Reklama

Ze śmiercią mu do twarzy

Gdyby Peter Steele mógł skomentować dzisiejsze, smutne wiadomości na swój temat, wydąłby pewnie pogardliwie usta i ponurym basem stęknął: "A nie mówiłem?"

Kochałem swoją ciotkę - ale zmarła
i wujka Lou - a potem zmarł
Szukam czegoś, czego nie można znaleźć - ale mam nadzieję
Wciąż śni mi się tata - chociaż zmarł
Wszystko umiera, wszystko umiera
Mama jest taka chora - może umrzeć
Moja dziewczyna jest w niezłej formie - też umrze
Wciąż szukam kogoś, kto jeszcze niedawno tu był - ledwie sobie radzę
Nienawidzę sam siebie - chciałbym umrzeć
Wszystko umiera...

Reklama

To fragment tekstu "Everything Dies" z wydanej w 1999 roku płyty Type O Negative, zatytułowanej "World Coming Down". Wycinek dość reprezentatywny dla całej twórczości Petera Steele'a i kolegów, bo choć z równym zainteresowaniem artysta zajmował się miłością, to zawsze pasjonowała go jej najciemniejsza strona, te miejsca i stany, w których Eros tańczy pod rękę z Tanatosem...

Ale nie, Type O Negative nie grali muzyki tanecznej. Zespół powstał na początku lat 90. w Brooklynie, na gruzach równie znakomitej, co niedocenianej grupy Carnivore. Trudno się dziwić, że Carnivore, proponujący publiczności utwory o takich tytułach jak "Jesus Hitler", "Race War" czy "God is Dead", wielkiej kariery nie zrobili, chociaż ich muzyka (oryginalna wypadkowa bardzo popularnego wówczas thrash metalu i nowojorskiego hardcore'a) oraz niecodzienny wizerunek (wyglądali jak uciekinierzy z planu "Mad Maxa") na zawsze zaskarbiły im miano zespołu kultowego.

Pomysł Petera na nowy zespół był lepszy, bo gwarantujący znacznie szersze grono potencjalnych odbiorców. Teksty o miłości (czasem po prostu o seksie), śmierci, samotności i lękach naszych powszednich, ubrane w dźwięki z jednej strony dość melodyjne i wpadające w ucho, ale z drugiej, czerpiące z bogatej tradycji doom metalu i industrialu (szczególnie pierwsza płyta) czy rocka gotyckiego. Do tego charakterystyczny, głęboki głos Petera i pianino lub kościelne organy Josha oraz, to bardzo ważne, przemyślany mroczny wizerunek - musiało się podobać. I podobało się, a jakże! Szczególnie druga płyta, zatytułowana "Bloody Kisses" (1993), która za sprawą takich utworów jak "Christian Woman" czy "Black No.1 (Little Miss Scare-All)" przedarła się nawet na radiowe playlisty, przyciągając publiczność - głównie płci żeńskiej - która zwykle od metalu stroniła.

Type O Negative nie trudzili się jednak próbami wdzięczenia się do fanów i fanek... No, może poza jednym wyjątkiem - Peter Steele rozebrał się do zdjęć dla magazynu "Playgirl", bo urodziwym i dobrze zbudowanym był mężczyzną, ale ponoć pożałował tego, kiedy powiedziano mu, że wśród czytelników pisma przeważają faceci. Zresztą, kto wie, może wcale nie żałował, może to kolejny specyficzny żart zespołu? Bo choć nie wszyscy potrafili to wyczuć i nie wszystkim, którzy wyczuwali się to podobało - Type O Negative, ze szczególnym wskazaniem na Steele'a, słynęli z oryginalnego, czarnego humoru. Nie brakowało ponurych dowcipów na koncertach, w tekstach piosenek, teledyskach i wkładkach płyt. Ot, choćby rzekomo słynny chór - Bensonhoist Lesbian Choir - wspomagający grupę na płytach, który tak naprawdę składał się z członków Type O Negative...

Najsłynniejszy i najmniej śmieszny żart Petera miał miejsce w 2005 roku, kiedy na oficjalnej stronie Type O Negative znalazł się wizerunek nagrobka z inskrypcją: "[P]eter Steele - 1962 - 2005 .... Wreszcie wolny". Wszystkich to zmartwiło, ale niewielu zaskoczyło. Nie chodzi już nawet o to, że internet huczał wtedy od plotek, że wokalista jest chory (na raka, AIDS, albo depresję, która przywiodła go do samobójstwa - do wyboru...), ale o to, że Steele naprawdę nie najlepiej się prowadził. Jego kłopoty z alkoholem i narkotykami widać było gołym okiem na koncertach, a przed pięciu laty trafił na krótko za kratki, ponoć za posiadanie, i na nieco dłużej do kliniki odwykowej. Plotka głosi, że odpowiednie służby zostały nasłane przez rodzone siostry Petera, które martwiły się stanem jego zdrowia.

Tak czy owak, w 2005 roku wokalista żył i niedługo później stanął na nogi. W 2007 roku wyszła płyta zatytułowana "Dead Again", a Type O Negative znowu ruszyli w trasę. Dotarli nawet na Przystanek Woodstock, gdzie zagrali największy koncert w swojej historii...

Nie dziwcie się więc fanom, którzy nie chcą wierzyć w doniesienia, że 48-letni Petrus T. Ratajczyk (tak jest, polsko brzmiące nazwisko to nie przypadek) zmarł na zawał serca w środę, 14 kwietnia. I choć potwierdzili to już znajomi muzyka, w tym jego przyjaciel i najbliższy współpracownik Josh Silver, mamy nadzieję, że to kolejny makabryczny dowcip. I że za kilka godzin, tygodni, a niechby i za kilka lat, ten dwumetrowy olbrzym z kamienną twarzą znowu stanie na scenie. Powiemy, że to nie było śmieszne, że głupie, że niesmaczne i że już nigdy mu nie uwierzymy. Ale odetchniemy z ulgą.

Jarek Szubrycht

Czytaj nasz wywiad z Type O Negative z 2003 roku

Zobacz wykonanie słynnego przeboju "Black No 1" z tego koncertu:

Dowiedz się więcej na temat: wizerunek | muzyka | Nie | zmarły | Peter | twarzy | Type O Negative

Reklama

Wasze komentarze (11)

Dodaj komentarz Sortuj

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje