Recenzja Lao Che "Wiedza o społeczeństwie": Nie raj, ale też w porządku

Lao Che, mimo statusu jednego z czołowych pupilków krytyki, nie osiadają na laurach. "Wiedza o społeczeństwie" to kolejna solidna pozycja w ich dyskografii.

Okładka płyty "Wiedza o społeczeństwie" grupy Lao Che

Lao Che nigdy nie ukrywali swoich zamiłowań socjologicznych. Nie było to może aż tak słyszalne na pierwszych dwóch albumach, przez swój konceptualny charakter odbieranych bardziej jako forma muzycznego spektaklu. "Gospel", nie uciekając od poszukiwań Boga, potrafił jednak już być zgryźliwy wobec współczesnego człowieka i jego dalekiego od doskonałości podejścia do duchowości. Na najnowszym materiale ekipa Spiętego postanowiła zejść nieco na ziemię i powiedzieć coś bezpośrednio o nas samych. Cóż, trudno było o bardziej wymowny tytuł albumu, prawda?

Reklama

A sam rzut oka na spis utworów potrafi jeszcze dosadniej naprowadzić na tematy, o których płyta traktuje: "Kapitan Polska", "Polak, Rusek i Niemiec", "Gott mit lizus", "Liczba mnoga". Spięty nie pozostawia jeńców: nasz naród podzielony jest jak Tutsi i Hutu, a że w kupie siła to każdy trwa przy swoim i się definiuje, bo "liczba mnoga nie ma wroga". Podziały to zresztą motyw przewodni albumu. "Był sobie Polak, Rusek i Niemiec/Miło było, nim nazwali siebie cudzoziemiec" śpiewa, dorzucając ironicznie rozpaczliwe "naszych dusz nie uratuje nawet Chrystus Plus". "United Colors of Armagedon/dzielimy ojcowiznę koloru miedzą" - dorzuca w innym utworze.

Ciekawie kontrastują te gorzkie refleksje na temat naszej natury z samą formą tekstów, które odcinają się zupełnie od poetyczności na rzecz wręcz banalnych rymowanek. Bo powiedzcie, czy często nie zrymujecie słów szybciej niż robi to Spięty w utworach? Słychać jednak, że to zabieg celowy, wynikający z fascynacji przejawianą przez lidera Lao Che zabawą słowem. Wersy trafiają dzięki temu szybko do uszu, ale ich prawdziwy ciężar przychodzi do słuchacza z opóźnieniem. Bardzo intrygujący zabieg.

Kropką nad "i" jest sam wokal Spiętego - tutaj dzieje się naprawdę sporo. Raz wokalista zaskakiwać swoją przekornością ("Polak, Rusek i Niemiec"), awanturniczą swobodnością ("Zbieg z krainy dreszczowców), a innym razem wręcz karykaturalnością, która potrafi przejść niespodziewanie w intymne, melancholijne podśpiewywanie ("Liczba mnoga"). Śpiewa delikatniej, przystępniej ("Nie raj"), a potem melodeklamować tak gardłowo ("Gott mit lizus"), że można go pomylić z Fiszem. Skądinąd tu obecnym w otwierającym album numerze, chociaż autor "Polepionych dźwięków" nie zaznaczył swojej obecności tak silnie jak jego brat, Emade.

Tak, młodszy z Waglewskich ponownie podjął się produkcji "Wiedzy o społeczeństwie" i to słychać. Nie chodzi już nawet o to, że samym sesjom nagraniowym bliżej było do sposobu pracy nad muzyką elektroniczną aniżeli tradycyjnemu nagrywaniu "na setkę", w czym lubowali się Lao Che. Bardziej o sam wpływ na warstwę muzyczną, która - podobnie jak w przypadku poprzedniego albumu "Dzieciom" również wyprodukowanego przez Emade - chętnie romansuje z syntetycznymi dźwiękami. Do tego mamy to przybrudzone, nieco przesterowane brzmienie, po którym błyskawicznie idzie poznać wkład pracy Waglewskiego.

Otwierające "Kapitan Polska" zestawia funkową sekcję rytmiczną z syntezatorami z lat 80. Gitary wciąż jednak są ważnym elementem dźwięku grupy, o czym świadczy z powodzeniem łączący je z elektroniką, bluesowy u podstaw "Gott mit lizus". Nawiązująca do miejskiego folku, z lekka kiczowata "Liczba mnoga" początkowo może odrzucać, ale wszystko się zmienia, kiedy nagle zaskakuje mostkiem wchodzącym wręcz w tony, o które można oskarżyć prędzej Slowdive, gdyby tylko dodać pogłosu.

"Sen a'la tren" łączy z kolei niemal triphopową melancholię z jamajskimi inklinacjami. "Szkolnictwo" grasuje od strony melodii tanecznym techno, by na refren oddać już zupełnie oddać pole do popisu elektronice, mimo że - ponownie - sekcja rytmiczna czerpie garściami z funku. Nie można zapomnieć o singlowym "Nie raju", zawieszonym gdzieś pomiędzy delikatnym indie w duchu Radical Face'a a nową falą post-punku. Sprawdza się to wszystko wyjątkowo dobrze, a - co ciekawe - pomimo sporego rozstrzału inspiracji, całość wypada spójnie.

Jeżeli szukać zarzutów wobec nowego dzieła Lao Che, to chciałoby się aż poprosić o więcej mocy, agresji - treść aż błaga o to, by nie tylko brzmienie było przybrudzone, ale również same utwory pozwalały sobie na nieco więcej szaleństwa. A mimo ciężarowego tematu, koniec końców dostaliśmy album przystępny i bezpieczny. To nie zmienia faktu, że "Wiedza o społeczeństwie" może płytą roku nie będzie, ale bardzo miło wspominanym strzałem utrzymującym stałym poziom dyskografii grupy na pewno. Kawał porządnego albumu, do którego chętnie się wraca.

Lao Che "Wiedza o społeczeństwie", Mystic Production

7/10

Dowiedz się więcej na temat: Lao Che | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje