Reklama

Muzyczne blogi cierpią przez walkę z piractwem

Dzień Dziękczynienia jeszcze się na dobre nie rozpoczął, a BlackBerry Kevina Hofmana już zaczął wibrować. Dzwonił jeden z operatorów OnSmash.com, redagowanego przez Hofmana popularnego bloga poświęconego muzyce hip-hop. Miał do przekazania niewesołą wiadomość: tuż po północy ze strony w niewyjaśniony sposób znikła cała treść.

- Na początku myślałem, że to robota hakerów - wspomina Hofman. Tymczasem po kilku godzinach na stronie pojawiła się informacja, że domena bloga została przejęta przez federalną agencję dochodzeniową Immigration and Customs Enforcement (ICE), podlegającą Departamentowi Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych. Tym samym blog Kevina stał się jedną z kilkudziesięciu stron zamkniętych w związku z zarzutami naruszenia praw autorskich i piractwa medialnego.

Reklama

Tyle, że Hofman - postawny trzydziestokilkulatek z Long Island, który niegdyś pracował dla jednej z dużych wytwórni płytowych - bynajmniej nie uważa się za pirata.

Owszem, OnSmash.com i kilka innych muzycznych blogów zamkniętych przez amerykańskie władze publikują świeżutkie utwory i teledyski bez stosownych licencji - ale większość spośród tych materiałów podsyła im nie kto inny, jak menedżerowie artystów, wytwórnie, a nawet sami wykonawcy.

"Przeciek" - pojęcie z dziedziny marketingu

Efekt jest taki, że strony te żyją z branżą muzyczną w skomplikowanej symbiozie: o ile Recording Industry Association of America (RIAA; Zrzeszenie Amerykańskich Wydawców Muzyki - przyp. tłum.) domaga się ich zamknięcia, to branżowe "doły" - w szczególności w kręgach związanych z hip-hopem - używają ich jako swoistych narzędzi marketingowych i kanałów reklamowych.

- Przeciętnemu obywatelowi słowo "przeciek" źle się kojarzy - mówi Hofman, z którym umówiłem się na wywiad w jednej z nowojorskich pizzerii. Blogerowi towarzyszy jego prawnik. - Ale jeśli kiedykolwiek uczestniczyłeś w spotkaniu marketingowym z ludźmi z wytwórni, wiesz, że padają tam pytania w stylu: "Czy dałoby się zrobić tak, żeby ten materiał 'wyciekł' do blogosfery?". "Przeciek" to dzisiaj pojęcie z dziedziny marketingu.

Wśród zamkniętych muzycznych blogów, oprócz OnSmash.com, znalazły się między innymi strony Dajaz1.com, RapGodFathers.com i rmx4u.com, a także wyszukiwarka torrent-finder.com, z której korzystali użytkownicy programu BitTorrent, służącego do wymiany plików różnego rodzaju.

Przejęć stron, do których doszło w okolicach tegorocznego Święta Dziękczynienia (większość spośród 82 pechowych witryn zamknięto pod zarzutem sprzedaży podróbek torebek, okularów przeciwsłonecznych i tym podobnych artykułów), nie poprzedziły żadne sygnały ostrzegawcze. Zaniepokojenie ustanowionym w ten sposób potencjalnym precedensem wyraziły już internetowe grupy wsparcia, takie jak Electronic Frontier Foundation.

Rząd walczy z piratami

Victoria A. Espinel, koordynatorka polityki ochrony własności intelektualnej w Białym Domu, w wystąpieniu z 6 grudnia nie wykluczyła kolejnych akcji tego rodzaju, które miałyby nastąpić w niedalekiej przyszłości w ramach walki rządu z "piratami i fałszerzami".

Do najbardziej zaskoczonych takim obrotem sprawy należą osoby z kręgów przemysłu muzycznego.

- Branża muzyczna i moi podopieczni nie mają żadnych problemów z większością tych stron - mówi Corey Smyth, menedżer takich raperów, jak Lil Jon czy Talib Kweli. - To tam właśnie zaglądają dzieciaki; bierzemy to pod uwagę, kiedy chcemy coś wypromować.

Z punktu widzenia artystów, blogi, poprzez które rozpowszechniane są najnowsze "wycieki", nie zawsze służą ich sprawie. Nie zawsze też wiadomo, jakie było źródło danego przecieku. Fabolous, brooklyński raper związany z wytwórnią Def Jam, który swego czasu współpracował z OnSmash.com, stwierdził, że konkurencja między muzycznymi blogami doprowadziła do swoistej "wolnoamerykanki": normą stały się włamania do kont pocztowych wykonawców i producentów, dokonywane w poszukiwaniu jakichkolwiek strzępów informacji dotyczących nowych utworów, które przyciągnęłyby internautów na łamy danego bloga.

- To obosieczna broń - mówi Fabolous. - Z jednej strony blogi to wspaniałe narzędzie promocyjne, umożliwiające dotarcie do masowego odbiorcy z dowolną treścią. Z drugiej jednak strony jest w tym coś z piractwa, ponieważ nie zawsze trafiają tam materiały dobrowolnie ofiarowane przez artystę. Pojawiają się tam również treści, które są zwyczajnie brane bez pytania.

Jak widać, po ponad dziesięciu latach od powstania aplikacji Napster, pozwalającej na wyszukiwanie, zakup i pobieranie plików mp3, wielkie wytwórnie wciąż starają się zbilansować nadzieje i zagrożenia, jakie niesie ze sobą cyfrowa postać muzyki.

Agencja Immigration and Customs Enforcement nie wyjaśniła, w jaki sposób dokonała selekcji stron oferujących muzykę do pobrania z sieci. Przemówił za to rzecznik RIAA, organizacji reprezentującej wiodące wytwórnie płytowe, który oznajmił, że Zrzeszenie współpracowało ściśle z ICE i innymi agencjami federalnymi w celach identyfikacji witryn naruszających prawa autorskie. "Wskazane przez nas strony i serwisy w sposób rażący pogwałcają federalne prawo autorskie, nielegalnie oferując użytkownikom utwory znanych artystów albo przedpremierowe treści, które nie są dostępne w sprzedaży w internecie ani w jakichkolwiek sklepach" - powiedział Jonathan Lamy.

Z otwartymi ramionami

Kevin Hofman, który rozpoczynał swoją karierę jako pracownik działów nowych mediów i marketingu jednej z wiodących wytwórni płytowych (mój rozmówca nie chciał ujawnić, której), cieszy się łatwym dostępem zarówno do artystów, jak i do firm fonograficznych. Na stworzonej przezeń stronie regularnie transmitowane były promocyjne koncerty odbywające się na scenach nowojorskich klubów. Roiło się na niej również od wypowiedzi samych artystów. Pochodzący z Miami raper Rick Ross, pisząc tzw. liner notes (komentarze do utworów znajdujących się na płycie, napisane przez samego artystę - przyp. tłum.) do swojego najnowszego albumu "Teflon Don", w pierwszej kolejności podziękował OnSmash.com - a dopiero później wspomniał o ludziach z opiekującej się nim wytwórni.

- Przyjmują mnie z otwartymi ramionami - mówi mi Hofman, którego pozycja w świecie muzyki jest na tyle silna, że nawet Kanye West dzielił się na Twitterze linkami do wpisów na jego blogu. - Prawda jest taka, że więcej zaproszeń od ludzi z branży odrzucam, niż przyjmuję.

Hofman zapewnia też, że regularnie trafiały do niego "wycieki" w postaci utworów i teledysków. Zastrzega przy tym, że za każdym razem, kiedy otrzymywał list z prośbą o zaprzestanie publikacji nieautoryzowanych treści, natychmiast usuwał je ze strony.

Porozmawiać z Busta Rhymesem

OnSmash.com, Dajaz1.com i podobne strony zamieszczały na swoich łamach reklamy. Operatorzy zamkniętych witryn twierdzą jednak, że wpływy z nich były minimalne. Skoro już o nich mowa, to operator Dajaz1, który przedstawia się jako Splash i nie chce ujawniać swojego prawdziwego nazwiska, w jednym z wywiadów opisał samego siebie jako "żonatego ojca dwójki dzieci z Queensu, który niegdyś pracował w branży muzycznej". "Mam stałą pracę; taką, jaką wykonuje statystyczny obywatel" - mówił. Ale redagowanie opiniotwórczego bloga poświęconego muzyce rap ma swoje przywileje: "Co trzy - cztery dni rozmawiam przez telefon z Busta Rhymesem".

Na razie sytuacja prawna przejętych domen pozostaje nierozstrzygnięta. David Snead, pełnomocnik torrent-finder.com posiadający doświadczenie w tego typu sprawach, spekulował, że być może przyjdzie mu czekać od trzydziestu do sześćdziesięciu dni, zanim do jego rąk trafi oficjalny nakaz zajęcia domeny. "Rząd nie dostarcza nam absolutnie żadnych informacji, z pomocą których moglibyśmy ustalić, o jakie konkretnie zarzuty chodzi" - mówił. "To informacyjna czarna dziura".

Niektóre ze stron wznowiły swoją działalność, najzwyczajniej w świecie przenosząc się do innych domen: RapGodFathers.com operuje w domenie RapGodFathers.info, a torrent-finder.com to obecnie torrent-finder.info.

Kevin Hofman wyznał mi, że jest "ogromnie zaniepokojony" swoją sytuacją prawną, ale też zdezorientowany.

- Postrzegam swoją działalność jako pełnoprawne źródło treści udostępnianych w internecie i nie mam powodu, by uważać, że kiedykolwiek było inaczej. Jeśli to, co robię, jest takie złe i szkodzi artyście, to dlaczego on sam dzieli się linkami do moich wpisów z ponad dwoma milionami użytkowników Twittera? - pyta, mając na myśli Kanye Westa. - Dla mnie to kompletnie bez sensu!

Ben Sisario, New York Times

Tłum. Katarzyna Kasińska

Dowiedz się więcej na temat: hip hop | muzyczne | blogi | hip-hop | z

Reklama

Wasze komentarze (4)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje