
Charlie Winston mieszka w Paryżu. To właśnie we Francji największy sukces odniosła jego płyta "Hobo", promowana singlami "Like A Hobo" i "In Your Hands". O tym wydawnictwei wokalista rozmawiał w Warszawie z Justyną Tawicką.
Zobacz cały wywiad wideo:
"Artysta jest poza normalnością"
O wolności
Myślę, że muzyka jest kluczem do odnalezienia wolności. W muzyce chodzi o kreatywność, a kreatywność artysty jest bramą do rzeczywistości poza światem, poza tym, co nazywamy normalnością.
Obrazy muzyki
Myślę, że artystą interesującym z perspektywy związków między obrazem a muzyką jest Dali. Świadczy o tym absolutna wolność, która charakteryzuje jego twórczość. Lubię również obrazy Muncha i prace Andy'ego Warhola. Podoba mi się wiele rzeczy, ale tym, co inspiruje mnie w największym stopniu inspiruje jest sztuka filmowa, a nie sztuki statyczne.
Kiedy siadam do pisania piosenki, często myślę o niej tak, jakby był to film, próbuję wyobrazić sobie całokształt takiego filmu. Na przykład, kiedy pisałem "Like A Hobo", wyobraziłem sobie rozległą przestrzeń - właśnie tak, jak w filmie - i osobę, która tę przestrzeń przemierza, dokładnie tak, jak w filmie Wima Wendersa pod tytułem "Paryż, Teksas". Pisząc tę piosenkę, miałem w głowie początek tego filmu. Często moje utwory powstają właśnie z inspiracji scenariuszem albo atmosferą jakiegoś filmu.
"Chaos" jako klucz
Niczego nie da się osiągnąć bez ciężkiej pracy, to pewne. Moim zamiarem jest dalsze tworzenie muzyki - a przyczyną jest nie chęć osiągnięcia sukcesu, ale możliwość kontynuowania tego, czym kocham się zajmować. Nie podchodzę do tego na zasadzie: Będę zarabiał na życie muzyką, więc muszę sprzedawać moje płyty.
Miałem to szczęście - a może raczej nie było to szczęście, ale dar od moich rodziców - że, podobnie jak moi bracia i siostry, otrzymałem możliwość wyrażania siebie poprzez sztukę. Rodzice nie traktowali tego jednak jak jedynej drogi dla swoich dzieci - stworzyli nam po prostu taką szansę. Myślę, że kombinacja tego chaosu w moim rodzinnym życiu i ta wspomniana szansa stała się bramą czy też kluczem, który umożliwił mi wybór takiej właśnie drogi. W przypadku mnie i mojego rodzeństwa nie był to jednomyślny wybór. Nie chodzi tutaj jednak o słuszność czy brak słuszności naszych wyborów, ale o to, jak dojrzeliśmy do naszych indywidualnych decyzji.
"My Name"
Pisząc tę piosenkę, wyobrażałem sobie bardzo, bardzo mroczne i jakby ponure sceny - bardzo mocno nawiązujące do atmosfery w filmach Tima Burtona albo Davida Lyncha. Widziałem ten fiolet i błękit, i zacinający deszcz - trochę tak, jak w "Sin City" - znasz "Sin City"? Nie wiem, kto to nakręcił, ale kocham ciężkość tego filmu. Chciałem napisać utwór, który miałby właśnie taki klimat - a nawet taki, jak we wczesnych filmach o Batmanie.







Twój komentarz może być pierwszy!