Recenzja Growbox "Growbox": Charakter nadać słowom

Jeż i Ostry rapujący o najbardziej trywialnych rzeczach na świecie oraz Soulpete z bitami jak spod ręki najnudniejszego matematyka? I takie połączenie by wypaliło. Ta trójca po prostu zawstydza swoją charyzmą większość polskiej sceny rapowej.

Soulpete , Jeżozwierz i O.S.T.R. na okładce płyty "Growbox"

Na rozgrzewkę coś oczywistego - mamy do czynienia z supergrupą. Jak inaczej nazwać trio, które skupia jednego z najbardziej charakterystycznych i twardo stąpających po ziemi wyjadaczy z podziemia, rapera, który zjadł na rapie zęby i ma w dyskografii niekwestionowane klasyki oraz producenta, który jest jak najlepszy saper, bo nigdy się nie myli? Pozostańmy więc przy tym określeniu, ale od razu dodajmy, że nie każdy piekielnie obsadzony projekt pokazywał nam fajerwerki, a często nawet kończyło się na zimnych ogniach. Growbox gra na nieco innych zasadach, bo zamiast czarować barwami, zrzuca ciężką bombę na osiedle.

Reklama

Zaczęliśmy mocno, co? Zaczęliśmy. W takiej sytuacji przyda się kubeł zimnej wody na rozpalone głowy, w których roi się myśl, że po wciśnięciu przycisku "play" przeniosą się do krainy, gdzie tematy są zawsze wyszukane, flow jest z innego wymiaru, a produkcja to wypadkowa da Vinciego i Tesli. Jeśli znasz nawijki i rapowe zainteresowania Jeżozwierza i Ostrego, a także styl Soulpete'a, to z krzesła nie spadniesz. Musisz to lubić, musisz to doceniać, bo inaczej pożegnasz się z krążkiem raz-dwa. To ciężka rzecz adresowana do bardzo konkretnej grupy, bo nie kusi sztukaterią. Umówmy się - pojawiające się tu i tam przyspieszenia oraz co ciekawiej złożone wersy to troszkę za mało, by uwieść nowego słuchacza.

Podbijania terenów nie ma, lecz arsenał, choć niezbyt szeroki, jest odpowiednio skompletowany. Jak na polu bitwy - lepiej mieć kilka dobrych czołgów niż dużo słabych, łatwych do zniszczenia. Na pierwszej linii mamy oczywiście wspomnianą już wcześniej charyzmę. O ile w przypadku słabych graczy robi za podpórkę, o tyle u tych dwóch to po prostu sól ich zwrotek. Nawet standardowe wersy rosną przy niej, sprawiając, że trudno oderwać się od odsłuchu. A już takie wejścia jak to Jeża z "Bóg Honor Utarg" czy chamski lot obu w "Mówią mi" brzmią niczym świadoma demonstracja siły. Warto odnotować także naturalność, która pozwala linijkom płynąć. Niby oczywistość, ale w coraz bardziej wykreowanym rapie - cenna, bardzo cenna.

Bez dwóch zdań: Soulpete ma zwariowany rok. Im dłużej słucham kolejnych jego podkładów, tym bardziej wydaje mi się, że został tknięty palcem bożym i nie jest w stanie niczego spieprzyć. Gdyby puścił w ciemno totka, to najpewniej zgarnąłby szóstkę. Gdyby na zamkniętej imprezie beknął przy Miss World, to jeszcze tej samej nocy by ją miał. Gdyby uderzył w niego samochód (odpukać!), to on by go skasował. A gdyby raperzy mieli lepszy słuch i dar przekonywania, to wszedłby z buta do polskiego mainstreamu i skończyłoby się gadanie, że niedoceniony i w cieniu. Przez parę miesięcy wyrósł nam bitotwórca kompletny. Wyczucie, wyobraźnia muzyczna, różnorodność... Komplementy można mnożyć, ale to nadal delikatne pustosłowie. Zachęcam więc do odpalenia "Chamskiego bragga" i wyłapania, że ta produkcja to pierwszy BonSoul i stary Rap Addix w jednym. A to przecież track otwierający album! Sprawdzicie to i bankowo sprawdzicie też resztę. Dalszy opis byłby grubym spoilerem, który odebrałby wam część magii.

Cholera! Szkoda, że to najprawdopodobniej jednorazowe spotkanie, które nie zaowocuje podobnych rozmiarów kontynuacją. Chociaż może to i lepiej? Nie będzie przesytu, a "Growbox" (być może) zacznie żyć własnym życiem. Co się jednak nie stanie - tym albumem jestem usatysfakcjonowany.

Growbox "Growbox", Asfalt Records

8/10

Dowiedz się więcej na temat: O.S.T.R. | Jeżozwierz | Soulpete | Growbox

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje