
Na kilkanaście tygodni przed premierą "Inflikted" z wizytą promocyjną do Warszawy przyjechali bracia Cavalerowie. Z tej okazji skorzystała Anna Grzegożek, która przepytała Iggora o braterską współpracę po latach, sytuację w Sepulturze, boginię perkusji i dwa "g" w imieniu.
To spotkanie to prawdziwa przyjemność.
Obrigado. Rozmawialiśmy trochę po portugalsku... Dla tych, którzy nie wiedzą - ona naprawdę dobrze mówi po portugalsku!
Dziękuję bardzo. Obrigada! Pierwszy album formacji Cavalera Conspiracy - "Inflikted" - ukaże się pod koniec marca. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej o pracy nad tym albumem?
Właściwie to było bardzo łatwe... Kiedy Max zadzwonił do mnie i powiedział, żebyśmy wspólnie nagrali płytę, zależało mu na tym, żeby zrobić coś nowego. Oczywiście wtedy nie grałem już w Sepulturze. Zaangażowałem się mocno w działalność w Mixhell, w moje indywidualne projekty. A zatem kiedy poprosił mnie, żebym wziął udział w czymś nowym, przyjąłem to z entuzjazmem.
Pomyślałem - super, będę mógł dodać do tego coś do siebie, moje własne inspiracje, wymienić się pomysłami z Maxem. Tak zaczęła się historia Cavalera Conspiracy. A potem polecieliśmy do Los Angeles nagrać album. To więcej niż projekt. Chcemy grać na żywo i chcemy z tym zrobić wiele różnych rzeczy.
Ale to mniej niż zespół - bo zarówno ja, jak i Max jesteśmy zaangażowani w tak wiele różnych rzeczy, że nie możemy tego po prostu rzucić, aby poświęcić się Cavalera Conspiracy. Zatem to zupełnie nowy format, który sprawił mi wiele radości - bo daje mi wolność, żeby zajmować się również innymi rzeczami. Tak samo jest z Maxem i wszystkimi, którzy są w to zaangażowani. Naprawdę jestem zadowolony z tego przedsięwzięcia.
W jednym z wywiadów Joe Duplantier powiedział, że był zaskoczony tym, iż praca nad "Inflikted" odbywała się tak spontanicznie. Pracowaliście i nagrywaliście praktycznie jednocześnie, potrafiliście napisać coś rano i nagrać po południu tego samego dnia. Czy zawsze pracowaliście w taki sposób?
Tak, a w przypadku Cavalera Conspiracy szło nam nawet szybciej. Pomiędzy mną i Maxem jest pewna chemia, kiedy razem gramy. Jest to coś bardzo szybkiego i energetycznego jednocześnie - ale z kolei sporo czasu zabierały nam inne rzeczy, działalność w Sepulturze i Soulfly, próby i tak dalej.
Tak jak powiedział Joe, praca postępowała w szybkim tempie. Zaczynaliśmy od riffów, Max opracowywał kompozycje, potem zagraliśmy utwór raz czy dwa razy na próbę, nagrywaliśmy go i na tym koniec - przechodziliśmy do kolejnej kompozycji. To było coś nowego.
Czy pamiętasz swoje emocje i odczucia, kiedy graliście z bratem na dziesiątym Annual D-Low Memorial Show? Jakie to było uczucie, po tych wszystkich latach?
Graliśmy razem dwukrotnie. Za pierwszym razem było to tuż po moim spotkaniu z Maxem, kiedy się pogodziliśmy. Graliśmy dwa utwory Sepultury. Za pierwszym razem było ciężko, z trudem mogłem utrzymać w dłoniach pałeczki, tak się denerwowałem wspólnym występem z bratem po tylu latach. Daliśmy naprawdę świetny koncert, mieliśmy za sobą energię tłumu. To było bardzo naturalne i emocjonalne jednocześnie.







Twój komentarz może być pierwszy!