Muzyku, pomóż wybrać!

Od bierności czy wręcz negacji po kibicowanie i zwalczanie oponentów. Stosunek do polityki dzieli muzyków.

Przed wyborami parlamentarnymi sprawdzamy, jak polskie gwiazdy i gwiazdki muzyki rozrywkowej angażują się w partyjną bitwę o głosy, i czy odnajdują w tym swoją misję.

Dystans

Reklama

Większość artystów nie chce być kojarzona z konkretnym obozem politycznym, dystansuje się od wyborczych przepychanek, a swoje poglądy zachowuje dla siebie. Popularni wykonawcy wolą opowiedzieć o swoim życiu prywatnym kobiecej prasie niż zadeklarować poparcie dla konkretnej partii.

Nie trzeba jednak przyznawać się do sympatyzowania z posłem Kłopotkiem czy posłanką Kempą, by się politycznie zaktywizować. Wokaliści i wokalistki chętnie biorą udział w kampaniach profrekwencyjnych, zachęcając do pójścia na wybory, bez sugerowania, na kogo powinno się głosować.

Tak Monika Brodka uzasadnia, dlaczego warto ruszyć tyłek 9 października:


Natalia Lesz i Janusz Gajos przekonują, że nie ma straconych głosów:


Kibice

Niektórzy muzycy jednak, bez zażenowania, a wręcz w poczuciu pewnej powinności, ujawniają swoje sympatie polityczne i namawiają do głosowania na konkretne ugrupowanie. Nie ograniczają się do uczestniczenia w komitetach poparcia - za ulubionymi politykami agitują w prasie czy na Facebooku.

Zwycięzca "X Factor" Gienek Loska przyznał, że popiera Janusza Korwin-Mikkego i środowisko Unii Polityki Realnej. Kora sympatyzuje z Januszem Palikotem, agitowała też za kandydaturą Bronisława Komorowskiego na prezydenta. Zbigniew Preisner polubił się z PO, natomiast inny znakomity kompozytor, Wojciech Kilar, popiera PiS, podobnie jak Halina Frąckowiak.

Z kolei Michał Wiśniewski, który niegdyś śpiewał dla Samoobrony, postanowił wesprzeć PJN. Jako prezes Polskiego Związku Pokera lobbuje za zmianą niesprawiedliwej jego zdaniem ustawy antyhazardowej i w tym dążeniu sprzymierzył się właśnie z partią Pawła Kowala.

Nie można nie odnotować, że z list PJN startuje ojciec Dody, Paweł Rabczewski, a prasę - nie tylko plotkarską - obiegły zdjęcia z lunchu, który przewodniczący Kowal spożył w towarzystwie kontrowersyjnej piosenkarki.

Czy poparcie muzyków ma jakikolwiek wpływ na preferencje wyborców? Zapytaliśmy o to dr Jarosława Flisa z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

- Poparcie ze strony osoby publicznej jest jakąś tam cegiełką, dokładaną do gmachu popularności danej partii czy polityka, ale na pewno nie jest to wunderwaffe - uważa socjolog. I dodaje:

- To nie działa na osoby zorientowane w polityce, które się nią interesują na co dzień. Jeśli chodzi o wyborców przypadkowych, czy takich, którzy wiedzą, że należy głosować, ale nie chcą się nad tym specjalnie zastanawiać, oni często kierują się opinią otoczenia i takie poparcie może do nich trafić.

"Zaśpiewam ja wam o partii mej ukochanej"

Od czasu piosenki "Ole Olek!" grupy Top One, nagranej na potrzeby kampanii Aleksandra Kwaśniewskiego w 1995 roku, komponowanie dla polityków utożsamiane jest z obciachem.

To przekonanie znalazło swoje potwierdzenie, kiedy Ich Troje zaprezentowali Polakom numer "Dokąd idziesz Polsko?", wykorzystany w kampanii Samoobrony, gdy Andrzej Rosiewicz śpiewał "Wystarczą cztery Ziobra i Polska będzie dobra", i kiedy seksowne bliźniaczki wychwalały Grzegorza Napieralskiego: "Internet, rozwój z każdym nowym dniem / I pytasz, kto to wszystko zrobić ma? /Czy już Napieralskiego znasz?".

No obciach.

Zobacz, jak bliźniaczki pląsały dla Grzegorza Napieralskiego:


Nie zniechęciło to jednak Tomasza Lipińskiego, który w 2007 roku śpiewał: "Jeszcze będzie przepięknie" dla Platformy Obywatelskiej. Później jednak pożałował, w trakcie rządów PO i wycofał swoje poparcie dla tej partii, podobnie jak Paweł Kukiz.

Można jednak śpiewać nie agitując za konkretną partią, tak jak to od lat czyni Skiba i Big Cyc, czy wcześniej np. Pudelsi.

Zdenerwowali Kazimierza

Bohaterem obecnej kampanii był przez chwilę Kazik Staszewski, lider Kultu. Najpierw zadeklarował, że już więcej na PO nie zagłosuje, później stwierdził, że Lech Kaczyński był najlepszym prezydentem ostatniego 20-lecia i dodał, że "powinien mieć pomnik w Warszawie".

To bardzo spodobało się Jarosławowi Kaczyńskiemu, który podziękował "słynnemu Kazikowi" za "rzetelną ocenę (...) świętej pamięci brata i ocenę rządów PiS".

Otoczenie Kazika zinterpretowało to następująco: "prezes PiS-u ogłosił, że Staszewski popiera jego partię". Doniesiono o tym Kazikowi, a ten wkurzył się nie na żarty i opublikował oświadczenie.

"Kilka dni temu dowiedziałem się, że jego [byłego prezydenta - przyp. red.] brat powołując się na ten wywiad mówi, iż popieram rządy PiS i za to poparcie mi dziękuje. Myślę, że to spora nadinterpretacja pana prezesa. Nie popieram rządu jakiegokolwiek. Na wybory się nie wybieram. Mój głos zmarnuję z pełną świadomością. I to jest z mojej strony ostatnie słowo wokół tej żenującej ruchawki" - napisał Kazik.

Komentatorzy

Staszewski kontestuje polską rzeczywistość partyjną, a inni muzycy w tej kontestacji posuwają się dalej i wchodzą w rolę publicystów politycznych, z lepszym lub gorszym skutkiem.

Publicystą pełną gębą jest już niewątpliwie Zbigniew Hołdys, który ogłosił, że nie będzie uczestniczył w wyborach, ponieważ nie godzi się, by o kandydatach do parlamentu jednoosobowo decydowali wodzowie partii. Ostatnio jednak były lider Perfectu tajemniczo stwierdził, że zmienił zdanie w kwestii swojego głosowania, zatem pozostaje nam śledzenie z zapartym tchem jego facebookowego profilu.

Hołdys uczestniczył w niedawnej debacie o kulturze w telewizji publicznej i ujawnił, co następuje:

"Zdradzę wam jedno. T.Love gra w sposób plemienny, blisko natury. Bez względu na tekst i melodie piosenek, zespół ten stosuje rytm atawistyczny, gdzie puls bębnów jest jak młotek uderzający w kolana. Żaden człowiek uzdolniony muzycznie nie jest w stanie usiedzieć normalnie - musi się kołysać, kiwać głową, tupać nogą - czyli reagować biologicznie na to granie" - napisał gitarzysta, po czym wymienił nazwiska tych, którzy egzamin z tupania zdali:

"Wczoraj, gdy zagrali w studio tv, tylko dwóch ludzi tupało i kołysało ciałem - Zdrojewski i Palikot. Reszta zebranych polityków nie wie nic o muzyce. I nie zmieni się to, choćby przeczytali wszystkie podręczniki świata" - podsumował Zbigniew Hołdys.

Chętnie wydarzenia polityczne komentują również m.in. Muniek Staszczyk czy Maciej Maleńczuk. Diagnozy tego drugiego, jak możemy się domyślić, dalekie są od politycznej poprawności.

"W tym kraju ciągle panoszy się kołtun, ludzie są zacofani, o wstecznych poglądach, robią wszystko, żeby podłożyć nogę rozwojowi, robią wszystko, żebyśmy klepali dalej pacierze, chcą państwa wyznaniowego" - narzekał Maleńczuk w rozmowie z INTERIA.PL.

"Ludzie chcą, żebyśmy jak najwięcej dawali tym, którzy nie mają pieniędzy, żebyśmy prowadzili rozdawnictwo. Gadanie o tym, że trzeba pomóc najuboższym... najubożsi muszą pomóc sami sobie. Co to znaczy pomóc najuboższym - rzucić "piątkę" żebrakowi? Robię to non stop, to w ogóle nie zmienia sytuacji tego żebraka. On się tylko upewnia w tym, że dobrze robi, siedząc tam i żebrząc" - stwierdził artysta w trakcie tej barwnej rozmowy:

To były czasy...

Być może chęć uczestniczenia niektórych muzyków w życiu politycznym wynika z nostalgii za latami 80., kiedy o wolność walczyło się właśnie piosenką (między innymi). Dziś tekściarze nie mają już wspólnej, wielkiej idei, która by skumulowała ich zapał, bunt i rewolucyjną duszę.

Oczywiście, można się buntować przeciwko konsumpcjonizmowi i nierównościom społecznym, ale to już nie to samo. Polityka daje poczucie, że uczestniczą w czymś ważnym, jednak coraz mniejsze jest grono muzyków, którzy kupują to złudzenie.

Michał Michalak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje