Nie żyje Ralph Stanley. Miał 89 lat

Pionier gatunku bluegrass, Ralph Stanley, zmarł w czwartek (23 czerwca) na raka skóry.

Ralph Stanley miał 89 lat

O śmierci poinformował wnuk muzyka, Nathan Stanley:

Reklama

"Moje serce jest w kawałkach. Mój dziadek i najwspanialsza osoba na świecie, Ralph Stanley odszedł do domu Jezusa kilka minut temu. Zmarł w trakcie snu, przegrywając długą i straszną walkę z rakiem" - możemy przeczytać.

Stanley spopularyzował muzykę bluegrass, czyli odmianę country, wraz ze swoim bratem Carterem Stanleyem i Pee Wee Lambertem. W latach 40. działali wspólnie w grupie The Stanley Brothers. Ich pobocznym projektem był natomiast zespół Clinch Mountain Boys.

Największymi przebojami zespołu były numery "White Dove" i "The Lonesome River/I’m Man of Constant Sorrow", który cieszył się popularnością w latach 50.

Zespół braci Carter działał do śmierci Stanleya. Brat Ralpha zmarł na raka wątroby w 1966 roku.

Muzyk wciąż grał i koncertował w Clinch Mountain Boys. W grupie znalazł się również syn artysty, Ralph Stanley II. Twórczość Stanleya cieszyła się również sporym zainteresowaniem po premierze filmu George’a Clooneya "Bracie, gdzie jesteś?". Na ścieżce dźwiękowej produkcji znalazł się utwór The Stanley Brothers "Angel Band" oraz solowa piosenka Stanleya "O Death".

W trakcie swojej kariery artysta otrzymał mnóstwo wyróżnień, w tym nagrodę Grammy w 2002 roku (najlepszy męski występ country). Występował również w trakcie zaprzysiężenia prezydentów Jimmy’ego Cartera i Billa Clintona.

Dowiedz się więcej na temat: śmierć

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje