Pink Floyd: Waters poczuł ulgę

Roger Waters, basista legendarnego angielskiego zespołu Pink Floyd, jest bardzo wdzięczny Bobowi Geldofowi, organizatorowi niedawnych koncertów Live 8, za namówienie zwaśnionych członków formacji do wspólnego występu. Lipcowy koncert w Hyde Parku w Londynie pozwolił bowiem muzykom zapomnieć o trwającej aż 22 lata animozji.

Przypomnijmy, że w 1983 roku Waters odszedł z zespołu, skłócony z pozostałymi muzykami Pink Floyd - Davidem Gilmourem, Nickiem Masonem i Rickiem Wrightem. Później basista procesował się z nimi o prawa do nazwy Pink Floyd, ale przegrał.

Reklama

"Topór wojenny " został zakopany dopiero w 2005 roku co, jak przyznaje Waters, sprawiło mu olbrzymią ulgę.

"Ponowne spotkanie z nimi odczułem tak, jakby ktoś zdjął z mojego barku olbrzymi ciężar. Pracując z innymi ludźmi często napominam ich, by nie trwali uparcie przy swoich pomysłach" - mówi Waters.

"A moje zachowanie przez ostatnie lata mogło zostać odebrane właśnie jako uparte trwanie przy swoim i oceniane jako hipokryzja" - dodał basista.

"Jeżeli wspólny występ na Live 8 miałby być ostatnim koncertem Pink Floyd z moim udziałem, będę o nim dobrze myślał do końca moich dni" - powiedział na koniec artysta.

Przypomnijmy, że pomimo wielu pogłosek na temat kolejnych wspólnych występów zespołu, w tym także w Polsce, David Gilmour stanowczo wykluczył możliwość zagrania trasy koncertowej przez oryginalny skład Pink Floyd.

Dowiedz się więcej na temat: basista | Live | Pink | Pink Floyd | Roger Waters

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje