Recenzja Meek, Oh Why? "Płyta Rodzaju": (U)rodzaj dobrej muzyki

"Zawsze pisałem słowa, gdy nękały stany podłe / A za widownię miałem smutek, więc nie za wygodnie". Może niech w końcu inna widownia tu przyjdzie?

Okładka "Płyty Rodzaju" Meek, Oh Why?

Dziwny jest ten światek polskiego hip hopu. Zbyt dużo fajnych i ciekawych projektów przechodzi kompletnie niezauważonych. Często nie ma nawet znaczenia, że zostały wydane przez dużą i renomowaną wytwórnię. Proszę się teraz przyznać - kto z was słuchał "Miło Było Poznać"? 

Reklama

Wielu podniesionych rąk nie widzę. Szkoda. Artysta z najlepszą ksywką w polskim "około rapie" wydawał całkiem znośne płyty w Asfalt Records, o których teraz niewiele osób pamięta. Trochę to boli, bo działo się na nich wiele dobrego, zwłaszcza muzycznie. Ten fantastyczny eklektyzm, ówczesna świeżość i nietypowość, przypominały z czego kiedyś słynęła warszawska wytwórnia - z nieprzeciętnych projektów, ambitnej muzyki i często dziwnych twórców. Wydawało się, że Meek, Oh Why? ma wszystko, żeby znaleźć swoją niszę. A jednak.

"Miło Było Poznać" było naprawdę porządną płytą, która nie wiadomo czemu, przeszła bez większego echa. "Księżniczka i Buc" to niewiele słabsza produkcja, "Rękopisy Nie Płoną" też raczej nie witały się z przeciętnością, a fatalna "Kultura Niepodległa" to jednorazowy wybryk, o którym nawet nie wypada wspominać, więc uznajmy, że takie coś się w ogóle nie przydarzyło. Z tych kilku powodów można było mieć spore oczekiwania wobec "Płyty Rodzaju".

Co oferuje nowy album sympatycznego młodziana? Przede wszystkim dobrą muzykę, bo jednak wykształcenie i współpraca m.in. z Voo Voo do tego zobowiązuje. Dominujące syntezatory i dęciaki pomogły w stworzeniu ślicznych melodii, a Meek, Oh Why? za każdym razem udowadnia, że jest muzykiem z krwi i kości. Potrafi zbudować atmosferę, ogranicza do minimum perkusję, a trąbka, gdzie się pojawi to wnosi sporo urozmaicenia. Taki "Ala Tołstoj" (piekielnie wzruszające wersy - "Lato zaskoczyło drogowców / Przepocili swetry w wielkomiejskim korku / Lato zaskoczyło trochę w stylu zimy / Przepocili swetry, no i przepocili dżiny" - to jedne z najmocniejszych linijek tego roku) to zdecydowanie najlepszy numer na płycie, który też oferuje zdecydowanie najwięcej pod względem aranżacji, jednak głównym punktem programu, wydaje się zupełnie inny utwór, ten najbardziej zaskakujący. "List" spokojnie mógłby znaleźć się w katalogu nagrań samego Wolfganga Voigta. 

Taka muzyka aż się prosi o dobre teksty i jeszcze lepsze wykonanie. I tutaj zaczyna się problem. "Płyta Rodzaju" jest albumem koncepcyjnym, w którym główny bohater krąży po krainie własnej wyobraźni. Na papierze wygląda to całkiem fajnie, jednak gdy słucha się sennego flow (oj, ciężko przebrnąć przez "Siódmą Noc" bez czegoś mocniejszego), które raz na jakiś czas wypluwa z siebie potworki rodzaju "Wymienić muszę kilka cennych uwag z nożycami, o tym jaki radzą dla sennego miasta skroić strój", to można odlecieć.

"Słowem namalować własną wizję raju? W całej bezradności to zabrzmiało racjonalnie / Tylko jak ożywić słowo przecież to nie wystarczy, gdy wydrapię je ołówkiem na zwyczajnej kartce?" pyta Meek, Oh Why? w tytułowym utworze. Postaram się racjonalnie to wyjaśnić, posługując się słowami Piha. To nie jest hip hop. "Płyta Rodzaju" to po prostu bardzo fajna produkcja, która jest kolejnym etapem rozwoju Meek, Oh Why'a? i Mateusza Hulbója, cichego bohatera albumu. Kilkadziesiąt minut pięknych melodii, świetny koncept, średnie teksty i... klimat. Miło wam będzie go poznać, a ty, szaro-szary świecie, żegnaj.

Meek, Oh Why? "Płyta Rodzaju", wyd. własne

7/10

Dowiedz się więcej na temat: Meek Oh Why?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje