
Wokalista późną jesienią 2009 roku wydał trzeci solowy album zatytułowany "Slow Attack". Płyta, zainspirowana kameralnymi dokonaniami Talk Talk, Marka Hollisa czy Scotta Walkera, jest kwintesencją słowa "niemodny". Zamiast gitar i przebojowych refrenów, Anderson zaproponował instrumenty dęte i nieoczywiste podejście do struktury kompozycji. Zaskakujące rozwiązanie, jak na ikonę wyspiarskiej muzyki alternatywnej, przyniosło jednak doskonałe efekty, a "Slow Attack" został doceniony nawet przez nieprzychylną Andersonowi prasę na Wyspach.
Z Brettem Andersonem rozmawiał Artur Wróblewski.
"Slow Attack" to chyba twoja najodważniejsza płyta. Czy tak zasadnicza zmiana brzmienia jest konsekwencją odkrycia nowego artystycznego "ja"?
Tak. Jako artysta solowy staram określić na nową moją tożsamość i czynię to z dużą uwagą, ponieważ nie mam zamiaru się powtarzać. Nie pragnę nagrywać płyt, które już kiedyś nagrywałem. W przeciwieństwie do pracy w zespole, kariera solowa dała mi ogromną wolność. Dlaczego zatem nie użyć jej, nie wykorzystać tej możliwości do wykreowania czegoś innego. Uważam, że to byłoby chore, gdybym - jako artysta solowy - skrzyknął nowy zespół i nagrał piosenki, jaki tworzyłem 15 lat temu. Takie podejście w ogóle mnie nie interesuje. Nie ufam także ludziom, którzy w ten sposób się zachowuję. To wydaje się być takie ograniczone. Dla mnie rozpoczęcie kariery solowej oznaczało przekraczanie granic, pójście tak daleko, jak się tylko da i odkrywanie nie tylko nowych obszarów w muzyce, ale również we mnie samym. W konsekwencji powstały takie albumy, jak "Slow Attack" czy "Wilderness". Dziwne, nietypowe, niezwyczajne płyty. Następny album - nie jestem jeszcze pewien jego brzmienia - będzie bardziej zorientowany na gitary. Bardziej rockowy. Wciąż jednak chcę stworzyć coś złożonego i niezwyczajnego.
Miałem cię spytać o następny album, ale również o niespotykaną w dzisiejszych czasach częstotliwość wydawania płyt. Skąd bierzesz tyle energii i czasu, by co roku wydawać płytę z nowymi kompozycjami?
Nie koncertuję już tyle, co kiedyś. To dla mnie bardzo inspirujące. Nie muszę spędzać tyle czasu w tej puszce, którą są trasy koncertowe. Wiesz, koncertowanie - wbrew pozorom - to naprawdę bardzo, bardzo męczące doświadczenie. Trasy zabierają mnóstwo energii. A teraz, kiedy nie występuję tak często, mogę przeznaczyć tą energię na tworzenie i nagrywanie nowych płyt. Nagrałem trzy albumy w trzy lata! To naprawdę całkiem niezłe tempo pracy. I mam w planie pracować w tym roku nad kolejnym albumem. Nie wiem tylko, czy ukaże się jeszcze w 2010 roku. Być może trafi do sklepów na początku przyszłego roku. Ale na pewno będę nad nim pracował w tym roku.
To świetna wiadomość. Wiem, że jest jeszcze bardzo wcześnie, ale "Slow Attack" wyostrzył mi apetyt na twoją kolejną płytę. Nie mogę się doczekać.
Ja też (śmiech)! Jestem bardzo ciekawy jak będzie ostatecznie wyglądał. "Slow Attack", album który uwielbiam i z którego jestem dumny, to jednak skręt w bok. A następna płyta będzie bardzo wyjątkowa. Ponownie zamierzam pracować z Leo [Abrahamsem, kompozytorem - przyp. AW], z którym nagrałem "Slow Attack", z którym świetnie się rozumiemy i tworzymy zgrany duet. Mamy też dosyć mocną wizję tego, co chcemy osiągnąć na następnej płycie.







~znawca
jak to sie ma do boomu z lat 60tych? uwazacie, ze to kultowy zespol? ja juz nawet zapomnialem naz...
~tapeta
jak to dobrze sie sklada ze zobaczylem ten artykul
~Trzepiekoński
Moje także
~Sid
~Andrzej S(...)
Jest zesppół, który pięknie gra. Więc dlaczego wiodący artysta widzi jakies problemy, że...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »