Opera mydlana w wykonaniu Fleetwood Mac

Wydaną 4 lutego 1977 roku płytę "Rumours" grupy Fleetwood Mac pamięta się nie tylko z tego powodu, że odniosła oszałamiający sukces komercyjny. Okoliczności powstania albumu spychają w cień fabułę nawet najbardziej zagmatwanej opery mydlanej czy najdziksze szaleństwa najbardziej nieujarzmionych bestii rock'n'rolla.

Choć Fleetwood Mac to obok The Eagles sztandarowi przedstawiciele słonecznego, kalifornijskiego soft rocka, to historia zespołu wcale nie jest "soft". Wręcz przeciwnie. Grupa założona przez Petera Greena właściwie od zawsze była targana problemami natury personalnej. Chory na schizofrenię, pogłębioną zażywaniem narkotyków (LSD), pierwszy lider odszedł w 1970 roku, gdy reszta grupy postawiła veto jego pomysłowi... przekazania wszystkich pieniędzy zespołu na cele charytatywne. Jego następca, Jeremy Spencer, w trakcie amerykańskiej trasy koncertowej wyszedł do sklepu spożywczego - inne źródła podają kiosk z gazetami - i nigdy nie wrócił. Okazało się, że muzyk wstąpił do sekty Children of God. Kolejny gitarzysta, Danny Kirwan, wylądował w szpitalu psychiatrycznym. Wreszcie jego sukcesor, Bob Weston wyleciał z zespołu z powodu romansu z żoną perkusisty i drugiego lidera Micka Fleetwooda.

Reklama

To, co jednak wydarzyło się w szeregach grupy w czasie nagrywania "Rumours", przebiło wszelkie dotychczasowe perturbacje i skandale wewnątrz grupy. W tym czasie zespół występował już w swoim najsłynniejszym składzie: poza wspomnianym Mickiem Fleetwoodem grupę tworzyli grająca na klawiszach wokalistka Christine McVie, jej mąż, basista John McVie oraz wokalistka Stevie Nicks i jej partner, gitarzysta Lindsey Buckingham. Ostatnia dwójka dołączyła do grupy w 1975 roku i przyczyniła się do nagrania bestsellerowego albumu "Fleetwood Mac" (Numer Jeden w Ameryce). Niesamowity sukces płyty, a co za tym idzie gruntowna poprawa sytuacji materialnej muzyków, stały jednak w wyraźnym kontraście do atmosfery panującej w zespole, gdy ten przystępował do nagrania "Rumours". Stosunki pomiędzy muzykami przypominały najbardziej zawiłe relacje w wenezuelskich operach mydlanych.

W 1976 roku runęło ośmioletnie małżeństwo Johna i Christine McVie, w dużej mierze z powodu problemu alkoholowego małżonków. Rozpadał się również związek Stevie Nicks i Lindseya Buckinghama, a para kontaktowała się ze sobą jedynie rzucając w swoim kierunku kalumnie i wyzwiska. Wreszcie Mick Fleetwood był w trakcie rozwodu z żoną Jenny, która zdradziła go z najlepszym przyjacielem. Załamany rozwodnik miał później krótki romans ze Stevie Nicks. Uff...

Zobacz Fleetwood Mac w piosence "Dreams" z albumu "Rumours":


Jakby tego było mało, na muzykach ciążyła ogromna presja ze strony wytwórni, krytyków i fanów, którzy zgodnym chórem domagali się godnego następcy albumu "Fleetwood Mac". Gdy do tego miksu dorzucimy jeszcze alkohol czy niekoniecznie legalne używki (ze wskazaniem na kokainę), to nagranie albumu w takich okolicznościach musiało graniczyć z cudem. Jak się okazało, te wydawałoby się nieludzkie warunki doprowadziły do niesamowitej kreatywności artystów, a utwory z "Rumours" aż biją bolesnymi emocjami targającymi wówczas zespołem, w którym dominującymi uczuciami była nienawiść i żal. Ponoć jedyną rzeczą, która jednoczyła Fleetwood Mac, był... aksamitny worek z kokainą leżący pod stołem mikserskim w studiu nagraniowym. Jeżeli jesteśmy już przy narkotykach - o których również będzie poniżej - to Fleetwood Mac w szablonowych podziękowaniach drukowanych na kopercie albumu, chcieli umieścić nazwisko dilera narkotyków. Ostatecznie nie doszło do tego, bo osobisty dostawca zespołu umarł. Ta anegdota uzmysławia, jakim problemem dla Fleetwood Mac stała się kokaina i jak ciężka musiała być to sesja nagraniowa. "Już pojawienie się w studio było dla nas nieprawdopodobnym poświęceniem" - wspominał po latach lider Mick Fleetwood.

Nic zatem dziwnego, że nieznośną i gęstą atmosferę w pozbawionym okien studio Record Plant w kalifornijskim Sausalito, próbowano przewietrzyć używkami i zabawą. "Zespół pojawiał się w studio około 7. wieczorem i zaczynał imprezować do 2. w nocy. Kiedy byli już tak nieprzytomni, że nie byli w stanie dalej się bawić, zaczynali nagrywać" - wspomina Chros Stone, jeden ze współwłaścicieli Record Plant. "To była jedna wielka trauma. Trauma! Sesja wyglądała jak wielka impreza, wszędzie było pełno ludzi. Oczywiście, John i ja nie byliśmy wtedy najlepszymi przyjaciółmi" - to już słowa Christine McVie. Stevie Nicks stwierdziła natomiast, że Fleetwood Mac jako zespół tworzyli najwspanialszą muzykę, gdy byli w jak najgorszym stanie jako ludzie. Sesja nagraniowa - z przerwami - trwała pół roku. A efekt jej był taki, jaki sobie zażyczyli twórcy płyty: na "Rumours" nie miało być żadnych "wypełniaczy", a każdy utwór miał być potencjalnym singlem. Zadanie zostało wykonane w 100 %.

Zobacz Fleetwood Mac wykonujących "Go Your Own Way" z płyty "Rumours":


Tytuł albumu ("Plotki") zasugerowała Christine McVie twierdząc, że zawiera "dzienniki i pamiętniki" muzyków z jakże trudnego okresu w ich życiu. Każdy z utworów niósł potężny ciężar emocjonalny. Na przykład pierwszy singel "You Make Loving Fun" autorstwa Christine McVie, to utwór zadedykowany nowemu partnerowi rozwodzącej się wokalistki (zajmował się oświetleniem w koncertowej ekipie zespołu...), na którym jej wciąż obecny mąż musiał zagrać partie gitary basowej. "Dreams", największy przebój z płyty i Numer Jeden na amerykańskiej liście przebojów "Billboard Hot 100", to gorzka piosenka Stevie Nicks o jej związku z Lindseyem Buckinghamem. Ten odpowiedział wokalistce utworem "Go Your Own Way", kolejnym przebojem z "Rumours". Kompozycja "Oh Daddy" to sarkastyczna piosenka wymierzona w Micka Fleetwooda, który według Christine McVie lubił za bardzo się wymądrzać i "wiedział wszystko najlepiej". Wreszcie finałowy "Gold Dust Woman" to szczere wyznanie Stevie Nicks na temat uzależnienia od kokainy.

Sukces "Rumours" przeszedł najśmielsze oczekiwania i tylko z tego powodu Fleetwood Mac nie rozpadli się. Album spędził na szczycie listy bestsellerów płytowych w Ameryce "Billboard 200" w sumie 31 tygodni! Wynik to wręcz niewyobrażalny, biorąc pod uwagę fakt, że dziś przecież emocjonujemy się sukcesami brytyjskiej piosenkarki Adele, której płyta "21" po raz 18. stała się Numerem Jeden. Do dziś "Rumours" rozszedł się na całym świecie w nakładzie 40 milionów egzemplarzy, stając się 8. najlepiej sprzedającą się płytą w historii muzyki rozrywkowej. Natomiast na listach przebojów świetnie radziły sobie wspomniane wyżej single.

Zobacz Fleetwood Mac wykonujących "The Chain" z albumu "Rumours":


Album został również entuzjastycznie przyjęty przez krytyków, a chyba najważniejsze jest to, że płyta wciąż cieszy się uznaniem po latach. W 1998 roku opiniotwórczy magazyn "Q" umieścił "Rumours" na 3. miejscu listy najwspanialszych płyt lat 70. (za "London Calling" The Clash i "The Dark Side of the Moon" Pink Floyd). Rok późnej magazyn "Vibe" uplasował płytę w zestawieniu "100 najważniejszych płyt XX wieku". "Rolling Stone" umieścił "Rumours" na 25. notowania "500 najwspanialszych albumów wszech czasów". W 2006 roku płyty nie zabrakło na liście "100 albumów wszech czasów" magazynu "Time". "Rumours" znalazł się również w zestawieniu "Płyt, których musisz posłuchać przed śmiercią" gazety "Guardian". A najważniejsze jest chyba to, że ta bestsellerowa i mainstreamowa płyta wciąż stanowi inspirację dla coraz to nowych zastępów znakomitych zespołów, jak na przykład Fleet Foxes, Midlake czy Shearwater, które bez zażenowania opowiadają o wielkości tej bez wątpienia wielkiej płyty. "Rumours" po 35 latach od premiery, gdy dawno już ostygły wszystkie animozje pomiędzy muzykami grupy, a opowiedziane tysiąc razy pikantne ploteczki wyblakły, wciąż robi ogromne wrażenie.

Artur Wróblewski

Dowiedz się więcej na temat: Nie | Fleetwood Mac | MAC

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje