Przejdź do głównej części strony

Nawigacja

Górne menu

"O krok dalej"

Kariera Amon Amarth nabiera rozpędu z roku na rok. Ostatni album, "With Oden On Our Side" (2006), zapewnił im niemal status gwiazdy metalu. Oponenci, którzy na przekór rosnącej popularności Szwedów od lat powtarzali, że "nie ma w tym nic nadzwyczajnego", jakby zamilkli. Czy zatem "Twilight Of The Thunder God", kolejna płyta zespołu Johana Hegga ma w sobie coś wyjątkowego? A skądże. Jest tylko zajebista...

Amon Amarth - fot. Micke Johansson
Amon Amarth - fot. Micke Johansson

Tytułowy "bóg piorunów" to oczywiście Thor, jeden z głównych bogów nordyckich, syn Odyna podróżujący rydwanem zaprzężonym w kozły. Na przejażdżkę z lider Amon Amarth załapał się Bartosz Donarski.

Powiedz kilka słów o tym, co działo się w Amon Amarth przez ostatnie dwa lata. Poprzedni album był niewątpliwie przełomem w historii waszego zespołu. Można by rzecz, że to najlepszy okres w waszym życiu. Jak czujesz się w tym całym szaleństwie, które wybuchło po ukazaniu się "With Oden On Our Side"?

Och, to jest faktycznie istne wariactwo, ale i większa odpowiedzialność, więcej zobowiązań, więcej zadań do wykonania. Zagraliśmy masę koncertów, spotkaliśmy tylu fanów jak nigdy dotąd. Po prostu obłęd. Prawie półtora roku w trasie - to chyba mówi samo za siebie.

Czy sukces jaki odniosła ostatnia płyta nie był też pewnym ciężarem, który towarzyszył wam podczas prac nad nowym albumem? Wiadomo, że w takiej sytuacji oczekiwania rosną, a poza tym, jak podejrzewam, sami chcieliście przebić poprzedni materiał, co przecież takie łatwe wcale nie jest.

Sukces z pewnością wzbudził w nas większą motywację. Chcieliśmy po prostu zamknąć się w sali prób i napisać jeszcze lepszą muzykę. Fajnie było też poczuć, że wreszcie wszyscy jesteśmy zadowoleni z tego, co dzieje się wokół zespołu. To doświadczenie bez wątpienia miało wpływ na pracę nad nowym albumem. Miłe doznanie.

Trudno jednak uwierzyć, że nie czuliście większego napięcia.

Jasne, pojawiła się pewna presja, ale nie do tego stopnia, by nazwać ją ciężarem, który stanowiłby dla nas problem. Takie rzeczy zmuszają nas tylko do jeszcze cięższej pracy nad materiałem, do podniesienia poprzeczki jeszcze wyżej, do bycia lepszym niż dotychczas.

Kiedy ostatni raz rozmawiałem z Fredrikiem (perkusista Amon Amarth), mówił mi, że zanim weszliście do studia, przez miesiące dopieszczaliście numery na "With Oden On Our Side". Czy tym razem wyglądało to podobnie? Starczyło na to czasu?

Co do sedna sprawy - tak, choć, rzecz jasna, dysponowaliśmy nieco krótszym czasem, szczególnie jeśli chodzi o samo pisanie utworów. Wszystko poszło bardzo sprawnie i szybko na naszych twarzach pojawiło się zadowolenie. Tym razem tymi kompozycjami, których nie zdążyliśmy dopieścić, mogliśmy się zająć już w studiu podczas nagrań. W sumie poszło nawet łatwiej niż poprzednio.

Może dlatego, że na "Twilight Of The Thunder God" kroczycie tą samą, chwalebną ścieżką wyznaczoną na wcześniejszym albumie? Wydaje się, że nie chcieliście tu zbyt wiele zmieniać w sprawdzonej formule. W tym kontekście, nowa płyta jest raczej naturalną kontynuacją tego, co było, a nie wkraczaniem na nieznane tereny. Zgodzisz się?

W pewnym sensie na pewno. Myślę, że to trafna uwaga. Uważam jednak, że ten album jest bardziej różnorodny w porównaniu ze swoim poprzednikiem. Myślę też, że jest nieco odważniejszy.

Źródło informacji: INTERIA.PL

więcej o:
metal,
śmiech,
studia,
rzeczy,
Side

Dodatki

Informacje o artyście

Amon Amarth

Amon Amarth

kraj: Szwecja

gatunek: metal

więcej »

Wiadomości


Twój komentarz może być pierwszy!

Piszesz jako Gość

znaków do wpisania: 4000

Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.

Informacje dodatkowe

Pozostałe: