Przejd� do g��wnej cz�ci strony

× m.interia.pl

Korzystasz z urządzenia mobilnego? Wybróbuj wersję Interii,
zaprojektowaną specjalnie dla Twojego urządzenia.

Koncert Madonny w Warszawie
×

Treść dostępna również w wersji mobilnej
na m.interia.pl oraz w aplikacjach na iOS i Android

Madonna w Warszawie: Bombastyczny show, milczące trybuny

Autor informacji: Michał Michalak

Ten artykuł możesz przeczytać również w wersji mobilnej » Stadion Narodowy nie zatrząsł się w posadach. W większości zapełnione trybuny i w większości pusta płyta przyjęły spóźnioną o 50 minut Madonnę z chłodną uprzejmością. Dopiero dwa ostatnie utwory - "Like A Prayer" i "Celebration" - skłoniły widzów do nieco żywszych podrygów.
Madonna podczas koncertu w Warszawie
Madonna podczas koncertu w Warszawie /fot. Adam Jędrysik / jedrysik.com

Środowy (1 sierpnia) występ Królowej Popu był pierwszym koncertem zagranicznej gwiazdy na pięknej arenie Euro 2012.

Nie udało się wypełnić Narodowego po brzegi, choć przecież przed trzema laty Madonna ściągnęła na Bemowo 80-tysięczny tłum.

Być może już nam się wielkie gwiazdy opatrzyły i rozsądniej gospodarujemy swoim czasem, a być może wysokie ceny biletów odstraszyły sporo potencjalnych widzów. Bo fakty są takie, że choć na stadionie zameldował się tłum solidny, to płyta była zapełniona ledwie w jednej trzeciej (należy jednak dodać, że ze względów bezpieczeństwa nie można "upychać" ludzi na płycie), a i trybuny gdzieniegdzie świeciły pustymi krzesełkami.

Ci, którzy się zdecydowali, najpierw trochę się podenerwowali z powodu opóźnienia, a później mieli możliwość zobaczenia wysokobudżetowego spektaklu taneczno-wokalnego (w tej kolejności) na - jak to się mówi - najwyższym światowym poziomie.

Bombastyczne było to widowisko; Madonna i jej tancerze co chwilę wznosili się w górę na ruchomych podestach, by zaraz runąć w dół, pod scenę, i znów się wznieść, i znów runąć.

Pierwszy akt koncertu - pełen brutalnych scen i chrześcijańskiej symboliki - przypominał skrzyżowanie filmów Quentina Tarantino z teledyskami Marilyn Mansona. Później było już mniej teatru, a więcej zabawy. Całość zamknęła się w dwóch godzinach.

Każdy z punktów scenariusza obowiązkowo zanurzony był w pompatycznym dramatyzmie: Madonna z wielkim hukiem rozbija kaplicę. Madonna i wielki biały krzyż. Madonna i wielki czerwony krzyż. Madonna ze spluwą w ręku mierzy do publiczności. Madonna wyciąga jeszcze większą giwerę. Madonna zabija swoich prześladowców. Madonna bierze łyk whisky i spluwa na jednego z zabitych. Tancerze torturują Madonnę. Madonna przewodzi cheerleaderkom. Madonna leży na ziemi i płacze.

W tych szalenie widowiskowych sekwencjach zabrakło mi jednak mrugnięcia okiem, autoironii, czegoś, co przebiłoby ten balon kiczu. A balon rósł i rósł - z piosenki na piosenkę. Upiornie zrobiło się, gdy doszedł do tego wszystkiego mesjanizm godny Bono czy Rogera Watersa. Madonna - w emitowanych na telebimach wizualizacjach - ujęła się za tymi, co bez pracy, poparła Oburzonych, a także podjęła temat tolerancji; jego kulminacją było wyświetlenie zdjęć gejów, którzy popełnili samobójstwo. Oczywiście Madonna nie pierwszy raz propaguje tolerancję, ale jeszcze nigdy swojego zaangażowania nie wyrażała tak widowiskowo.

Mankamentem trasy jest jej repertuar. Madonna śpiewa dużo piosenek z tegorocznej płyty "MDNA" i zarazem żadnej z genialnej przecież "Ray Of Light". Nowy album oszałamiającej kariery nie zrobił - uniwersalny punkt odniesienia: Adele! - więc i piosenki nie wyrywały do góry.

Ale wielki plus dla Madonny, że w porównaniu z poprzednią trasą częściej decyduje się na śpiew na żywo (co nie znaczy, że poczyniła w tym zakresie jakieś oszałamiające postępy). Może doczekamy dnia, kiedy playback całkowicie zniknie z jej programu?

Publiczność na Stadionie Narodowym nie zgotowała Madonnie euforycznego przyjęcia. Owszem, najwierniejsi fani bawili się pod sceną głośno i żwawo. Przynieśli też serduszka, co przypomniało amerykańskiej gwieździe warszawski koncert z 2009 roku. Ale przechadzając się 50 metrów od sceny, czy rozglądając się po trybunach, nie widać było szału ciał i zahipnotyzowanych twarzy. To były raczej emocje widza w kinie. Gdyby nie wspomniany już fakt, że Madonna to pierwsza wielka gwiazda, która wystąpiła na Narodowym, byłby to podręcznikowy koncert bez historii.

Michał Michalak, Warszawa

Kiedy Madonna straciła dziewictwo? W jaki sposób próbowała przypodobać się chłopcom? Czy była dobrą uczennicą? Jak wpłynęła na nią śmierć matki? Czytaj tylko u nas!

Zobacz teledyski Madonny na stronach INTERIA.PL!

Źródło informacji: INTERIA.PL

więcej o:
Nie,
Madonna,
koncert,
Warszawa,
relacja,
Stadion Narodowy w Warszawie,
w

Skomentuj artykuł:

Wasze komentarze (437)

Dodaj komentarz

~Kroolik -

Właśnie dlatego publicznośc gremialnie zlała ten koncert, bo w 2009 na Bemowo przyszło 80 tys. ludzi i zobaczyli... denną pustkę. Tamten koncert był po prostu słaby. Bez emocji, bez żadnej pasji, wyreżyserowany na zimno do ostatniego gestu, prawie cały z playbacku. Nie dziwię się, że ludzie teraz nie przyszli, sam tak zrobiłem.

~ahah -

Jeżeli ktoś lubi chodzić na koncert "artystki" która studiuje Kabałę to spoko. Ja jestem przeciwnikiem religii w jakiejkolwiek formie - ale religia żydowska, śmierdzi na kilometr - jest pełna rasizmu i nienawiści do innych ras NIEŻYDOWSKICH. Jeżeli ktoś jest zdziwiony, że żydowski naród, który tak mocno cierpiał - od zawsze - jest najbardziej rasistowskim wszawym plemieniem to teraz może się obudzi i poczyta, co ichniejszy Talmud mówi o Gojach - czyli wszystkich nie-żydach !!! Przy okazji proponuję zerknąć na powiązania tej Pani ( dla pół mózgów podpowiadam Madonny ) z masonerią i illuminatami - przepiękna artystka w latach, kiedy do jej pochwy nie wchodziła jeszcze głowa ( tylko pięść ) miała piękne zdjęcie w kurteczce z cudowną masońską piramidką :-) Możecie zauważyć że większość POP-syfu jest wyszukiwana i promowana przez masonów i illuminatów - np Lady Gaga, Jay-z, kiedyś Eminem. 2-pac się od nich odwrócił ( napisał piosenkę Killuminati i dostał kulkę ). No, ale zaraz odezwą się głosy OŚWIECONYCH Europejczyków, którzy nawet nie spróbują zainteresować się tematem... Powiem Wam tak, moi drodzy - zacznijcie się interesować tematem NWO ( new world order - mówił o tym protoplasta Bush-a jr ), poznacie pewne powiązania, zrozumiecie dlaczego pojawiają się kryzysy finansowe i skąd bierze się dług publiczny. Może dojdziecie do tego, dlaczego banknot jednodolarowy wygląda tak jak wygląda i dlaczego jest PRAWNYM ŚRODKIEM PŁATNICZYM w USA i dlaczego nie jest tak jak kiedyś WYMIENIALNY NA ZŁOTO :-) Pozdrawiam serdecznie i zachęcam do krytycznego spojrzenia na świat :-) Oczywiście bądźcie uśmiechnięci i kroczcie przez życie z podniesioną głową - ale przynajmniej postarajcie się poznać otaczającą nas rzeczywistość :-)

~deeper111 -

Byłem metr od sceny, miałem praktycznie okazję dostać brzdęka na gitarze tuż nad głową podczas "I Don't Give A" i muszę powiedzieć że koncert był nieziemski. A Madonna w "Like a Virgin" i jej łzy wzruszenia były dla mnie szokiem! Ta kobieta nie często się wzrusza, raczej prze z nieubłaganą siłą naprzód. A tu taka niespodzianka...

~psytryk -

Widac ze autor nie ma pojecia o czym pisze.....prosze wskazac artyste ktory przez dwie godziny skacze tanczy po scenie non stop....niejedna Adele, Whitney Houston nie wyrobilaby po godzinie

~Emeryt -

Krucjata Młodych jakoś zamilkła... Szkoda, pośmiał bym się jeszcze.

~lolek -

To pierwszy koncert na Narodowym. Ustawienie i nagłośnienie nie przemyślane, bez sensu scena została ustawiona wzdłuż krótszego boku tak, że siedzący na wprost (bilety po ponad 400zł) mieli problem z zobaczeniem gwiazdy, bo tak była daleko i zasłaniana stanowiskami obsługi, toaletami, i automatami z colą, Siedząc z boku nie widać było wnętrza sceny, i ekranów rozstawionych po bokach. (Ekrany stadionowe wiszące nad płytą boiska zgaszone). Siedząc po bokach nie widać było też ekranu tworzącego tło na końcu - w głębi sceny. Nagłośnienie koncertu beznadziejne, na trybunach słychać było jeden wielki i niezrozumiały łomot . Nie dziwiło mnie zbytnio, że przy takiej organizacji była grupie zawiedzionych, która w trakcie wychodziła ciurkiem... Spóźnienie gwiazdy godne potępienia -lipa i "nie szanujemy się" mimo 54 wiosen artystki, choć muszę przyznać że ruszała się żwawo i dała radę do końca. Ale po ostatnim kawałku zniknęła jak kamień w wodę. Nie byłem na euro na stadionie, ale ten robi imponujące wrażenie i tu DUŻY pozytyw.

~allegra -

No cóż, słabo jeśli muzyka i gwiazdorstwo musi podpierać się religią. Krytykujemy albo jedno albo drugie. Powiem tak, świetni wykonawcy nie muszą urządzać wielkiego show jeśli są mistrzami muzyki. Madonna od początku bazowała na skandalu, seksie, perwersji i religii. Odejmijmy to wszystko i popatrzmy co zostanie. To będzie prawdziwy artyzm.

~Sweet noise -

Religia robi jednak straszne spustoszenia w umysłach ludzi, czasami wręcz nieodwracalne.

~Obserwator -

Nie wiem skad autor tego artykuliku bral informacje o koncercie. Ale napewno nie opisuje on tego, co sie dzialo w Warszawie! To byly dwie godziny perfekcyjnie zgranej horeografii, muzyki, swiatla i tanca! Po pierwszych dwoch utworach mozna bylo sobie wyobrazic, ile czasu i energii kosztowalo przygotowanie tego show! Jaka plyta wypelnionia w 1/3, jakie drogie bilety? Uwazam, te ich cena byla adekwatna to tego, co madonna pokazala! a plyta pomescila tyle ile przepisy bezpieczenstwa dopuszczaly! Dziekuje bardzo panie Michale za te superlatywy, teraz inne swiatowe gwiazdy to juz chyba napewno beda sie bily o to, by dawac koncerty w stolicy! No chyba, ze web-bannery na interia.pl starcza by utrzymac stadion narodowy!

~Kasia -

SZKODA ŻE NIKT NIE PISZE W TYM ARTYKULE O SKANDALU Z BILETAMI KTÓRYCH ELEKTRONICZNY SYSTEM NIE POTRAFIŁ POPRAWNIE ZESKANOWAĆ TYLKO SETKI ALBO I TYSIĄCE OSÓB STAŁO GODZINĘ W KOLEJCE ABY TE BILETY WYMIENIĆ NA MIEJSCA W INNYM CZĘSTO GORSZYM SEKTORZE I RZĘDZIE!!!! Ja też byłam na koncercie. no cóż trochę się zawiodłam, źle ustawiona zbyt mała i krótka scena bez tzw. wybiegu podestu wchodzącego głębiej w publiczność zgromadzoną na płycie,niestety fatalnie przygotowane nagłośnienie z dziwnym poglosem na trybunach, zbyt dużo nowych piosenek i starych w nowych dziwnych aranżacjach czyli ogólnie ZBYT DUŻO NOWEJ A ZBYT MAŁO STAREJ Madonny i jej wielkich przebojów.:-(((((( WIELKA SZKODA