Zapłakana Celine Dion pierwszy raz po śmierci męża. "Zawsze będziemy jednością"

We wtorek (23 lutego) Celine Dion w Las Vegas pierwszy raz po śmierci swojego męża zaśpiewała na scenie. Fragment tego koncertu był transmitowany na żywo w internecie.

Celine Dion w Las Vegas

Rene Angelil był mężem i wieloletnim menedżerem Celine Dion. Zmarł w Las Vegas 14 stycznia, czyli dwa dni przed swoimi 74. urodzinami. Mężczyzna walczył z rakiem gardła. To dla niego kanadyjska gwiazda przerywała karierę. Ceremonia pogrzebowa odbyła się w bazylice Notre-Dam w Montrealu 22 stycznia.

Reklama

3 lutego w Caesars Palace Colosseum w Las Vegas odbyła się uroczystość pod tytułem "Celebration of Life". Wokalistka ze sceny zdecydowała się wówczas podziękować wszystkim za okazywane jej wsparcie; złożyła też hołd ukochanemu mężowi.

To w Caesars Palace Colosseum od 2011 r. jako rezydentka występuje Celine Dion i to w tym miejscu odbył się jej pierwszy koncert po śmierci Rene Angelila, pomyślany również jako hołd dla niego. Pierwsze 20 min było transmitowane na żywo w internecie.

Całość rozpoczął trwający prawie 3 min materiał filmowy przypominający wieloletni związek Rene i Celine (byli małżeństwem od 1994 r.). Menedżer odkrył Dion, gdy ta miała 12 lat, a parą zostali w 1987 r.

"Zrozumiałam, że moja kariera była jego dziełem, jego piosenką, jego symfonią. Pomysł zostawienia tego w stanie niedokończonym zraniłaby go bardzo mocno. Zdałam sobie sprawę, że jeśli nas opuści, to będę to kontynuowała bez niego, dla niego" - napisała wokalistka w programie pogrzebowej ceremonii Angelila, która odbyła się 22 stycznia w Montrealu. Ten cytat rozpoczął także wyjątkowy koncert w Las Vegas.

Wokalistkę powitała owacja na stojąco, gdy zaczęła śpiewać "With One More Look At You/Watch Closely Now". Poruszona Celine nawet nie próbowała ukryć łez.

"Ludzie myśleli, że na koncertach zawsze patrzyłam na mojego męża, ale ja tego nie potrzebowałam, bo za każdym razem, kiedy zamykałam oczy, czułam Rene ze mną na scenie, bez względu na to, czy siedział gdzieś w pobliżu, na balkonie, za kulisami czy w domu z dziećmi. Zawsze był ze mną na scenie. I nic tego nie zmieni" - mówiła Celine Dion.

"To niesamowite, że od kiedy go nie ma ze mną fizycznie, to stał się nawet jeszcze bardziej obecny. Rene był zawsze moim najlepszym krytykiem. Nigdy nie mówił mi tego, co chciałam usłyszeć, ale to co potrzebowałam. (...) Rene był jedynym człowiekiem, którego znałam przez całe moje życie. Zawsze sprawiał, że czułam się jak na pierwszej randce, czyż to nie wspaniałe? Zawsze byliśmy jednością. Nic się nie zmieniło - zawsze będziemy jednością" - podkreśliła.

Wokalistka powiedziała, że choć nie słyszy głosu swojego męża, to wciąż do niego mówi i wie, że on ją słyszy. "Teraz czuję, że mówi mi, żebym po prostu zaczęła śpiewać. Dziękuję wam za to, że tu jesteście" - dodała.

Dowiedz się więcej na temat: celine dion

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje