Śmierć w wyjątkowo dziwnych okolicznościach

Wypadki lotnicze i samochodowe, problemy z narkotykami i alkoholem, morderstwa i samobójstwa - to nierzadkie przyczyny śmierci muzyków. Jednak kilku z nich zginęło w dużo bardziej dziwnych, a może nawet kuriozalnych okoliczności.

Śmiertelne porażenia

Reklama

Keith Relf był wokalistą legendarnego The Yadbirds, w którym grali m.in. Jimmy Page oraz Eric Clapton. Relf postanowił odejść z zespołu w 1968 roku i szukać szczęścia w innych projektach. Niestety jego karierę przerwała tragiczna śmierć. Przyczyną zgonu było porażenie prądem. Okazało się, że winna była źle uziemiona gitara.

Prąd okazał się zabójczy również dla Lesliego Harveya (gitarzysta Stone The Crows). Muzyk wykazał się lekkomyślnością i złapał mokrymi rękami nieuziemiony mikrofon.

Przypadkowy strzał w głowę

Mówi się, że każdy pistolet raz w roku wystrzela samoistnie. Być może tak było też w przypadku Johnny'ego Ace'a, który strzelił sobie przez przypadek w głowę. Incydent miał miejsce po jednym z koncertów. Gdy muzyk zaczął bawić się bronią, ktoś krzyknął, by był ostrożny. Ace oświadczył, że nie ma czego się bać, bo broń nie jest naładowana. Następnie pociągnął za spust. Inna wersja mówi, że Ace po prostu grał w rosyjską ruletkę.

Śmierci nie spodziewał się również gitarzysta zespołu Chicago, Terry Kath, który w bardzo podobnych słowach co Ace, zapewniał uczestników przyjęcia, że jego broń nie jest naładowana.


Najbardziej kuriozalna śmierć w historii

Mike Edwards umarł w okolicznościach, które przypominały film "Oszukać przeznaczenie". Otóż jego samochód został zmiażdżony przez ogromny bal słomy (ważył prawie 600 kg), który spadł z ciągnika na pojazd członka Electric Light Orchestra.


Zginął, bo udawał satanistę

To opowieść o tym, dlaczego nie warto okłamywać fanów. Avajee był wokalistą zespołu Surrender of Divnity. Pewnego dnia przyjął w swoim mieszkaniu kilkoro sympatyków. Był to zły pomysł. Ci postanowili dokonać samosądu, gdyż dowiedzieli się, że Avajee śpiewał o satanizmie, a w rzeczywistości był ateistą.

Uderzył w drzewo czy zabiła go mafia?

Sonny Bono był nie tylko muzykiem współpracującym z Cher (a prywatnie mężem wokalistki), ale także szanowanym kongresmenem. Przyczyną jego śmierci miało być uderzenie w drzewo na stoku narciarskim, jednak jeden z agentów FBI uważał, że Bono został pobity przez gangsterów za ujawnienie ich nielegalnych działalności.


"Opiekuńcza" mama

Sid Vicious zmarł 2 lutego 1979 roku po przedawkowaniu heroiny. Na temat tego, skąd muzyk miał narkotyki, spekulowano przez długi czas. W końcu zagadka została rozwiązana. W 1996 roku matka Sida, Anna, przyznała, że to ona podała swojemu synowi śmiertelną dawkę heroiny, gdyż obawiała się, jak syn poradzi sobie w więzieniu (był oskarżony o morderstwo Nancy Spungen).

Śmierć ze snu

W 2011 roku Mikey Welsh napisał na Twitterze, że przyśniła mu się własna śmierć w pokoju hotelowym w Chicago. Dwa tygodnie po poście Welsha znaleziono martwego właśnie w Chicago. Zmarł z powodu przedawkowania.

Wisienka na torcie

Steve Peregrin Took z grupy Tyrannosaurs Rex zginął w 1980 roku. W życiu muzyka sporo było narkotyków i alkoholu, jednak zabił go koktajl wiśniowy. Artysta zakrztusił się tak niefortunnie, że doprowadziło to do uduszenia.

Dowiedz się więcej na temat: Electric Light Orchestra | T.Rex | Cher | śmierć

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje