Nieszczęśliwa Dusty Springfield

Elton John nazwał Dusty Springfield "najwybitniejszą białą piosenkarką wszech czasów", na jej twórczości i wizerunku wzorują się Adele, Lana del Rey, Joss Stone, była też idolką Amy Winehouse. Dziś już wiemy, że ta wielka ikona lat 60. pod maską divy skrywała masę kompleksów, z którymi nigdy sobie nie poradziła.

Dusty Springfield zmarła dokładnie 15 lat temu, 2 marca 1999 roku. Śmierć w wieku 59 lat, po czteroletniej, wyczerpującej walce z nowotworem, dopisała ostatni rozdział do smutnej biografii legendarnej piosenkarki.

Reklama


Dusty Springfield wcale nie nazywała się Dusty Springfield. Jej prawdziwe imię to Mary Isobel Catherine Bernadette O'Brien.

"Nazwisko" Springfield przybrała, zakładając razem z bratem Tomem oraz wokalistą Timem Feildem zespół The Springfields. A skąd się wzięło Dusty? Mary jako dziecko zadawała się głównie z chłopakami, grywała z nimi w piłkę - i właśnie dlatego zyskała przydomek "Ubrudzona".

Wzlot...

Zanim jednak pochodząca z Londynu Mary zdobyła popularność z The Springfields, przez dwa lata występowała w dziewczęcym zespole The Lana Sisters (Lana del Rey nie potwierdza, że inspirowała się tą nazwą przy wyborze pseudonimu, nie ukrywa natomiast, że jej muzyka i wizerunek są jednym wielkim hołdem złożonym Dusty Springfield).

Mary zafascynowana była czarnymi brzmieniami wytwórni Motown, a jej największą idolką szybko stała się Aretha Franklin. Springfield chciała przeszczepić czarny soul i r'n'b na brytyjską ziemię, podobnie jak The Rolling Stones promowali na Wyspach amerykańskiego bluesa. Plan, jak wiemy z historii muzyki rozrywkowej, w obu przypadkach wypalił z nawiązką. Dusty prowadziła nawet oglądane przez milionów widzów telewizyjne gale, na które zapraszała artystów Motown i sama również wykonywała ich utwory.

Dziś przypisujemy Dusty Springfield do tzw. niebieskookiego soulu, a więc grupy białych artystów, którzy w latach 60. z powodzeniem inspirowali się amerykańskim soulem.

Po rozwiązaniu The Springfields w 1963 roku Dusty z czystym sumieniem mogła rozpocząć solową karierę.

Wizerunek Dusty z lat 60. dziś jest, nie bójmy się tego słowa, kultową sprawą. Składała się nań bujna, perfekcyjna, przypominająca rzeźbę blond fryzura, wieczorowe suknie i mocny makijaż (wypisz-wymaluj image Adele).


Do kanonu muzyki przeszły takie przeboje Springfield jak "Son of a Preacher Man", "Wishin' and Hopin'", "I Just Don't Know What to Do with Myself" (polecamy również świetny cover The White Stripes) czy "You Don't Have to Say You Love Me".

Ameryka odwdzięczyła się Dusty wysokimi miejscami na listach przebojów, co w tamtych czasach, w przypadku brytyjskich artystów było nie tylko rzadkością, ale wręcz sensacją.

Szczytowym osiągnięciem Dusty Springfield zgodnie uznaje się album "Dusty In Memphis" z 1969 roku. Płyta ta spotkała się z euforycznymi recenzjami, jednak poległa na listach sprzedaży. 99. miejsce na liście "Billboardu" było wielkim rozczarowaniem. Dziś uważa się "Dusty In Memphis" za jedną z najwybitniejszych płyt w historii, tymczasem wtedy, w 1969 roku, stała się ona początkiem wielkiego kryzysu Dusty Springfield.

... i upadek

Album "Dusty In Memphis" wokalistka nagrywała w swoich ukochanych Stanach, a dokładnie w studiu wytwórni Atlantic w Tennessee. Przydzielony jej producent, słynny Jerry Wexler (współpracownik Arethy Franklin), wspomina, że Dusty była sparaliżowana samą świadomością, iż nagrywa w tym samym miejscu, co jej ulubieni artyści.

Jerry Wexler uważa, że u źródeł wszystkich kłopotów Dusty Springfield leżał "potworny kompleks niższości". Wokalistka żyła w nieustającym stresie, że nie jest wystarczająco dobra, że lada moment wszyscy to odkryją i jej kariera będzie zrujnowana.

Zadziałało to jak samospełniająca się przepowiednia: działalność Dusty w latach 70. była ledwie echem sławy z lat 60., do której już nigdy nie udało się jej nawiązać.

Nagła utrata popularności na początku lat 70. sprawiła, że wokalistka pogrążyła się w nałogu alkoholowym i narkotykowym. Kilkukrotnie lądowała w szpitalu z powodu samookaleczeń. Zdiagnozowano u niej chorobę afektywną dwubiegunową.

Petula Clark, która przyjaźniła się z Dusty, uważa, że przyczyną kłopotów wokalistki była trema, która działała wyniszczająco na jej psychikę.

"Wszyscy wiedzieli, że Dusty cierpiała na koszmarną tremę sceniczną. Jeśli utrzymujesz to pod kontrolą, może ci pomóc, adrenalina i te sprawy... Ale niektórzy ludzie nie potrafią sobie z nią poradzić. Dusty radziła sobie z nią bardzo źle. Czuła na sobie zbyt wielką presję" - wspomina Petula Clark.

"Dusty była bardzo introwertyczną osobą. Siedziała w niej mała dziewczynka, od której nie potrafiła uciec" - dodaje wokalistka.

Springfield panicznie bała się również grzebania w jej życiu prywatnym i ujawnienia prawdy o jej orientacji seksualnej. Wokalistka ukrywała przed światem fakt bycia lesbijką. Pytana o to w wywiadach bardzo się denerwowała.

W 1987 roku Dusty Springfield wydobyli na powierzchnię Pet Shop Boys, goszcząc ją na singlu "What Have I Done to Deserve This?". Dzięki temu mogła wrócić na listy przebojów już z własnymi piosenkami "Nothing Has Been Proved" i "In Private".

Świat ponownie przypomniał sobie o Dusty na rok przed jej śmiercią, gdy Quentin Tarantino wykorzystał przebój "Son of a Preacher Man" w filmie "Pulp Fiction". Wtedy publiczność na nowo zainteresowała się twórczością Springfield z lat 60.

Dziś zapomnieć o Dusty Springfield byłoby czymś nie tylko niestosownym, ale wręcz niewyobrażalnym. I tak już pozostanie.

Michał Michalak

Dowiedz się więcej na temat: Dusty Springfield

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje