Wdowa po Chesterze Benningtonie: To niczyja wina

Talinda Ann Bennington, wdowa po wokaliście Linkin Park, Chesterze Benningtonie, w zdecydowany sposób zareagowała na komentarze internautów, w których obwiniano ją o śmierć jej męża.

Talinda Ann i Chester Bennington

Przypomnijmy, że po śmierci Chestera Benningtona (popełnił samobójstwo w lipcu 2017 roku w wieku 41 lat) Talinda Ann Bennington została wyznaczona, jako wykonawca ostatniej woli wokalisty oraz stała się głównym zarządcą majątku po gwiazdorze.

Reklama

Kobieta kilkakrotnie wypowiadała się na temat śmierci swojego ukochanego, a także publikowała nagrania, na których Bennigton był uśmiechnięty i pozornie wyglądał na zdrowego. Nagrania i zdjęcia miały przestrzegać przed lekceważeniem depresji.

Na początku lutego Talinda podziękowała fanom Linkin Park za słowa otuchy, jednak zaznaczyła, że część osób zaczęło obarczać ją za to, że swoimi czynami nie uchroniła muzyka od śmierci.

"Choć media społecznościowe są dla mnie ogromnym wsparciem, od czasu do czasu ludzie obwiniają mnie za jego śmierć, że go nie uratowałam i źle traktowałam" - mówiła  Talinda.

"Kto wie, dlaczego ci ludzie za pośrednictwem swoich urządzeń, piszą tak obrzydliwe rzeczy? To niewielki cios w moje serce, ale to, o czym muszę pamiętać, to fakt, że nie była to moja wina. Nie była to wina moich dzieci, ani zespołu - to niczyja wina" - dodała.

"Mój mąż miał mroczną przeszłość. Próbował wtedy popełnić samobójstwo, ale myślałam, że to z powodu wyniszczenia (po terapii odwykowej - przyp. red.). Naiwnie myślałam, że mamy to za sobą" - kontynuowała.

Wdowa po wokaliście dodała, że liczyła na to, że samobójcza śmierć Chrisa Cornella z maja 2017 roku zadziała jak terapia szokowa na jej męża. Tak się jednak nie stało.

Talinda Ann Benington po śmierci wokalisty Linkin Park zdecydowała się wyprowadzić z domu, w którym doszło do tragedii i wynająć go innym lokatorom.

Dowiedz się więcej na temat: Linkin Park

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje