Recenzja Lupe Fiasco "DROGAS Light": Początek prawdziwego końca?

Który to już "definitywnie ostatni" album w karierze Lupe Fiasco? Najprościej będzie powiedzieć, że "kolejny", ale ludzie na mieście powiadają, że po "DROGAS Light" doczekamy się jeszcze jednego. Potem następnego i jeszcze następnego… Oby lepszych.

Okładka płyty Lupe Fiasco "DROGAS Light"

Poprzednik - "Tetsuo & Youth" - zbierał mieszane opinie. Trochę za trudny i wymagający dla przeciętnego odbiorcy, natomiast dla bardziej zaangażowanego słuchacza zbyt mainstreamowy i posiadający jeszcze skazę karykaturalnego (momentami wręcz śmiesznego) "Lasers". Czy w przypadku "DROGAS Light" raperowi z Chicago udało się znaleźć złoty środek? Chyba nie i obawiam się, że zjawisko hejtu może się w jego przypadku ponownie nasilić.

Reklama

"Podobno" nowy album jest pierwszym z planowanej trylogii, ale nie do końca bym wierzył deklaracjom Lupe Fiasco, który lubi gubić się w swoich wypowiedziach oraz igrać z fanami i dziennikarzami. Planowanie i odwoływanie premiery, zapowiadanie że to tylko przedsmak przed lepszymi rzeczami. Serio? Naprawdę trudno nadążyć.

Znowu postawił na maksymalną przebojowość i próbę dotarcia do masowego słuchacza. Nie może być inaczej, skoro na warsztat bierze się chociażby sample z "Bla Bla Bla" Gigi D' Agostino i rapuje się na maksymalnie przesłodzonych i nudnych bitach. Czy wyszło mu to na dobre? Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, ale można odnieść wrażenie, że przez tyle lat na scenie Lupe jeszcze nie do końca wie, co ma robić. Przypomnę tylko, że na poważnie zaczął w 2006 roku...

Dzięki pomocy kilku ludzi, w tym oczywiście stałego współpracownika - Soundtrakka, Fiasco po części osiągnął to, co miał na swoich dwóch pierwszych klasycznych dziełach. Stworzył kilka potencjalnych hitów z delikatnie angażującymi treściami (ale ile do cholery można mówić o tej polityce?!), tylko w odróżnieniu od swoich pierwszych dokonań, bez jakiegokolwiek powera.

Każdy z numerów, dosłownie każdy, jest totalnie bezpłciowy i pozbawiony jakiejkolwiek ikry. Sam gospodarz stara się ratować sytuację rzucając raz na jakiś czas ciekawe linijki (taki "City of the Year" jest jednym z nielicznych numerów, które da się słuchać), ale gościnne udziały wołają o pomstę do nieba.

Chicagowski raper jest idealnym przykładem na to, jak można się pogubić w swojej karierze. Sam sobie dawał dużo szans na odbudowanie się i ponowne trafienie w gusta ludzi, ale za każdym razem coś nie do końca wychodziło. Nie inaczej jest z "DROGAS Light" - albumem dla każdego i dla nikogo. Szkoda czasu.

Lupe Fiasco "DROGAS Light", 1st and 15th

3/10

Dowiedz się więcej na temat: Lupe Fiasco

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje