Recenzja Guova "Headliner": A miało być tak pięknie

Czy jak widzicie w sklepie jakieś CD to od razu wyciągacie portfel? Mi to zdarza się dość często, natomiast mogę zdradzić, że z pewnością nie zrobię tego widząc na półce "Headlinera".

Guova na okładce "Headliner"

Już w pierwszym numerze na nowej płycie Guovy padają takie odważne wersy, jak ten z wyciąganiem portfela. I dobrze, bo pewnych siebie raperek na polskiej scenie nie ma w zasadzie w ogóle, więc jedna z sympatyczniejszych polskich twitterowiczek jest liderką w tej materii.

Reklama

Ktoś sobie może pomyśleć, że jestem szowinistą w stosunku do kobiecego rapu. Coś w tym jest, bo liczbę raperek, których twórczość sprawdzam z chęcią jest niewiele. Mogę je policzyć na palcach jednej ręki, a po głębszym zastanowieniu wykorzystam jeszcze kilka palców z drugiej i na tym byłby koniec. Lubię kobiecość, namiętność i delikatność w wersach. Emanację uczuć, uniwersalność i przede wszystkim inne spojrzenie na świat. Ochoczo sięgam po starą twórczość Lauryn Hill, czy MC Lyte, a z nowszych rzeczy zdecydowaną liderką jest Akua Naru. O wiele gorzej pod tym względem jest w Polsce. 

Nie pamiętam, kiedy to po raz ostatni cieszyłem się słuchając jakiejś rodzimej femcee. Ad.M.a? Nie ten kaliber. Lilu? Bez szału, ale miała ciekawe momenty. Guova? Bez przesady, ale jednak z braku laku sięgnąłem po nowy album z nadziejami, które w pewien sposób zostały spełnione. Nawet z nadwyżką, bo przynajmniej produkcyjnie to jedna z najlepszych polskich płyt ostatnich miesięcy.

Ucho do beatów też trzeba mieć i w tym przypadku nie można mieć żadnych zastrzeżeń do Guovy. Nowoczesne podkłady zapewnione przez kilku beatmakerów, z których zdecydowany prym wiodą Rzepa i Essex (kiedy producencka, kolego?!), mogą powodować dość mocny ból pewnej części ciała spowodowany zazdrością. Klasa sama w sobie, zero jakichkolwiek zastrzeżeń. Wręcz przeciwnie! Można odnieść wrażenie, że przebojowe podkłady zostały specjalnie stworzone pod gospodynię, która nie do końca potrafiła wykorzystać ich potencjał. 

Informacje prasowe przekazywały dziwne treści o tym, że nie było od dawna takiej raperki na scenie, która w tak krótkim czasie zrobiłaby tak sporo zamieszania. Serio? A ktoś z PR-owców wytwórni słyszał o chociażby o Ryfie Ri? A wspomniana już przeze mnie Ad.M.a? Guova na ich tle wyróżnia się olbrzymią pewnością siebie, której mogą również pozazdrościć koledzy po fachu. Szkoda tylko, że nie idą razem z tym umiejętności na majku, bo tutaj bije wręcz od przeciętności i każdy z zaproszonych gości pokazuje raperce jej miejsce w szeregu, chociaż monotonność w "Dobrzy, Źli, Prawie Źli" (te wykorzystanie autotune'a w refrenie!) dodaje tylko uroku.

O ile można mieć dość dużo zastrzeżeń do jej rapu, to już należy chwalić za śpiew, dobre radiowe wyczucie i przede wszystkim mocarne refreny. Prawdziwa jazda na płycie zaczyna się dopiero od szóstego indeksu - "Popstar" - którego doskonały refren zgrabnie przypomina dokonania synthpopowych gwiazd sprzed 30 lat. 

"Headliner" jest doskonałym przykładem dwóch rzeczy. Po pierwsze polskie majorsy nie potrafią dokonać dobrej selekcji przy wydawaniu rodzimych płyt hiphopowych. Album Guovy teoretycznie miał wszystko, żeby zmienić takie postrzeganie, ale... jest przy okazji przykładem jeszcze czegoś innego. O ile wielkie firmy fonograficzne można przeżyć to gorszym wydaje się być czekanie na świetny album polskiej raperki. Można sprawdzić, ale czy "z automatu wyciągać portfel"? Hola, hola, radzę mocno przemyśleć.

Guova "Headliner", Sony Music Polska

5/10


Dowiedz się więcej na temat: Guova

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje