Wojciech Waglewski+ w Krakowie: Całkiem miły człowiek

Nie ma znaczenia, w jakiej konfiguracji osobowej i stylistycznej - Wojciech Waglewski nie bierze jeńców.

Wojciech Waglewski występuje w różnych konfiguracjach personalnych

Środowy wieczór (16 listopada) w Sali Teatralnej w ICE Centrum Kongresowym w Krakowie po raz kolejny potwierdził wszechstronność Wojciecha Waglewskiego. Tym razem lider grupy Voo Voo z zaproszonymi gośćmi wystąpił na koncercie Waglewski+, który zamknął Open Eyes Economy Summit 2016 - pierwszą edycję międzynarodowego forum poświęconego Ekonomii Wartości.

Reklama

"Idea otwartej formuły muzycznej Wojciecha Waglewskiego inspiruje i spotyka ze sobą na jednej scenie artystów najwyższej klasy, pochodzących z różnych muzycznych światów. Z każdym kolejnym projektem ochota na muzyczne dialogowanie, interakcję, czyli występy i wspólne improwizacje rośnie, muzycy obecni na scenie są zawsze 'gotowi do przygody' i porwania publiczności w nieznane" - zapowiadali organizatorzy.

Wyjątkowy koncert podzielono na dwie części. Pierwszą z nich rozpoczęła dziewięcioosobowa kapela Tęgie Chłopy (co ciekawe, w składzie są trzy kobiety), która kontynuuje tradycje muzyki tanecznej Kielecczyzny w jej autentycznej formie (mazurki, polki). Pod koniec wsparł ich na saksofonie Mateusz Pospieszalski z Voo Voo.

Całkowitą zmianą klimatu i stylistyki był kolejny występ, kiedy to na scenie w duecie pojawili się bohater wieczoru (wokal, gitara) i jazzowy pianista Leszek Możdżer. Obaj panowie zaprezentowali imponujące wersje "Nie manipuluj" (utwór znany z ich wykonania z Męskiego Grania) i "Bo Bóg dokopie" Voo Voo (Waglewski nagrał też wersję w duecie z Maciejem Maleńczukiem). Było smacznie, lirycznie i klimatycznie. Sporą frajdę dawało obserwowanie, jak Waglewski i Możdżer wzajemnie się inspirują, podążają za sobą, wymieniają spojrzenia. Zresztą podobnie relacje między muzykami wyglądały również w dalszej części koncertu.

Nie sposób się było przecież nudzić, gdy u boku Wojciecha Waglewskiego pojawili się jego synowie Fisz (wokal, bas) i Emade (perkusja) z materiałem z rodzinnej płyty "Matka, syn, Bóg" z 2013 r. Emocjonalno-energetyczna esencja tego albumu w postaci pięciu utworów ("Posłuchaj", "Pocisk", "Ojciec", "Trupek" i "Bóg") tylko zachęciła do tego, żeby później po raz kolejny sięgnąć do całego materiału.

Druga część to już czas dla macierzystego zespołu Wojciecha Waglewskiego. Grupa Voo Voo skupiła się przede wszystkim na ostatnim albumie "Dobry wieczór" (od "Po godzinach", "Na coś się zanosi", przez "Gdybym" i "Tli się", po "Dokąd idą"). Jak się później okazało, muzycy w ICE odebrali za "Dobry wieczór" Złote Płyty.

Klasa Voo Voo, nie tylko instrumentalna, znana jest nie od dziś, każdy z członków grupy zasłużył na pochwały (solo perkusisty Michała Bryndala to kolejny dowód, że technika wcale nie musi przegrywać z siłą). Osobne oklaski i ukłony należą się wyjątkowym gościom z Azerbejdżanu - na koncercie pojawili się Alim Qasimov i jego córka Fargana Qasimowa, którzy tak jak na płycie zaśpiewali w utworach "Gdybym" i "Dokąd idą". Orientalno-wschodni zaśpiew sprawił, że wprowadzona w trans publiczność przeniosła się o kilkaset kilometrów stąd. Metafizyczne odczucie!

Swoje bluesowe oblicze w "To co zostanie" i "Wannolocie" zaprezentował ostatni z gości - Natalia Przybysz.

Finał mógł być tylko jeden - zaśpiewany ze wsparciem publiczności przebój "Nim stanie się tak". "Coś mówi mi, że jeszcze wszystko będzie możliwe" - z Waglewskim i jego kompanami naprawdę wszystko jest możliwe.

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Waglewski | Voo Voo | Fisz | Emade | Leszek Możdżer

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje