​Recenzja Sound'n'Grace "Życzenia": Pozostaje czekać dalej

Brakuje w Polsce muzyki optymistycznej, wesołej, wywołującej uśmiech - jakby tworzenie tego typu utworów było dla naszych piosenkarzy uwłaczające, a ból, cierpienie i smutek były jedynymi słusznymi wyrazami artyzmu. Na "Życzeniach" Sound'n'Grace próbują wypełnić tę niszę. I, niestety, "próbują" jest odpowiednim czasownikiem.

Mamy do czynienia z tradycyjnym, popowym albumem, powielającym wiele błędów nagranego z Tabbem debiutu

Na drugiej płycie Sound'n'Grace poszli w większą niezależność. Tabb, z którymi nagrali swój debiut, odpowiada za znaczną część kompozycji na "Życzeniach", ale w przeciwieństwie do "Atomu" mamy do czynienia z dziełem sygnowanym tylko i wyłącznie nazwą prawdopodobnie najbardziej znanego chóru w Polsce. To pokazuje doskonale, że muzycy postanowili pójść do przodu, rozegrać całość na własnych zasadach. I chociaż mamy do czynienia z materiałem bardziej różnorodnym i oddychającym aniżeli "Atom", po przesłuchaniu "Życzeń" trudno nie czuć ogromnego rozczarowania.

Reklama

Można było się spodziewać bowiem, że po przejęciu sterów przez samą grupę, chór pokaże, na co naprawdę go stać. Wiecie, te podkreślane wszędzie inspiracje soulowe, początki tkwiące głęboko w muzyce gospel - coś, co wskazywałoby na dojrzałość muzyczną zespołu. A tu trzeba przełknąć gorzką pigułkę, bo mamy do czynienia z tradycyjnym, popowym albumem, powielającym wiele błędów nagranego z Tabbem debiutu. Przez to dalej można tylko marzyć, że Sound'n'Grace w końcu ujawnią potencjał, jaki w nich tkwi. Szkoda, bo mamy do czynienia z naprawdę utalentowanymi wokalistami, których najchętniej usłyszałoby się w innym repertuarze. Póki co jeszcze błądzą.

Nie jest tak, że nie ma tu momentów niespodziewanych, bo przecież konia z rzędem temu, komu disco-funkowy riff ujawniający się w "Idealnie" nie będzie się kojarzyć z "Get Lucky" duetu Daft Punk z gościnnym udziałem Pharella Williamsa. Albo kto nie zareaguje zaskoczeniem przy słuchaniu tytułowego numeru z mocnymi electropopowymi inklinacjami, w którym to wyskakuje Merghani ze swoją rapowo-śpiewaną partią zdradzającą inspirację nową falą rapu z Drakiem na czele.

No właśnie: więcej tutaj też elektroniki, ot chociażby w słodkawo brzmiących acz zaskakująco melancholijnych w podstawie "Anomaliach" (dotrwajcie koniecznie do przyspieszającej tempo końcówki!), basującym na lata osiemdziesiąte "Tym dniu" czy "Kolejności" nawiązującej otwarcie do drum'n'bassu zarówno "ślizgającą się" partią basową, jak i prącymi do przodu bębnami. Te trzy kompozycje prezentują się najlepiej na krążku, wskazują ciekawy kierunek i dobrze rokują na przyszłość.

Z resztą piosenek bywa już naprawdę... różnie. "Czarne" inspiracje w "Idealnie" w zasadzie niczego nie wnoszą do utworu oprócz bycia smaczkiem i wydają się nieco oderwane w porównaniu do reszty utworu. Na dodatek partia wokalna jest prowadzona bardzo bezpiecznie, a podkład aż się prosi o jakieś ryknięcie, wyciągnięcie w górę, falset - krótka wstawka schowana w tło to zdecydowanie za mało.

W numerze tytułowym Merghani ma przyjemną barwę głosu, którą nieźle kontroluje i po pierwszej partii wydaje się, że on będzie ciągnął ten numer. Jednak kiedy próbuje w swojej drugiej zwrotce wejść dynamiczniej, zaczyna sylabizować i akcentować na ostatnią sylabę, zdradzając jeszcze braki w umiejętnościach. Kiedy zaś w słowie "rodziną" zamienia "ą" na "om", grzebie szanse na dobre wrażenie. I czepianie się tego, że "mamy w sobie tę moc", a nie "tą moc", to już może kopanie leżącego wynikające z mojego zamiłowania do języka polskiego, gdyż to błąd na tyle powszechny, że jest usprawiedliwiany w mowie potocznej, ale przydałoby się w przyszłości zwracać uwagę na takie rzeczy.

Na "Życzeniach" mamy też kilka zapełniaczy, które brzmią, jakby były tworzone generatorem piosenek Sound'n'Grace. Wątpię, aby ktoś zatrzymał się na dłużej przy "Milionie chwil", w którym to utworze ewidentnie brakuje pomysłu na aranżację, a dynamiczne wokale nie wystarczają do pociągnięcia całości. Rozczarowuje rozmemłanie nagranych z Mateuszem Ziółko "Horyzontów", z których broni się jedynie ciekawe rozwiązanie progresji akordów w refrenie. "Chcemy więcej" jawi się jako bardzo tradycjonalistyczny numer z wygrywanymi na fortepianie akordami, minimalistycznymi zwrotkami i silnym refrenem, ale jednocześnie irytuje gwiżdżącym werblem, którego bezsilność pozbawia kompozycję mocy.

Teksty prezentują się lepiej niż w przypadku "Atomu" - być może dlatego, że Patrycja Kosiarkiewicz została tu pozbawiona roli jedynej autorki warstwy lirycznej, a pod tym kątem zdarzają jej się dziwne połączenia, niedopasowane do reszty utworu albo wręcz nielogiczne metafory lub bolesne banały. Jednak dalej nie jest to poziom zbyt wysoki: "Wielkie oczy ma strach, gdy się boisz" możemy usłyszeć w singlowym "100" (i nie, przywołanie sąsiadujących wersów nie sprawi, że ktoś uzna to za cytat wyrwany z kontekstu), chociaż nieco niewygodnie robi się już w momencie nawiązania do "Małych rzeczy" Sylwii Grzeszczak.

Składnia w "Idealnie" nie daje rady zupełnie, a pogrzebana została jeszcze przez dziwne frazowanie w interpretacji wokalnej, chociaż już na poziomie treści tekst jest niezbyt satysfakcjonujący. Dlatego też cieszą napisane przez Arka Kłusowskiego (znanego z trzeciej edycji "The Voice of Poland") "Dzieci ziemi", które rządzą się określonym konceptem i realizują go skutecznie do samego końca. Chciałoby się tego więcej.

Zapewne dużo osób kupi ten optymizm - szkoda, że przemawia za nim brak ambitniejszych pomysłów, przez co w ostateczności wypada bardzo naiwnie. "Życzenia" toną w zalewie popowej masy, a krążek odróżnia na rodzimym rynku jedynie to, że do czynienia mamy z chórem, nie zaś z jedną konkretną osobowością. Kilka udanych pomysłów niczego nie zmienia - dalej uważam, że Sound'n'Grace stać na wiele, wiele więcej, a tak pozostaje tylko czekać dalej.

Sound'n'Grace "Życzenia", Gorgo Music

4/10

Dowiedz się więcej na temat: sound'n'grace

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje