Szczwany chichot Kodyma

Apteka "Tylko dla...", Fonografika

Jędrzej "Kodym" Kodymowski powinien założyć agencję zajmującą się promocją artystów. Za sprawą jednego zdjęcia, które trafiło na okładkę najnowszej płyt Apteki, o zespole napisały wszystkie gazety i portale internetowe. Niejeden pewnie zzieleniał z zazdrości.

Reklama

Żeby nie było żadnych wątpliwości - "Menda" Apteki to dla mnie jedna z kilku najlepszych polskich płyt z szeroko pojętym rockiem. Dlatego do każdego kolejnego dzieła Kodyma podchodzę z estymą, ale i rezerwą. Wiadomo, że pan Jędrzej jest chodzącą definicją słowa "nieprzewidywalność". Tak było przy ostatnim zmartwychwstaniu zespołu, gdy formacja zaskoczyła znakomitym albumem o odkrywczym tytule "Apteka". Albumem starannie wyprodukowanym i wydanym w tzw. majorsie.

Na "Tylko dla..." mamy zwrot o 180 stopni. Kodym postanowił uciec od jednego (produkcji) i drugiego (koncernu), nagrywając surowy materiał na "setkę" i nie kryjąc w wywiadach, że współpraca z dużą wytwórnią mu nie służyła. Wytwórni zresztą pewnie też.

Mam wrażenie, że płytą "Tylko dla..." Kodym postanowił nie tyle zakpić z rynku muzycznego, co przede wszystkim frantowsko zaakcentować 25-lecie Apteki. Bo jak inaczej traktować nagrany z buta (to nie zarzut!), trwający mniej niż 30 minut materiał, z okładkowym zdjęciem, które na bank wywoła skandal (śp. ksiądz Henryk Jankowski mierzący do ciebie z pistoletu)? Pan Jędrzej jest mistrzem prowokacji - ta przyszła mu tanim kosztem i małym nakładem pracy, a spełniła swoje zadanie ponad normę. Gratulacje.

A co zawiera "Tylko dla..."? Jeżeli słuchacza przywiązanego do poprawności politycznej bulwersuje zdjęcie na okładce, to z miejsca powinien odpuścić sobie odsłuch albumu. Kodym jedzie bezlitośnie po wszystkim, błyskawicznie atakując, brutalnie przerywając linie obrony poprawności politycznej i nie biorąc jeńców. Zaczyna od "palenia w piecu ścierwem" w "Manifeście politycznym". Przypomina w "Murzynku Bambo" historię Simona Mola, który zarażał "inteligentne damy" wirusem HIV. W "Ostatecznym rozwiązaniu" śpiewa o oczekiwaniu na "wodza". Wreszcie wychwala moc medycyny naturalnej i urynoterapii w "Ewolucji człowieka", zachęcając do "picia sokulca z swej armaty". Natomiast muzycznie "Tylko dla..." nie wnosi nic nowego do wizerunku Apteki (to również nie zarzut). Wyjątkiem jest ostatnia kompozycja "Luźne rozmowy", którą chirurgicznie skroił duet Skalpel.

Ten album to rzeczywiście rzecz - jak to Kodym powiedział w jednym z wywiadów - "tylko dla kumatych", cokolwiek to oznacza. Z całej oburzonej reszty artysta pewnie szczwanie chichocze. A jaki to album? Płyta na pewno zasługuje na wyższą od poniższej notę, bo obiektywnie "Tylko dla..." to materiał przyzwoity. Biorąc jednak pod uwagę przewrotną perfidię Kodyma, pozwolę sobie potraktować album jedynie jako dodatek do pełnoprawnej dyskografii Apteki. I tak go ocenić. Przez palce.

5/10

Czytaj recenzje płytowe na stronach INTERIA.PL!

Dowiedz się więcej na temat: Apteka | apteki | Tylko dla...

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje