Recenzja PRO8L3M "Ground Zero Mixtape": Wersy wiszą jak szubienice

Z tym PRO8L3M-em to jak z bohaterami serialu "Dark" – raz są w przeszłości, raz w przyszłości, gmatwają nieprzeciętnie. Ale "Ground Zero" to opowieść, która angażuje, wygląda i brzmi nawet jeśli nuży i irytuje.

Okładka PRO8L3M "Ground Zero Mixtape"

Już na wstępie brawa, bo po średnim 2017 roku, w którym niewielu hiphopowym wydawnictwom udało się wyjść "na zewnątrz" (nie mówimy tu o liceach) i dotrzeć do środowisk opiniotwórczych, mamy pozycję, która budzi prawdziwe emocje. I to gdzie nie spojrzeć. Celowo nie użyłem słowa płyta, bo to tak naprawdę rozbieg przed nią, mixtape, a i tak czekano przecież z wypiekami. Dlaczego? Ano dlatego, że PRO8L3M zawsze ma szereg pomysłów - na wizerunek, na brzmienie, na język. Z każdą pozycją w dyskografii jest się w stanie zupełnie przeformatować, z tym, że siła narracji Oskara i wspomnianego już brzmienia Steeza powoduje, że nie wiąże się to z utratą tożsamości. To ten sam zespół, tylko inny, rozumiecie paradoks? Trwało zatem wielkie domniemywanie co panowie wymyślą. Oczekiwania sięgnęły zenitu, bo dzieło sztuki na okładce, bo nieoczywiste muzyczne odwołania do "chemicznych" lat 90. i rave'u, bo singlowe "Flary" dosłownie wyrywały z butów. I co? Nie ma co duetu deprecjonować, wszystkim by ulżyło, gdyby branża ustawiła sobie ten poziom kreatywności i profesjonalizmu jako standard, choć cicho można mówić o rozczarowaniu.

Reklama

Za mało tu myślenia kategoriami płyty, za dużo słuchowiska. Wysunięty przed bit głos Oskara idealnie przystawał do odhumanizowanej, cyberpunkowej opowieści na poprzedniej EP-ce - teraz potrafi znużyć, bo facet analogicznie cedzi, analogicznie przeciąga, odbywa ze Steezem tak samo brzmiące dialogi dostarczając przekaz poporcjowany tak jakby miał być ładowany z taśmociągu do tubek. Są próby ożywienia tej gadki melodią ("Lody Włoskie"), czy nawet śpiewania w drastycznej parafrazie Elektrycznych Gitar ("Puerto Rico"), ale może spuśćmy na nie zasłonę milczenia bądź ujmijmy je w postironiczne ramy. Gorzej, że w sumie nie wiem, o co chodzi w "Ground Zero" - ile w tym kreacji, ile własnego przeżycia, poszczególne numery wraz z licznymi przerywnikami nie dodają mi się w całość, fabułę, historię, czuję się jakbym zaczął kilka seriali od środka - to może być moja wina, niemniej nie obraziłbym się, gdyby twórcy trochę mi ułatwili.  Na pewno klimat jest kwaśny i patologiczny, przez co perfekcyjnie wpisuje się w trendy. Fajnie go liznąć, ale żeby lizać przez 27 tracków?

Mixtape pęka w połowie. Wraz z "Flarami" narracja robi się mniej postrzępiona i zdawkowa, formy utworów zamknięte, bardziej przemyślane i poprowadzone. Całe szczęście, naprawdę dobrze, gdy kawałek ma swoją dramaturgię i zamiast Oskara rymującego "walentynki" do "walę drinki", "whisky": do "cycki" i "wóda" do "uda",  tych wszystkich infantylnych grepsów w rodzaju "odwiedziłem bar mleczny, zjadłem kotlet jajeczny" dostajemy pisanie takie jak: "Słodkie życie, słyszę bluzgi jej pod prysznicem / Woda płynie jak obietnice, chmury wiszą jak szubienice / Siada naprzeciwko mnie, jest wściekła jak krzyk / Ona przeciwko mnie, jej wzrok tylko czeka na cynk / Gdyby mógł zabić, to bym jak skiepowany blant stygł / Jesteśmy nadzy, dawno się wykrwawił nasz wstyd". Może i pretensjonalne, ale ile w tym napięcia i jaka plastyczność! I tak jak nużąco wulgarne "Na audiencji" to ten moment, gdy nieprzyjazne, ciężkie w słuchaniu "Ground Zero" chce się wyłączyć, tak zamykające "Byłem tam" to już numer do dobrego radia - senna, ładna produkcja z osobistym tekstem wskazującym na nielichą wrażliwość. "Sick Boy" nie zawiedzie tych, którzy skojarzą tytuł z "Trainspotting". Przebojowy, łapiący się momentalnie ucha "Golden" (mniejsza o stan podmiotu lirycznego) i "Magnolia" z jej uwypukloną piosenkowością, to najjaśniejsze momenty mixtape'u. 

Co z muzyką? Jest tu trochę ćpuńskiej elektroniki sprzed ponad dwóch dekad, trochę trance'u, jednostajnej, technicznej pulsacji, bywa przemysłowo. Steez czesze dawne nagrania po czasie, nie jest z pokolenia, które mogłoby doświadczać tego, kiedy się działo i może szkoda. Czy jest świeżo? Może na polskim gruncie, ale warto jednak przypomnieć, o Techno Animal, Antipop Consortium ,clipping. czy nawet westowym "Yeezusie". Pomysły pomysłami, uwaga na brzmienie - słowo pada trzeci raz, ale naprawdę jest kluczowe - to wyróżnik . Jego wyrazistość i ostrość nasuwa na myśl zdjęcie robione w mroźny, słoneczny dzień. Odświeżające doznanie.

Skrajnie różne odczucia towarzyszące "Ground Zero", zestaw uruchomionych odniesień i porównań, sama przetaczająca się przez internet dyskusja i jej zasięg najlepiej odpowiada na pytanie czy ten mixtape sprawdzać. Oczywiście, to wydarzenie sporo ciekawsze niż Oskar idący pod prąd autostradą z samplami ze szlagierów na "Art Brut" i kolejny etap wspinaczki twórców, który nie znikną nam szybko z pola widzenia. Nie ustawiam się w kontrze, ale pozwolę sobie zatęsknić za przegrzanym serwerami i wirtualnym społeczeństwem z "Hack3d By GH05T 2.0" czy szlugami sępionym przy grillu z "C30-C39". Oczywiście czekam na płytę.

PRO8L3M "Ground Zero Mixtape", wyd. RHW Records

6/10

Dowiedz się więcej na temat: PRO8L3M

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje