Recenzja Borysewicz Brzozowski "Borysewicz Brzozowski": Nowe gwiazdy disco-polo

W dobie powracającej, jak remisja świerzbu, czy nowotworu, mody na disco-polo, Borysewicz i Brzozowski spróbowali ową modę zdyskontować. Powstał makabryczny potworek.

"Panowie nagrali płytę... disco-polo. Bo ani nie jest to rock, ani nawet pop"

Nie jest żadną tajemnicą, że o Brzozowskim zdanie mam fatalne. Uważam, że jest beztalenciem, które trwa na scenie muzycznej tylko i wyłącznie w obły sposób wdzięcząc się do pań w zaawansowanym średnim wieku i wciskając się do każdego możliwego klakierskiego show. Wszystko, co Brzozowski robi jest antytezą sztuki, ale rozumiem, z czegoś żyć trzeba. Rozumiem też Borysewicza - hołdować swoim pasjom, nieprzystającym może zawałowcowi, też trzeba mieć za co. Ale są granice, których przekraczać nie wypada, jeśli chce się móc spojrzeć w lustro. "Borysewicz Brzozowski" to dosyć radykalne tych granic przekroczenie.

Panowie nagrali płytę... disco-polo. Bo ani nie jest to rock, ani nawet pop. Brzmienia momentami, jakby żywcem wyjęte z najlepszych czasów wytwórni Green Star. Niby na lepszym poziomie, ale najwyżej technologicznym, bo wiadomo - sprzęt dziś lepszy, niż dwadzieścia lat temu. Druga różnica to najwyżej mniej taneczne tempa. Poza tym mamy numery proste jak życie psychiczne rozwielitek, napisane kompletnie bez polotu, z powtarzalną melodyką. Że kompozytorska forma Borysewicza od lat pikuje, dowiodło już pożyczone od Leonarda Cohena "Bo tutaj jest, jak jest" (porównajcie sobie z "In My Secret Life"), a i za najlepszych czasów Lady Pank aż zbyt wiele zawdzięczał The Police. Dzisiaj ciężko mówić nawet o pikowaniu. Jest to bezlitosne rycie gleby. W obliczu czego pitu pitu dogrywki wokół linii wokalnej Brzozowskiego, które Borysewicz - niezły przecież wioślarz - uprawia, można rozpatrywać w kategoriach autoironii.

Kompozycje leżą. Aranżacje również powtarzalne, chodnikowe, leżą. Więc może chociaż wokal? Otóż niekoniecznie. Wszystko zaśpiewane na tym samym, płaskim poziomie emocjonalnym, który bardziej niż charyzmatycznego wokalistę rockowego, przypomina tuzów z grup takich, jak Maxel, Imperium, czy Classic. Tylko przy tym, co wysmażyli Borysewicz z Brzozowskim "Jolka, Jolka", czy "Lekcja miłości" to szlagiery godne Grammy.

Gwoździem do trumny są teksty. Grafomańskie do tego stopnia, że człowiek krwawi większością otworów ciała. "Kiedy dzień się kończy/atakuje myśl" - deklaruje Brzozowski. Słuchając tekstów Wojciecha Byrskiego faktycznie ma człowiek wrażenie, że autora myśli muszą atakować. Inaczej przepędzi je na cztery wiatry, obroni się przed nimi bez problemu. "Wszystko ułożone w przewidziany los/z drugiej jednak strony jest zawsze coś" - serio? "Czasem w środku nocy/Sny wybudza myśl" - to już jawny atak na reguły języka ojczystego i rudymenta sensu. A to tylko z jednego numeru - lećmy dalej. "Lubię, kiedy ze mną marzysz/Nawet nierealnie zbyt. Z marzeniami nam do twarzy/Gdyby uśmiech czasu znikł". Więcej sensu już w "Ona tańczy dla mnie". "Zamiast pakować się/do walizek dwunastu. Lepiej ze sobą weź/uśmiech i dobry nastrój". Szczytem jest natomiast błąd gramatyczny w tytule, mianowicie akcentowana forma zaimka w "Trudno Ciebie kochać". "Czytam z mowy rąk/nie potrzeba słów. Znowu ma coś do mnie/zdradza każdy ruch". Panowie Byrski i Brzozowski, czytajcie z mojego środkowego palca.

Płyta jest koszmarem, odchoruję z pewnością, będę kiwał się w kącie, jak praktykant choroby sierocej. Wniosek szerszy z kolei jest taki, że twórca, który popełnia coś takiego, powinien sam się odesłać na artystyczną emeryturę (czy raczej rentę), dokonać autowygnania na pustynię i w sromocie dokonać żywota, karmiąc się piaskowymi skarabeuszami.

Borysewicz Brzozowski "Borysewicz Brzozowski", Universal Music Poland

1/10

Reklama

Sprawdź tekst utworu "Słowa na otarcie łez" w serwisie Tekściory.pl!

Dowiedz się więcej na temat: Jan Bo | Rafał Brzozowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama