Przystanek Woodstock 2016

Przystanek Woodstock 2016: Co zapamiętamy po imprezie?

Za nami 22. Przystanek Woodstock - przez trzy dni (a niektórzy nawet dłużej) w Kostrzynie nad Odrą bawiły się setki tysięcy uczestników, w tym wielu gości z zagranicy. Jaka była 22. edycja darmowego festiwalu?

Zabawy w błocie pod grzybkiem rozpoczęł się dopiero ostatniego dnia Przystanku Woodstock

"Zaraz będzie ciepło"

"Ten dzień był dniem tworzenia kolejnej legendy Przystanku Woodstock. Zdaliśmy egzamin na piątkę z plusem. Pokazaliśmy jeszcze raz, że te nasze doświadczenia przekuwamy na coś, co w momencie wybicia godziny 0, po prostu się sprawdza. Wczoraj ta godzina 0 wybiła o godz. 15" - mówił Jurek Owsiak w podsumowaniu pierwszego dnia festiwalu.

Reklama

Takiego deszczu impreza w Kostrzynie nad Odrą (a także wcześniejsze edycje odbywające się w Żarach i Czymanowie) jeszcze nie widziała. Lało równo i nieprzerwanie przez kilkanaście godzin od nocy ze środy na czwartek (13/14 lipca). Teren imprezy w krótkim czasie zamienił się w błotne rozlewiska, a organizatorzy po raz pierwszy w historii byli zmuszeni o godzinę opóźnić oficjalny start festiwalu z Dużej Sceny.

Owsiak miał rację mówiąc, że uczestnicy tego pogodowego "armageddonu" będą mieli, co opowiadać wnukom. Na szczęście sytuacja z godziny na godzinę poprawiała się, a ostatni dzień przywitał festiwalowiczów mocno grzejącym słońcem.

"Zaraz będzie ciepło" - tak teraz brzmi nieco przerobione kultowe przystankowe hasło "Zaraz będzie ciemno! Zamknij się", które od dobrych już kilku lat niesie się przez woodstockowe pole.

Hołd dla ofiar zamachu w Nicei

W ciągu niespełna 24 godzin od pierwszych informacji o zamachu terrorystycznym w Nicei (zginęło ponad 80 osób, kilkuset rannych) udało się przeprowadzić coś, co woodstockowicze, a także obserwatorzy z zewnątrz, zapamiętają na lata. By uczcić pamięć ofiar, po koncercie grupy Decapitated Przystanek zamarł na minutę, a 120 tysięcy kartek trzymanych przez ludzi utworzyło niebiesko-biało-czerwoną flagę podczas odtworzenia "Marsylianki". Zorganizować to w tak krótkim czasie - mistrzostwo, szczególnie, że niebieskie kartki sprowadzano autem z Warszawy, które w dodatku zepsuło się w drodze.

- Znajomi z Paryża płakali, gdy to widzieli w internecie - mówił nam Owsiak.

Woodstock to nie tylko miłość, przyjaźń, muzyka, ale też pokazanie, że ci ludzie patrzą na to, co dzieje się wokół nich. Hołd dla Nicei można porównać do upamiętniania na Przystanku "Godziny W" 1 sierpnia, w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego.

Hey po Złotego Bączka?

Po 11 latach przerwy na Przystanek Woodstock powróciła grupa Hey i pod Dużą Sceną zgromadziła największą publiczność pierwszego dnia, a można pokusić się o stwierdzenie, że nawet i całego tegorocznego Przystanku. Występ Kasi Nosowskiej i jej kolegów przez chwilę stanął nawet pod znakiem zapytania, kiedy to na kilka dni przed festiwalem wokalistka na planie teledysku zerwała ścięgno Achillesa. Na Woodstocku pojawiła się po raz pierwszy po operacji, siedząc na fotelu, co jednak nie przeszkodziło jej w zaczarowaniu tysięcy osób pod sceną. Wprawdzie obrotowe krzesło to nie to samo, co specjalny tron Dave'a Grohla (na którym poza liderem Foo Fighters niedawno występował Axl Rose z AC/DC), ale nikomu go nie brakowało.

Zespół umiejętnie wymieszał sprawdzone utwory z początków kariery (mało kto może pozwolić sobie na otwieranie koncertu takim hitem, jak "Teksański", prawda?), przez nieco późniejsze przeboje ("Kto tam? Kto jest w środku" - genialne!), po cover "Stripped" Depeche Mode i numery z ostatniej płyty "Błysk" - "Prędko, prędzej", "Ku słońcu", "Hej hej hej" i "Historie". "Teraz można nawet i umierać" - stwierdziła pod koniec Nosowska, której ograniczenia ruchowe sprawiły, że jej charakterystyczna konferansjerka była jeszcze bardziej urocza.

Jak dla mnie, grupa jest zdecydowanym faworytem do nagrody woodstockowej publiczności - Złotego Bączka w kategorii Duża Scena - Polska i nie będę zaskoczony, jeśli z Heyem spotkamy się na Przystanku 2017...

Nie zabierzecie nam Woodstocku!

... o ile festiwal się odbędzie. Na dziś trudno sobie wprawdzie wyobrazić, że Przystanku Woodstock mogłoby zabraknąć, ale perypetie związane z nadaniem imprezie statusu podwyższonego ryzyka na trzy tygodnie przed startem, pokazują, że niekoniecznie festiwal jest wszystkim na rękę. Kilkakrotnie Owsiak podkreślał, że na miejscu nie było nikogo z przedstawicieli wojewody, czyli reprezentanta rządu w terenie. Burmistrz Kostrzyna Andrzej Kunt i marszałek województwa lubuskiego Elżbieta Polak deklarowali, że wspierają szefa WOŚP: "W przyszłym roku również będziemy tutaj z tobą", "Przystanek będzie w Kostrzynie, tak długo, jak będzie chciał tego Jurek Owsiak".

Sam głównodowodzący Przystanku w rozmowie z Interią nie złożył jednoznacznej deklaracji co do dalszej przyszłości festiwalu. - Co nas nie zabije, to nas wzmocni - powtarzał.

Podczas finałowej przemowy ze sceny nie zabrakło jednak politycznych komentarzy, o co część uczestników miała jednak pretensje ("nie dla polityki jeździmy na Woodstock" - można przeczytać w komentarzach). "To był szalony i nieprawdziwy wręcz festiwal. (...) Bez zaufania świat jest g***o warty. Jak można nazwać kogoś 'drugim sortem'? Nikt nie ma, k***a, prawa tak mówić!" - denerwował się Owsiak późno w nocy.

"To większość wybrała taki rząd i niech teraz każdy sobie zrobi rachunek sumienia" - apelował, wyrażając jednocześnie obawy, że jakaś "k****wska pieczątka urzędnika" może zatrzymać Przystanek. Niejako "w odpowiedzi" spora część uczestników w nieparlamentarny sposób wyraziła swoje zdanie na temat rządzącego Prawa i Sprawiedliwości.

"Nie trzeba czegoś niszczyć, żeby komuś coś udowodnić" - komentowała popularna dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska, która życzyła ministrowi spraw wewnętrznych i administracji Mariuszowi Błaszczakowi "większego wyluzowania".

Dowiedz się więcej na temat: Przystanek Woodstock
Najlepsze tematy