Pink Floyd to nie jego interes

David Gilmour, gitarzysta Pink Floyd, już 6 marca wyda trzeci solowy album zatytułowany "On an Island". Artysta określa nową płytę jako najlepszą rzecz jaką do tej pory udało mu się nagrać. Przy okazji Gilmour opowiedział o kulisach nieudanej reaktywacji Pink Floyd.

Gitarzysta w marcu wyruszy na wyprzedaną europejską trasę koncertową. Później Gilmour uda się do Stanów Zjednoczonych, by pod koniec maja powrócić do Londynu na serię koncertów w słynnej Royal Albert Hall.

Reklama

"Naprawdę uważam, że to najlepsze dzieło sztuki jakie udało mi się stworzyć. Czułem, że to musi być mój album, a nie nowa płyta Pink Floyd. Pracowałem nad nim samotnie i nie angażowałem w to całej wielkiej maszynerii Pink Floyd" - opowiada.

"Nic nikomu nie jestem winien. Jeżeli ludzie chcą przychodzić na moje koncerty, to wspaniale. A jeżeli jeszcze podoba im się moja muzyka, to jeszcze lepiej. Nie nagrywam jej jednak dla nich. Robię to dla siebie".

Gilmour potwierdził, że członkom Pink Floyd oferowany "góry pieniędzy" za wspólną trasę koncertową. I to niezależnie od tego, czy w składzie znalazłby się Roger Waters, były lider formacji, który opuścił zespół w atmosferze kłótni na początku lat 80.

"Trasa z Pink Floyd to nie mój interes. Nie chce jechać w tournee za pieniądze nie nagrywając nowej płyty. Odgrywanie tylko starych przebojów do mnie nie przemawia. Nie wiem, czy wystąpimy jeszcze kiedykolwiek razem. Na razie zajmuję się moją płytą" - mówi gitarzysta.

Dowiedz się więcej na temat: nowa płyta | gitarzysta | Nie | Pink Floyd | Pink | David Gilmour

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje