Recenzja Arek Jakubik "Szatan na Kabatach": Zakupy robi rano. Szatan. Zakupy w Żabce

Najgorsze jest pisanie o płytach, które okazują się być dokładnie tym, czego oczekiwaliśmy. Bo co tu pisać? Lepiej papierosa zapalić. Popatrzeć jak w deszczu ludzie pędzą do dyskontu.

Arek Jakubik na okładce płyty "Szatan na Kabatach"

"Ksiądz skazany za znieważanie posłanki / wstrząsające relacje chłopców / nieświeży oddech denerwuje ludzi, co z tym zrobić?". I to do niepokojącego, mrocznego dosyć synth-popowego podkładu. Złożony z wyimków z Internetsów tekst "Dziś w Internecie" znakomicie sygnalizuje tonację "Szatana na Kabatach".

Reklama

Sprawdź tekst utworu "Dziś w internecie" w serwisie Teksciory.pl!

Jakubik, którego z powodzeniem można uznać - i nie tylko za sprawą filmów Smarzowskiego - za jednego z najbardziej ponurych artystów w kraju, robi na nowym albumie właściwie to samo, co dzieje się w twórczości jego formacji Dr. Misio, to jest inteligentnie i z goryczą komentuje rzeczywistość: społeczną, medialną, ale również własną, osobistą.

Nie ma tu aż takiej czarnej rozpaczy, jak na wczesnych misiowych dokonaniach, ale wesoło też nie jest. A kiedy jest, jest to wesołość pozorna, ironiczna. Wesołość błazna, który pozorując hecę, staje się trybunem pesymizmu. No, ale takiego Jakubika Jakubik nosi wręcz nawet na twarzy. Ot, nieklasycznej urody zabawny pan. Ale ile małych, nieobchodzących nikogo dramatów się pod tą nieklasyczną fizjonomią kryje!

Muzycznie też jest fajnie, choć jak w kabackim mieszkaniu Szatana, trochę tu śmierdzi. Myszką. Dla mnie to akurat smrodek en plus, bo odsyła mnie do licealnych jeszcze fascynacji. "Dziś w Internecie", to jak wspomniałem, synth pop. W "Psach" lecimy do krainy post-punka przedzierzgającego się w new wave. Numer tytułowy, gdyby nie to, że z Jakubika taka Liz Fraser, jak ze mnie Roman Rogowiecki, można by nazwać dream popowym.

"Niemost" też prowadzi jakiś post-punkowo-gotycki vibe. Myślcie: "środkowy okres Clan of Xymox". A czeka jeszcze przecież "Atomowy skuter", niesiony klawiszem jakby wyjętym z "Love Will Tear Us Apart", czy czegoś wczesnego OMD. Plus kilka numerów brzmiących, jak klasyki brytyjskiego niezalu sprzed trzech dekad. Choćby The Cure w "Twoim zniknięciu".

Jak dla mnie sumuje się to do "fajnie". Choć siłą rzeczy trudno w takiej sytuacji mówić o jakiejkolwiek oryginalności, czy odkrywczości. Ale wszak nie chodziło tu o to, żeby na nowo definiować liczbę Avogadra. 80's revival, z okazjonalnymi skokami w bok, mi tu w zupełności wystarcza. Wokalistą Jakubik oczywiście jest raczej umownie, niż faktycznie. Większość wokali to więc raczej melodeklamacje, niż śpiew. Tym lepiej jednak dla tekstów.

I to tyle. Bo nie ma co tu epopei tworzyć. Płyta konkretna, nieboląca muzycznie, boląca tekstowo. Trochę wsobna, trochę polacka, czy raczej o polactwie. Jest dobrze. Choć nie, przeciwnie, nie jest dobrze. Jest bardzo źle. Bo śmierdzi, pada, dziewczyna zostawiła, dziecko umarło, pies wyłysiał, a ptaki obsrały nam opla. Takiego trzydziestoletniego. Bo na nowszego nas nie stać.

Arkadiusz Jakubik "Szatan na Kabatach", Universal

7/10

Dowiedz się więcej na temat: Arkadiusz Jakubik | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje