Roger Waters w Warszawie dla ofiar terroryzmu (relacja)

Brytyjski wokalista i basista, były lider grupy Pink Floyd, Roger Waters zagrał dla kilkudziesięciotysięcznej publiczności na warszawskim Stadionie Narodowym. Muzyk odegrał jeden z najsłynniejszych albumów Floydów - "The Wall".

Pierwsze części muru zaczęto układać na scenie zapełnionego po brzegi Stadionu Narodowego we wtorek około godziny 20.30. Koncert rozpoczął się od tematu muzycznego znanego z filmu "Spartakus", następnie przez minutę wybrzmiewała kompozycja "Outside the Wall". Dwóch mężczyzn w żołnierskich mundurach wprowadziło na scenę kukłę Pinka, brutalnie wrzucając ją na środek sceny. W tym momencie rozpoczęło się wykonanie "In the Flesh?", a na scenie pojawił się Waters, odziany w skórzany płaszcz. Pierwsze akordy utworu zaakcentowane zostały przez wybuchy sztucznych ogni.

Reklama

"Cześć, Warszawo!" - przywitał się muzyk z publicznością i próbował mówić po polsku. "Dedykuję ten koncert wszystkim ofiarom terroryzmu" - powiedział z trudem, po czym dodał żartobliwie: "Nie wiem, jak możecie mówić w tym języku na co dzień".

Publiczność usłyszała największe przeboje ze słynnego albumu; nie mogło zabraknąć antyszkolnego hymnu "Another Brick In The Wall" - podczas którego na scenie pojawił się dziecięcy chór z Rudzienic koło Iławy, ubrany w koszulki z napisem: "Strach wznosi mury". Chór wybrał sam Waters spośród zaproponowanych przez organizatorów koncertu.

Część pierwszą koncertu zamknęła krótka piosenka "Goodbye Cruel World". Z ostatnimi słowami utworu dopełnione zostało zupełne zerwanie bohatera ze światem zewnętrznym. Po wyśpiewaniu przez Watersa słowa "goodbye", ostatnia cegiełka muru trafia na swoje miejsce, światło gaśnie; budowla jest ukończona.

Dzieci z Rudzienic koło Iławy trenują przed występem z Rogerem Watersem na Stadionie Narodowym:

TVN24/x-news

W drugiej części spektaklu na murze wyświetlane są wizualizacje - surrealistyczne filmy animowane, korespondujące z atmosferą kolejnych utworów. Niewidoczny dla publiczności zespół grał zza muru. Tę część koncertu otworzyła ballada "Hey You". Podczas wykonania "Nobody Home" publiczności ukazał się Waters w roli Pinka, który zaśpiewał utwór, siedząc na fotelu ustawionym na wychodzącej ze ściany platformie. Poza fotelem "pokój" Watersa zawierał także telewizor i lampę.

O ułudzie obietnic lepszej, powojennej przyszłości opowiada "Vera", utwór poświęcony śpiewaczce brytyjskiej z okresu II wojny światowej, Verze Lynn. Piosenkarka znana była z przeboju "We'll Meet Again". Lynn śpiewała także "The Little Boy That Santa Claus Forgot", piosenkę o chłopcu dorastającym bez ojca.

Punktem kulminacyjnym wtorkowego koncertu było wykonanie "Comfortably Numb", jednego z najbardziej lubianych utworów Pink Floyd. Kompozycja przedstawia obraz Pinka uginającego się pod ciężarem sławy. Szuka on ratunku w używkach i lekach, które pomagają mu przetrwać kolejny występ. Warszawska publiczność żywo reagowała na wydarzenia: tradycyjnie podczas spektaklu "The Wall" pojawiła się nadmuchiwana kukła przedstawiająca nauczyciela-potwora, a także latająca nad widownią nadmuchiwana świnia.

Waters i jego zespół wykonali "The Show Must Go On", przebrani w skórzane płaszcze z czerwonymi przepaskami, nawiązujące do estetyki nazistowskiej. Na murze wyświetlano animowaną "paradę faszystowskich młotków". W finale muzycznego spektaklu Watersa, w utworze "The Trial", sędzia wydaje wyrok w sprawie Pinka: "skazuję cię na odsłonięcie przed równymi tobie". Mur został obalony, a zza jego ruin wyszedł zespół, intonując akustyczne "Outside the Wall". Mur się rozpadł. Waters, wraz ze swoim zespołem, ukłonił się nisko i zszedł ze sceny. Pożegnała go owacja na stojąco.

Po raz kolejny jednak na Stadionie Narodowym fani mieli zastrzeżenia do jakości nagłośnienia. "Akustyka Stadionu Narodowego zabiła połowę tego wspaniałego wydarzenia. Momentami była to nieznośna kakofonia, jeden wielki hałas. Wielka szkoda!" - komentuje jeden z naszych użytkowników. "W miejscu, w którym siedziałem, słychać było tylko wielki hałas nakładających się na siebie dźwięków. Potwierdziło się, że Stadion Narodowy nie nadaje się do koncertów (albo nikt nie umie go nagłośnić)" - to inny z głosów.

Z Warszawy Roger Waters odleci do Wiednia, następnie do Budapesztu i Berlina. Europejska część trasy koncertowej zakończy się 21 września w Paryżu.

Fani po koncercie: Niesamowite wydarzenie:

TVN24/x-news

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje