biedronka
lester mendez? to chyba pomyłka. W 'la tortura' był alejandro sanz, chyba że o co innego tu chodzi.
dodaj komentarz »wszystkie wątki »