Jeff Buckley: Jak wyglądały jego ostatnie dni?

Dave Lory, menedżer zmarłego w 1997 roku Jeffa Buckleya, zdradził, jak w ostatnich dniach swojego życia zachowywał się jego przyjaciel.

Jeff Buckley zmarł 29 maja 1997 roku w wieku 30 lat

Jeff Buckley 29 maja 1997 roku utonął w rzece Wolf, jednym z dopływów Mississippi, w wieku 30 lat. Trzy lata wcześniej muzyk zachwycił krytykę i słuchaczy na całym świecie debiutanckim albumem "Grace", który okazał się być jego jedyną płytą w dorobku.

Reklama

Po śmierci muzyka natychmiast pojawiły się różne pogłoski na temat wydarzeń na rzece. Sugerowano, że gwiazdor przesadził z alkoholem lub targnął się na własne życie. Fali spekulacji do dziś nie zatrzymano i nie pomógł nawet oficjalny komunikat krótko po tragedii.

"Śmierć Jeffa Buckleya nie jest owiana żadną tajemnicą, alkohol i narkotyki nie mają z nią związku, nie było to również samobójstwo. Raport policji, sekcja zwłok i zeznania naocznego świadka dowodzą, że był to nieszczęśliwy wypadek" - oświadczono.

W lutym tego roku sieć obiegła informacja, że menedżer Buckleya, Dave Lory, w 21. rocznicę śmierci swojego przyjaciela, wyda specjalną biografię muzyka.

Sprawdź tekst utworu "So Real" w serwisie Teksciory.pl

"Nigdy wcześniej nie byłem w stanie opowiedzieć o tym ze swojej perspektywy, ani też uczestniczyć w tworzeniu żadnej z wcześniej wydanych książek i wywiadów" - stwierdził Lory w komunikacie prasowym.

Na kilka tygodni przed wydaniem "Jeff Buckley: From Hallelujah to the Last Goodbye", menedżer udzielił wywiadu radiostacji NPR, w którym zdradził, że zachowanie artysty na dwa tygodnie przed śmiercią "było nieobliczalne".

"Próbował kupić dom, który nie był na sprzedaż. Próbował kupić samochód, który nie był na sprzedaż. Oświadczył się Joan (Wasser, ówczesna dziewczyna Buckleya - przyp. red.). Starał się nawet o pracę w zoo w Memphis - to było dużo dziwnych rzeczy, nietypowych dla niego. Myślę, że było w nim pragnienie ustatkowania się. Chciał normalnego życia" - zdradził.

Lory opowiedział również o tym, jak dowiedział się o tym, co wydarzyło się feralnego dnia na rzece Wolf.

"Była 5:58 nad ranem. Nigdy tego nie zapomnę. Byłem wtedy w Dublinie więc w Memphis musiało być koło północy. Gdy to usłyszałem, zamurowało mnie. Myślałem, że śnię. Rzuciłem słuchawką i nie wiedziałem, co zrobić" - wspominał mężczyzna.

David na miejscu wypadku pojawił się trzy dni później, w czasie gdy ciało Buckleya nie zostało jeszcze odnalezione. Jednak w wywiadzie przyznał, że już wtedy miał pewność, że jego przyjaciel nie żyje.

Biografia Buckleya stworzona przez Davida Lory'ego we współpracy z Jimmym Irvinem trafi do sprzedaży 29 maja.

Sprawdź tekst utworu "Hallelujah" w serwisie Teksciory.pl

Dowiedz się więcej na temat: Jeff Buckley

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje