Jacek Kaczmarski: Zerwij kajdany, połam bat

Gdyby żył, 22 marca skończyłby 60 lat. Jacek Kaczmarski - poeta, gitarzysta i autor piosenek. Uznawany był za barda "Solidarności".

Jacek Kaczmarski miał zaledwie 47 lat

"Kto się rozczarowuje wolnością, ten ją zdradza i sam sobie wystawia świadectwo skretynienia" - mówił Jacek Kaczmarski w rozmowie z "Przeglądem". Uznawany za "barda Solidarności", poeta śpiewał utwory o politycznym i wolnościowym charakterze, będące głosem antykomunistycznej opozycji. "Wyrwij murom zęby krat/ Zerwij kajdany, połam bat" - nawoływał w jednym ze swoich najsłynniejszych utworów, "Mury" (inspirowanym piosenką katalońskiego barda Lluisa Llacha).

Reklama

Sam Kaczmarski nie przepadał jednak za zaszufladkowaniem go jako politycznego śpiewaka okresu stanu wojennego. Jego twórczość była przede wszystkim poetycka, podejmująca uniwersalne tematy, jak wolność, czy rola artysty w życiu społecznym.

"Poezja nie służy ułatwianiu życia ludziom. Otwiera im oczy na pewne aspekty istnienia" - mówił w 1997 roku w wywiadzie udzielonym czasopismu "Kruk".

"Zawsze głośno protestował przeciwko złu, przemocy i głupocie. Lata komunizmu i lata stanu wojennego, kiedy śpiewał dla nas z radia Wolna Europa, a także lata jego śpiewania już w wolnej Polsce - to wszystko zawsze będziemy pamiętać" - wspominał już po śmierci Kaczmarskiego Mirosław Chojecki, przyjaciel muzyka.

Jacek Kaczmarski karierę artystyczną rozpoczął w połowie lat 70. Był laureatem Festiwali Piosenki Studenckiej w Krakowie (nagroda za "Obławę") i Festiwalu Piosenki Prawdziwej w Gdańsku. Występował m.in. z Przemysławem Gintrowskim, współpracował z kabaretem "Pod Egidą".

W 1979 r. przygotował wraz z Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim program poetycki "Mury", z którym występował w całym kraju. Rok później otrzymał nagrodę dziennikarzy na festiwalu w Opolu, a w 1981 r. zdobył tam drugą nagrodę w konkursie kabaretowym.

Wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 r. zastało go we Francji. Od tej chwili przebywał na emigracji, pracował m.in. w Radiu Wolna Europa, koncertował w Europie, Ameryce Płn. i Australii. Mówił o sobie, że jest "krnąbrnym sługą sentymentalnej panny S." ("Solidarności").

Po powrocie do Polski w 1990 r. odbył spektakularną trasę koncertową i nagrał płytę "Wojna postu z karnawałem". Cztery lata później wydał dwa kolejne albumy: "Sarmatię" oraz "Szukamy stajenki" - zbiór kolęd i pastorałek. W tym samym roku na rynek trafiła jego debiutancka powieść autobiograficzna, "Autoportret z kanalią".

W 1995 r. wyjechał do Australii, gdzie przygotował m.in. materiał do albumów "Między nami" (1997) i "Dwie skały" (1999). Pisał też kolejne powieści, które ukazały się w Polsce: "Plaża dla psów" (1998), "O aniołach innym razem" (1999) i "Napój Ananków" (2000) - książkę o jego pracy w RWE.

W 2000 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski odznaczył Jacka Kaczmarskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W 2002 roku wykryto u Kaczmarskiego raka krtani, operowano go w Innsbrucku, w Austrii. Na wieść o jego chorobie w wielu miastach Polski zorganizowano koncerty i akcje charytatywne, z których dochód przeznaczono na leczenie artysty. Udział w nich wzięli m.in. Zbigniew Hołdys, Krzysztof Daukszewicz, Lora Szafran, Ryszard Rynkowski, T. Love, Kabaret Moralnego Niepokoju i Marcin Daniec.

W 2004 r. Kaczmarski otrzymał nagrodę Fryderyka za całokształt twórczości, ale nie był już w stanie odebrać jej osobiście.

Trzy godziny przed śmiercią, 10 kwietnia 2004 r., w Wielką Sobotę, w szpitalu w Gdańsku został ochrzczony w wyznaniu rzymskokatolickim. Do dziś trwają spory, czy stało się to wbrew jego wiedzy i woli, czy też była to świadoma decyzja. Zmarł w wieku zaledwie 47 lat.

"Nie praktykuję żadnej religii i nie tam szukam pocieszeń" - mówił. Czy rzeczywiście był ateistą? Miłośnicy jego twórczości do dziś toczą o to spór. Na pewno na przemianę artysty wpłynęła ostatnia towarzyszka życia, Alicja Delgas. Kiedy się związali, Jacek coraz częściej zaczął zwracać się ku duchowości. Stworzył wówczas wspomniany program "Szukamy stajenki" - kolędy i pastorałki, w aranżacji Zbigniewa Łapińskiego. Czuć było z jego strony szacunek do ludzi Kościoła. Zaczął myśleć o przyjęciu chrztu. Jednak twierdził, że zawsze coś mu stawało na przeszkodzie - pisał "Dobry Tydzień".

Jego prochy są pochowane na warszawskich Powązkach Wojskowych. W ostatniej drodze Kaczmarskiemu towarzyszyli przyjaciele, wielbiciele i muzyka Mozarta. A także jego własne piosenki, śpiewane już przez innych.

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Jacek Kaczmarski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje