Open'er Festival 2017

Gitarowy czwartek na Open'er Festival 2017: Alison Mosshart razy dwa (relacja, zdjęcia)

"Słyszałem, że jesteście szaleni, przynajmniej tak twierdzi Alison (Mosshart - przyp. red.)" - podpuszczał publiczność Dave Grohl, by chwilę później zaprosić wokalistkę The Kills na scenę i razem z nią zaśpiewać nowy utwór Foo Fighters. Ekipa z Seattle, zadowolona z przyjęcia w Gdyni, wyraźnie dała do zrozumienia, że chciałaby do Polski wrócić jak najszybciej.

Dave Grohl wraz z Foo Fighters zagrał na Open'er Festival 2017

Foo Fighters to chyba najbardziej klasyczny rockowy band w tegorocznym programie Open'era, co nie znaczy, że stetryczały. Jeśli ktoś z zebranych przed sceną w czwartkowy wieczór tak myślał - zdanie musiał szybko zmienić. Ekipa dowodzona przez Dave'a Grohla miała porywające otwarcie. Na dobry wieczór fani usłyszeli kolejno: "All My Life", "Times Like These", "Learn to Fly", "Something From Nothing" i "The Pretender", czyli właściwie same koncertowe pewniaki.

Reklama

Dalej, wcale nie było słabiej. Po serii wygłupów, okraszonych fragmentem "Another One Bites the Dust" z repertuaru grupy Queen i rytmami boogie woogie, Foo Fighters zaserwowali kolejną dawkę przebojów, m.in. "Cold Day in the Sun", który zaśpiewał perkusista Taylor Hawkins, oraz "These Days", "Walk", "My Hero", zakończony jamem z udziałem akordeonu "Skin and Bones" i kompozycję "Monkey Wrench", której sporą cześć Grohl wykonał stojąc w tłumie, gdzie zszedł z gitarą. Spektakl Amerykanów zwieńczyły rockowe hymny - "Best of You" i "Everlong"; artyści nie bawili się w bisy.

Przed końcem koncertu jego uczestnicy usłyszeli także dwie nowe piosenki: singel "Run" oraz utwór "La Dee Da", który Grohl wyśpiewał wspólnie z Alison Mosshart. Muzyk piękniejszą połowę duetu The Kills (amerykańsko-brytyjska formacja wystąpiła na głównej scenie Open'era bezpośrednio przed Foo Fighters) przedstawił jako jedną z najbliższych mu osób. Przyjacielskie relacje przeniosły się na scenę, a utwór wypadł brawurowo.

Muzycy Foo Fighters także się kumplują, a ze wspólnego grania czerpią autentyczną przyjemność. Widać było, że swoją twórczością lubią się dzielić, ale nie popisywać.

Sam Grohl to człowiek bezpretensjonalny - non stop dowcipkował, komentował poczynania publiczności, żartował z kolegów - gitarzystę Pata Smeara przedstawił jako Eddiego van Halena - i z siebie samego: "Gdy byłem w Polsce poprzednio, nie mogłem nawet chodzić" - śmiał się, wspominając krakowski koncert z 2015 roku, gdzie, ze względu na kontuzję nogi, wystąpił siedząc na specjalnie zaprojektowanym tronie.

Dzięki temu, mimo iż Foo Fighters ma status gigantycznej gwiazdy, na ich koncercie czuje się jak na gigu u kumpli.

Przyjęcie, jakie Amerykanom zgotowała open'erowa publiczność wyraźnie przypadło im do gustu. Gdy po pytaniu "Czy chcecie byśmy do Polski wrócili?" Grohl usłyszał aplauz aprobaty, odrzekł krótko i bez wahania: "Ok". Później jeszcze kilkukrotnie podkreślał, że koniecznie muszą wrócić nad Wisłę.

A jak wypadł duet The Kills?

Zarówno Alison, jak i Jamie Hince to osoby charyzmatyczne. Choć inne. Amerykanka to wulkan energii i uosobienie rockowej zadziorności. Na open'erowej scenie czuła się bardzo pewnie, tańczyła ze statywem od mikrofonu, śpiewała tarzając się po scenie. Gdy ktoś z publiczności wykrzyknął jej imię, znacząco spojrzała w jego stronę i kokieteryjnym głosem spytała "Yes?". Gitarzysta jest mniej żywiołowy, ale dźwięki jego instrumentów przeszywają powietrze z piorunującą mocą.

Repertuar gdyńskiego koncertu zdominowały utwory z ostatniej płyty The Kills - "Ash & Ice" i to publiczności odpowiadało. Szczególnie gorąco przywitała "Heart of a Dog", "Doing It to Death" i "Siberian Nights". Z pozostałych utworów mocno wypadły "Monkey 23" - duet zaśpiewał go wspólnie, "Pots and Pans", podczas którego Alison zagrała na bębnie, "Kissy Kissy" i "Black Balloon".

Dowiedz się więcej na temat: Open'er Festival | Foo Fighters | The Kills
Najlepsze tematy