
Organizatorzy zapowiadali szokujące i obrazoburcze show albo / i wielkie wydarzenie artystyczne. Obyło się bez tego pierwszego i - niestety - bez drugiego. Nie ma jednak wątpliwości, że Chris Cunningham na żywo to mocna rzecz. Nie dla każdego. Że nie dla dzieci - o tym już wiadomo było wcześniej i do Łaźni Nowej wpuszczono tylko dorosłych. Później zaś nastąpiła selekcja naturalna, bo już po kilku minutach okazało się, że nie wszystkie oczy i uszy są w stanie znieść tę kanonadę dźwięku (piekielnie intensywna, podana w oszałamiającym tempie elektronika, w tym utwory Aphex Twina i samego Cunninghama) i obrazu. Tym bardziej, że niektóre z filmów były rzeczywiście przerażające lub po prostu niesmaczne - nadzy kochankowie okładający się pięściami, dziecko z wodogłowiem (to "Rubber Johnny", jedna ze słynniejszych prac artysty), ścinki z twardych pornosów, przemawiający Adolf Hitler...
Wmiksowane w ten porażający koktajl fragmenty nawet z pozoru niewinnych prac Cunninghama (na przykład reklamy "Mental Wealth" Playstation, ze skośnooką dziewczyną siedzącą przy stoliku czy Orange, z trójwymiarowymi fotografiami zwierząt), nabierały nowych, niepokojących cech. Zresztą, jak tu się nie niepokoić, kiedy dziewuszka od Playstation przemawia chrapliwym, demonicznym barytonem, a licznik wideo u dołu ekranu uparcie dąży do komunikatu "KILL 06:06:06"?
Największy entuzjazm publiczności budziły oczywiście rzeczy znane lub sprawiające wrażenie znanych, na przykład alternatywna wersja klipu "Windowlicker" Aphex Twina czy pojedynek Luke'a Skywalkera z Darthem Vaderem (czy George Lucas aby wie, co się wyprawia z jego filmem?), za to jednym z najmocniejszych momentów przedstawienia był remiks klipu "Sheena Is A Parasite" The Horrors - mniej efekciarski od pozostałych, a przez to jeszcze bardziej groźny.
Do pełnego szczęścia zabrakło tylko jednego - sensu. Nawet jeśli Chrisowi Cunninghamowi chodzi o coś więcej niż tylko szokowanie przywykłych do "Tańca z gwiazdami" mieszczan, nawet jeśli za jego setem kryła się jakaś głębsza myśl, przepadła pod lawiną ohydy, wynaturzeń, golizny, laserów i bitów serwowanych z prędkością i gracją ciężkiej broni maszynowej.
Angielski reżyser pracuje ponoć nad filmem pełnometrażowym. Chętnie go obejrzę, choć jeśli będzie równie bezlitośnie intensywny, jak jego live set, chyba podzielę go sobie na dziesięciominutowe odcinki. Co za dużo to niezdrowo. Głowę trzeba chronić.
Jarek Szubrycht, Kraków
Przeczytaj również:
Sacrum Profanum: Złoty medal na bis
Sprawdź: Oferty pracy Kraków, Praca Warszawa, Praca Wrocław, Praca Marketing






~..
Ludzkosc jest prowadzona prosto ku zagladzie. I idzie ona ku tej zagladzie potulnie jak krowy na ...
~ak
sztuka ma być konstruktywna a nie stagnacją żerującą na oklepanych i zasłyszanych motywach. W dwó...
~wawka
nuda starszna
~ppp
Ciekawe czemu ludzie uważają za sztukę coś co ewidentnie nią nie jest. Z drugiej strony jak łatwo...
~dev
to w dużej częsci kreatywność i pomysł.
~fikou
hm?
~prokuratorr
żałuję że byłem w pracy i mnie tam nie było. siekierka na cześć ChrisaQ
~gwizdek
j w
dodaj komentarz »wszystkie wątki »