Slash w Katowicach: Paradise City

Takich pisków i wybuchów entuzjazmu w wypełnionym po brzegi Spodku w Katowicach dawno nie było.

Porównań nie da się uniknąć. Zeszłego lata do Rybnika przyjechała obecna inkarnacja Guns N'Roses, w której szyld trzyma wokalista Axl Rose. Reakcje na jego występ nie rzuciły na kolana, a z tamtego koncertu zapamiętamy głównie gigantyczne opóźnienie.

Reklama

Po niezapomniane przeboje Gunsów z końca lat 80. sięga też ich współautor, gitarzysta Slash, który do Polski przyjechał z wokalistą Mylesem Kennedym i The Conspirators. W środę (13 lutego) w Katowicach to właśnie numery Gunsów tworzyły klimat i budziły największy entuzjazm. Dość wspomnieć, że usłyszeliśmy ponad połowę znakomitego debiutu - "Appettite For Destruction" z 1987 roku, z klasycznymi "Sweet Child O' Mine", "Welcome to the Jungle" i "Paradise City" na czele, a także zagranym po raz pierwszy w tym roku "You're Crazy".

Najtrudniejsze zadanie miał Myles Kennedy, kolejny przykład świetnej ręki Slasha do wokalistów. Amerykanin (znany także z Alter Bridge) odnalazł się w piosenkach w oryginale śpiewanych przez aż czterech różnych ludzi! Do głosu dopuścił także basistę Todda Kernsa, który z dużą klasą wykonał "Doctor Alibi" (na solowym debiucie Slasha śpiewał to Lemmy z Motorhead) i wspomniane "Welcome to the Jungle" Gunsów.

Myles potrafił nawet nadać charakteru balladzie "Gotten", którą na płycie "Slash" (2010) bez przekonania wykonywał Adam Levine z Maroon 5. Okazało się, że ten pop-rockowy utwór kryje w sobie całkiem duży potencjał, na żywo nabierając pazura.

Stosunkowo najsłabiej w całym zestawie wypadł jedyny utwór z repertuaru Velvet Revolver - "Slither". Wydaje mi się, że Kennedy nie do końca czuje wokalne rejestry Scotta Weilanda, mającego przecież korzenie w grunge'owym Stone Temple Pilots. Nawet jeśli podał "Slither" po swojemu, to i tak jego żywiołem pozostaje mocarny hard rock. Bez strasznego komplikowania, prosto i do przodu. A sam Slash nawet chętniej sięgnął po twórczość mniej cenionego przecież niż Velvet Revolver Slash's Snakepit ("Mean Bone" i "Serial Killer").

A jak wypadł bohater wieczoru? Czapki z głów. Chyba z 10-minutowa solówka w "Rocket Queen" - palce lizać. Ubrany w swój niezastąpiony czarny cylinder, schowany za burzą loków i okularami przeciwsłonecznymi najwyraźniej dał się ponieść entuzjazmowi ok. 10-tysięcznej publiczności. "Dziekuje" i "See you next time" zabrzmiało więcej niż szczerze. A że Slash już pracuje nad trzecim albumem (premiera w 2014 r.) to jest nadzieja, że na kolejną wizytę w Polsce nie będziemy musieli czekać tak długo.

"To zaszczyt występować jako gwiazda areny. Ale to jeszcze większy zaszczyt, kiedy się wyprzedaje taki koncert; dziękujemy Katowice, rządzicie!" - napisał Slash na Twitterze i Facebooku krótko po zejściu ze sceny Spodka.

PS W roli rozgrzewacza całkiem udany półgodzinny set z pancernie brzmiącą mieszanką thrash i heavy metalu zaprezentowała dowodzona przez Titusa i nastoletniego gitarzystę Iggy'ego Gwaderę grupa Anti Tank Nun.

Oto setlista koncertu Slasha w Katowicach:

"Ghost"
"Standing In The Sun"
"Nightrain"
"Mean Bone"
"Back From Cali"
"Mr. Brownstone"
"Apocalyptic Love"
"Serial Killer"
"Gotten"
"Doctor Alibi"
"You're Crazy"
"Rocket Queen"
"No More Heroes"
"Starlight"
"Anastasia"
"You're a Lie"
"Sweet Child O' Mine"
"Slither"
Bisy:
"Welcome to the Jungle"
"Paradise City".

Michał Boroń, Katowice

Zobacz teledyski Slasha na stronach INTERIA.PL!

Dowiedz się więcej na temat: Saul Hudson | koncert w Polsce | Katowice | Spodek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje