Nick Menza nie żyje. Narkotyki nie były przyczyną śmierci

W sobotę (21 maja) zmarł Nick Menza, były perkusista Megadeth. Muzyk na skutek niewydolności serca przewrócił się na scenie podczas występu ze swoim zespołem OHM. Policjanci zajmujący się tą sprawą poinformowali, że narkotyki nie były przyczyną śmierci muzyka.

Nick Menza miał 51 lat - zdjęcie ze stycznia 2016 r.

Do tragicznego wypadku doszło w klubie The Baked Potato w Los Angeles. 51-letni perkusista zmarł w karetce, która wiozła go do szpitala.

Reklama

Jego menedżer, Robert Bolger mówił w rozmowie z BBC, że muzyk miał zawał serca. Serwis TMZ.com podaje, że według opinii policji zajmującej się sprawą wykluczono wpływ narkotyków na śmierć Nicka Menzy.

Autopsja przeprowadzona po śmierci muzyka wykazała, że u Menzy występowała choroba serca.

Nick Menza w składzie Megadeth występował w latach 1989-98. Z zespołem nagrał cztery studyjne płyty: "Rust in Peace", "Countdown to Extinction", "Youthanasia" i "Cryptic Writings".

W 1998 r. z grupy wyrzucił go "Generał" Dave Mustaine. Zdaniem perkusisty pretekstem do jego pozbycia się była operacja kolana, którą wtedy przeszedł. Nie był to jednak poważny zabieg i muzyk po tygodniu opuścił szpital.

"Wiem, że dojrzewał do tej decyzji przez lata" - zdradził Menza w 2002 roku kulisy rozstania z Megadeth. "Coraz mniej mieliśmy ze sobą wspólnego" - mówił wtedy o relacjach z Mustaine'em.

W 2004 r. ponownie pojawił się w składzie Megadeth, ale była to krótkotrwała przygoda - po niespełna trzech miesiącach Mustaine ogłosił, że na trasę rusza z nowym perkusistą Shawnem Droverem.

Menza nagrywał też z Martym Friedmanem, ówczesnym gitarzystą Megadeth, na jego solowych płytach w latach 90.’

Dowiedz się więcej na temat: Megadeth | Nick Menza

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje