
Na 30 czerwca zaplanowano premierę płyty "Wait For Me" - dziewiątej w jego dorobku. Album pilotują single "Pale Horses" oraz "Shot In The Back Of The Head".
Z Mobym rozmawiał Michał Michalak.
Chciałeś, by twój nowy album był "bardzo osobisty i bardzo melodyjny". Czujesz, że udało się zrealizować te założenia?
Moby: Jestem chyba najgorszym jurorem własnej muzyki. Wszystko robię samemu - piszę piosenki, gram na instrumentach, nagrywam, zajmuję się produkcją. Dlatego kiedy płyta jest już skończona, zupełnie nie potrafię do niej nabrać dystansu. Wydaje mi się, że to niezły album, ale powinieneś mnie o to zapytać za jakieś pięć lat.
Jesteś więc zdany na opinie zewnętrzne. Bardziej się niecierpliwisz, żeby usłyszeć zdanie fanów czy krytyków?
Moby: Fanów. Zdecydowanie. Bez urazy, ale nigdy nie czytam recenzji [śmiech]. Chciałbym, żeby ktoś wydał kiedyś książkę zatytułowaną "Historia błędnej krytyki". Popatrz, John Coltrane (wybitny saksofonista - przyp. red) przez całe życie nie miał dobrej prasy. Niedawno odmówiłem wywiadu dla "Rolling Stone'a" z okazji 10. rocznicy wydania albumu "Play". Po prostu zapomnieli, że na początku w ogóle nie chcieli recenzować tej płyty. Nie chcę, żebyśmy się źle zrozumieli - mam wielu przyjaciół wśród dziennikarzy muzycznych. Ale uważam, że najważniejsze dla krytyka jest pisanie i to, żeby dobrze wypaść, nie muzyka. W sumie to nie ma w tym nic złego.
Twoją nową płytę zainspirował David Lynch - w jaki sposób?
Moby: Trzeba tutaj sięgnąć do moich początków. Zajmowałem się wtedy punk rockiem, a przy okazji działałem w elektronicznym podziemiu. Później - podejrzewam, że to był szczęśliwy zbieg okoliczności - odniosłem komercyjny sukces. David Lynch przypomniał mi, że nadrzędnym celem muzyka nie powinno być ściganie się z rynkiem. Muzyk nie powinien myśleć w kategoriach marketingowych. Powinien raczej myśleć o muzyce, która będzie spójna, szczera i piękna. Jest to szczególnie trudne, kiedy się mieszka w Nowym Jorku. Tutaj wszyscy rozmawiają o pieniądzach...
"Wait For Me" to płyta bardzo subtelna, ale przy okazji dość smutna...
Moby: Kiedy patrzę na wszystkie dziedziny sztuki - od literatury po film - zdaję sobię sprawę, że bardziej inspirujący jest dla mnie smutek niż radość. Nie postrzegam siebie jako smutasa. Ale mimo tego uwielbiam przygnębiające, emocjonalne piosenki.
Na albumie nie usłyszymy za dużo twojego głosu. Dlaczego?
Moby: Prawda jest taka, że nie przepadam za swoim głosem. Uznałem, że utwory będą lepiej brzmiały, kiedy będą je śpiewać inni. To moi przyjaciele. Wolę współpracować z przyjaciółmi niż z gwiazdami rocka.
Masz swój ulubiony utwór na "Wait For Me"?
Moby: Nie [śmiech]. Na płycie znalazły się bardzo różne piosenki. Gdybym miał zagrać na koncercie tylko jeden utwór z tego albumu, prawdopodobnie wybrałbym "A Seated Night".






~likaon
Co to promocja żydow?beda na dostawke???
~dociekliwiec
Być może to jakiś nowy zawód ? Ciekawe z jakiego języka pochodzi termin "muzk" ?
dodaj komentarz »wszystkie wątki »