Recenzja Barbra Streisand "Encore": To co najpiękniejsze

“Istnieją artyści niepowtarzalni i nie do zastąpienia. A głos Barbry Streisand rozpoznaje się natychmiast, już po pierwszej nucie” - powiedział o słynnej hollywoodzkiej gwieździe ekranu, sceny i piosenki, Andrea Bocelli. Ze światowej sławy tenorem oraz wieloma innymi wybitnymi wokalistami, Barbra Streisand nagrała dwa lata temu płytę “Partners”. Teraz przyszedł czas na duety broadwayowskie.

Okładka płyty Barbra Streisand "Encore"


Do studia Streisand wybrała artystów szczególnie ważnych dla siebie. Wybór jest zaskakujący - dla nas. Zarówno pod względem współ-wokalistów jak i kompozycji. Nie są to - poza nielicznymi wyjątkami - światowej sławy przeboje. Nie da się jednak ukryć, że Barbra Streisand do "Encore" wybrała melodie wyjątkowe i poruszające, podkreślające jej zdolności wokalne i aktorskie ale także - dające pole do popisu swoim towarzyszom. A ponieważ artystka jest autentyczną ikoną Broadwayu, na taki kaprys mogła sobie pozwolić.

Reklama

"Encore" to dziesięć przepięknych musicalowych piosenek, w większości ballad, utworów miłosnych, o szerokich melodiach, prawdziwych perełek "na bis". Zresztą skojarzenie to nie jest bezpodstawne - słowo "encore" po francusku oznacza "jeszcze", a w USA używa się go właśnie, jako "bis", 'więcej". Lepszego tytułu dla swojego 35. albumu Streisand nie mogła znaleźć - wybrane przez nią utwory to smaczki dla prawdziwych fanatyków broadwayowskich scen. Przepiękne romantyczne duety, zawadiackie przekomarzania, sceny, które przeszły do historii spektakli muzycznych, jako majstersztyk aktorski bardzo konkretnych wykonawców. Niełatwo odtworzyć niedoścignione ideały pierwszych wykonań - Barbra Streisand postanowiła się jednak z nimi zmierzyć dobierając sobie bardzo skrupulatnie partnerów.

I znowu - wybór jest zaskakujący. Barbra zaprosiła do współpracy aktorów znanych z hollywoodzkich produkcji, jak Alec Baldwin, Hugh Jackman czy Jamie Foxx, a nawet aktorki bardzo charakterystyczne i znane z konkretnych pojedynczych produkcji - Daisy Ridley (kto ją widział w czymś więcej poza najnowszą częścią “Gwiezdnych Wojen"?), Melissa McCarthy (niezrównana niezdarna agentka) i Anne Hathaway (znana bardzo, ale w wersji wokalnej kojarzona chyba wyłącznie z "Nędznikami"). "Encore" to ukłon gwiazdy gatunku dla młodszych kolegów i koleżanek - wszyscy bez wyjątku w materiałach z pracy nad albumem mówią o jej ogromnej wiedzy, doświadczeniu i radości, jaką byłą praca nad tym projektem. Ten zresztą widać w doborze wokalistów do kolejnych utworów.

W klasycznym duecie "Any Moment Now" z musicalu "Smile" z lat 70. uwydatnia się miękki pełny głos Hugh Jackmana. Z Melissą McCarthy Barbra przekomarza się w przezabawnym "Anything You Cand Do", którego tekst został dostosowany i przerobiony pod dwie walczące o główną rolę w filmie diwy (McCarthy w tej piosence ma zresztą tyle samo wątpliwego wdzięku co oryginalna Annie z filmu "Annie Got Your Gun"). Wzrusza ogromnie duet Streisand z nieżyjącym już Anthonym Newleyem, z którym artystka mogła "nagrać" "Who Can I Turn To", dzięki zachowanemu nagraniu wokalu aktora. Oglądając materiał z tworzenia tego duetu widać ogromne zaangażowanie i emocje, jakie towarzyszyły Streisand podczas pracy nad tym wyjątkowym utworem.

Choć Streisand skończyła niedawno 74 lata, w jej oczach widać ten sam blask, który dostrzeżemy na zdjęciu z Newleyem sprzed kilku dekad. Klasyczny tembr głosu Chrisa Pine'a pięknie wpasował się do jazzowego standardu "I'll be Seeing You", spopularyzowanego chociażby przez Roda Stewarta, do którego mistrzyni musicalu dobrała piosenkę z "My Fair Lady", nadając jej nowy soft-jazzowy charakter. Płytę zamyka absolutny musicalowy hit "Climb Ev'ry Mountain" z "Dźwięków Muzyki". Jako partnera do wykonania tego niemal disneyowskiego utworu o szerokiej melodii i napawających nadzieją i miłością słowach, Barbra Streisand wybrała aktora, którego twarz kojarzymy z rolami gangsterów, sprytnych złodziei czy bezwzględnych policjantów. Broadway i i Streisand pokazały jednak drugą twarz Jamiego Foxxa, a piosenka o pokonywaniu wszelkich trudności w jego wykonaniu okazała się idealnym finałem dla "Encore".

"Encore" może okazać się płytą trudną w odbiorze dla tych, którzy cenią lekkie i łatwe zestawienia piosenek. Chociaż Barbra Streisand i jej towarzysze śpiewają fenomenalnie, a kompozycje są po prostu wybitne - Irvinga Berlina czy Edwarda Klebana po prostu nie wypada oceniać - to odbiór utrudniać mogą długie wstawki mówione, zaczerpnięte wprost ze scenariuszy spektakli i filmów. To jednak drobna niedogodność, która po kilku przesłuchaniach albumu staje się nieistotna. Wygrywa magia Broadwayu i niepowtarzalny, wciąż niezwykle pewny i pełny głos Barbry Streisand.

Barbra Streisand "Encore", Sony Music

8/10

Dowiedz się więcej na temat: Barbra Streisand

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje