Elton John o Live 8

2 lipca w dziesięciu miastach odbyły się wielkie charytatywne koncerty pod szyldem Live 8 z udziałem największych gwiazd muzyki. Zdaniem Eltona Johna były to imprezy "bez punktów kulminacyjnych". W dodatku londyński koncert odbył się w Hyde Parku, "miejscem pozbawionym charyzmy". Dodajmy, że jednym z uczestników Live 8 w stolicy Wielkiej Brytanii był... Elton John.

"Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że to była impreza bez punktów kulminacyjnych. Sam pomysł [stojący za Live 8, czyli zwrócenie uwagi świata na fatalną sytuację Afryki - przyp. red.] był fantastyczny, ale Hyde Park to miejsce pozbawione charyzmy" - twierdzi Elton John.

Reklama

"Z muzycznego punktu widzenia, to nie sądzę, że było zbyt wiele jasnych punktów" - dodaje wokalista.

"Bardzo się cieszę, że mogłem być częścią tego wydarzenia, ale nie wydaje mi się, żeby to było coś zbliżonego do poziomu pierwszego Live Aid" - uważa Elton John.

Jednak w opinii komentatorów to właśnie koncert w Londynie był jednym z najciekawszych elementów Live 8. Bardzo dobrze przyjęto występy m.in. U2 z Paulem McCartney'em, Madonny, Robbie Williamsa, czy reaktywowanego Pink Floyd z Rogerem Watersem w składzie. A przecież na scenie byli także m.in. Sting, Dido, R.E.M. i Coldplay.

Elton John zaśpiewał w duecie z Pete'm Doherty'm, muzykiem Babyshambles i byłym członkiem The Libertines, który w ostatnim czasie na Wyspach Brytyjskich słynny jest z licznych skandali, związanych głównie z narkotykami.

"Powinienem być bardzo dyskretny, ale sądzę, że [Doherty] był bardzo zdenerwowany. On ma kłopoty, to bardzo smutne. Jest bardzo młody i według mnie nie powinien słuchać wszystkich naokoło. Ludzie wokół niego raczej nie dają mu dobrego przykładu" - ubolewa Elton John, który przejmuje się losem młodszego kolegi po fachu.

Dowiedz się więcej na temat: koncert | Eltonem Johnem | john | Elton John | Live | Reginald Dwight

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje