"Leave Britney Alone": 10 lat od słynnej obrony Britney Spears

"Zostawcie Britney w spokoju!" – krzyczał przeszło 10 lat temu mało znany vloger, Chris Crocker. Jego wideo szybko opanowało sieć, stając się w tamtym czasie memem, a twórca zdobył sporą popularność. Jak dziś bohater słynnej obrony popularnej wokalistki wspomina ten filmik oraz czy w końcu spotkał swoją idolkę?

Chris Crocker w trakcie nagrania "Leave Britney Alone"

2007 rok dla Britney Spears był jednym z najgorszych, o ile nie najgorszym w jej życiu. Wokalistka przechodziła załamanie nerwowe (czego symbolem jest ogolenie przez Spears głowy na łyso), w sądzie walczyła o prawa do opieki nad swoimi dziećmi, miała problemy z używkami (trafiła nawet na odwyk), a w dodatku każdy jej krok śledziły media.

Reklama

Gdy wydawało się, że najgorsze gwiazda ma sobą, wszystko ponownie posypało się po występie Spears na MTV VMA 2007, kiedy to wokalistka próbowała śpiewać utwór "Gimmie More". Piosenkarka zachowywała się jakby była pod wpływem środków odurzających, słabo radziła sobie z choreografią oraz nie zgrała się z playbackiem.

Po tym występie dziennikarze (zwłaszcza ci z serwisów i magazynów plotkarskich) nie zostawili na Spears suchej nitki. Odsiecz dla gwiazdy nadciągnęła jednak z sieci. 9 września i 10 września w serwisach MySpace i Youtube na kanale Chrisa Crockera pojawiły się filmiki w obronie Britney Spears pt. "Leave Britney Alone" (ang. "Zostawcie Britney w spokoju").

Sprawdź tekst piosenki "Gimmie More" w serwisie Teksciory.pl!

W trakcie emocjonalnego monologu Crocker zarzucał mediom, że wkrótce doprowadzą do nieszczęścia (w domyśle chodziło o śmierć wokalistki) i i że sprawa Anne Nicole Smith (króliczek "Playboya", aktorka i modelka zmarła z powodu przedawkowania leków w lutym 2007 roku w wieku 39 lat) niczego ich nie nauczyła. Tragicznie zmarła celebrytka była bowiem od wielu miesięcy celem brukowców, które śledziły każdy jej krok.

"Niektórym trudno jest zrozumieć, że Britney Spears to człowiek - tak jak ty lub ja" - mówił na początku pierwszego nagrania Crocker, a z każdym słowem widać, było, że narastają w nim emocje.

Prawdziwy wybuch płaczu i żalu do mediów nastąpił jednak w drugim nagraniu, w którym padły słowa "zostawcie Britney w spokoju".

Emocjonalny występ Crockera nie przeszedł bez echa. Co więcej, stał się obiektem kpin i żartów, a przekaz, który sam w sobie był adekwatny, został zepchnięty na drugi plan.

Sieć zalała natychmiast masa nowych wersji monologu vlogera. Drugie nagranie błyskawicznie zdobywało kolejne wyświetlenia, co zaowocowało wejściem do TOP100 najchętniej oglądanych pozycji, a także nominacje do nagrody Youtube Awards. Materiał był też jednym z najczęściej komentowanych filmików w serwisie. Tam jednak, oprócz wsparcia sprawy, o którą walczył Crocker, pojawiło się mnóstwo nieprzychylnych komentarzy. W ostry sposób komentowano jego sposób mówienia, ubiór oraz wygląd.

To zresztą nie jedyne miejsce, gdzie kpiono z Chrisa. Żarty z orientacji Crockera stroili sobie prezenterzy telewizji Fox (i szybko dostali odpowiedź od samego twórcy, który nazwał stację homofobiczną), natomiast Jimmy Kimmel nabijał się z niego podczas wywiadu. Vloger był również gościem CNN, Howarda Sterna i Ryana Seacresta, a jego wypowiedź komentował nawet Jay Leno. Magazyn "Wired" przyznał jego filmikowi tytuł wideo roku 2007.

Crocker zaczął wykorzystywać swoje pięć minut sławy. Zaczął przyjmować kolejne propozycje z telewizji oraz tworzyć własną muzykę.

Vloger nawiązał współpracę z MTV, miał własny program reality show "Chris Crocker’s 15 Minutes More", był internetowym korespondentem Lily Allen w jej programie "Lily Allen and Friends", a nawet doczekał się własnego filmu dokumentalnego  "Me @ the Zoo" na HBO, który w 2012 roku pokazano na festiwalu Sundance.

Crocker na swoim koncie ma też dwie EP-ki - "The First Bite" oraz "Walls Down" - w zrobieniu kariery muzycznej internetowa popularność jednak nie pomogła. Oba minialbumy przeszły bez echa.

Pierwszy obrońca Britney Spears miał nawet swój epizod... w filmach pornograficznych. Kontrakt podpisał w 2011, a w 2012 roku zadebiutował w pierwszej produkcji. Crocker zdawał sobie sprawę, że kojarzenie go jedynie z internetowym viralem oraz filmami dla dorosłych utrudnią mu spełnienie największego marzenia - zostania aktorem w Hollywood.

Z kolejnymi propozycjami przyszła zmiana wizerunku. Crocker nabrał masy, wrócił do naturalnego koloru włosów i zapuścił brodę. Teraz ledwo można rozpoznać w nim człowieka, który w 2007 roku podbił sieć.

A wracając do oryginalnego materiału na Youtube. Vloger usunął go w 2012 roku, co oczywiście nie sprawiło, że zniknęły z sieci jego kopie. Oryginalna wersja przez pięć lat zdobyła ponad 43 miliony wyświetleń.

"Youtube był miejscem, w którym mogłem grać postać. Nigdy nie planowałem pokazać tam siebie" - mówił w rozmowie z "Rolling Stone".

Dziennikarze magazynu zauważają, że Crocker otworzył społeczności LGBTQ drzwi do vlogowania i Youtube'a, gdzie wcześniej byli bezpardonowo atakowani. Co więcej, Michael Strangelove, autor książki "Watching YouTube: Extraordinary Videos by Ordinary People", stwierdził, że Chris swoimi występami w sieci utorował drogę przyszłym blogerom i vlogerom, którzy bazowali na swojej osobowości i omawiali poszczególne zagadnienia z popkultury. Ponadto pokazał zwykłym internautom, że nie trzeba mnóstwa pieniędzy, aby zdobyć popularność.

"Chris Crocker to typowy przykład fana, który stał się pełnoprawnym celebrytą" - zauważał natomiast badający grupy fanowskie Mark Duffet z Uniwersytetu w Chester.

Jakie wnioski wyciągnął natomiast sam bohater nagrania? "Nigdy nie pozwól, aby to, co mówią o tobie w internecie, dotarło do ciebie. Po drugie nie pozwól, by to, co o tobie mówią, zdefiniowało cię. A po trzecie chyba za często zapominamy, że coś co wrzucimy do sieci zostaje tam na bardzo długo" - stwierdził Crocker.

Gwiazda sieci nie spełniła jednak swojego największego marzenia - wciąż nie spotkał Britney Spears.

Dowiedz się więcej na temat: Britney Spears | viral

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje