​Jessie Ware w Warszawie: Żadna z niej diwa (relacja z koncertu)

"Jestem bardzo pozytywnie zaskoczony wokalem tej laski" - powiedział tajemniczy głos za mną. "Ja zaskoczona nie jestem" - przyznałam w duchu z lekką butą. Wiedziałam, że Jessie Ware brzmi cudownie na żywo, zwłaszcza, gdy daje z siebie 110%. Jak podczas tego wtorkowego koncertu na warszawskim Torwarze, chociaż nie uznałabym tego wieczoru za szczególnie wyjątkowy, o czym chciała przekonać nas gwiazda.

O miłości Jessie Ware do polskiej publiczności wiemy nie od dziś

O jej miłości do polskiej publiczności wiemy nie od dziś. "Ten wieczór będzie wyjątkowy, już to wiem!" - stwierdziła jeszcze przed wybiciem końca pierwszej połowy. Po cichu liczyłam na niespodziankę w postaci zmian w setliście względem poprzednich koncertów trasy promującej najnowszy album "Glasshouse". Nic takiego się nie wydarzyło, zespół zaprezentował zestaw podobny do tego z wcześniejszych koncertów. Choć trzeba jej oddać, że to bardzo bogata setlista.

Reklama

Gdy po raz pierwszy miałam okazję przekonać się, jak świetnie głos Jessie Ware radzi sobie na żywo, a było to prawdopodobnie w 2013 roku, podczas koncertu w warszawskim Palladium, artystka na koncie miała debiutancki album, na scenie skromny zespół, jednak już wtedy niesamowitą charyzmę i magnetyzm. Dziś w dyskografii widnieją już trzy albumy, skład koncertowy znacznie się powiększył, a występ, niegdyś składający się z 15 kawałków, jak w Palladium, rozszerzył się do 18 i został podzielony na cztery akty: ekspozycję, punkt kulminacyjny, rozwiązanie i bis.

Trasa "Glasshouse" jest całkiem nieźle dopracowana pod względem wizualnym. Każdy akt anonsowany odpowiednim napisem górującym nad sceną, ekrany, za którymi skryci są towarzyszący Ware muzycy, jednakowe ubrania, fragmenty tekstów wyświetlane nad głowami występujących - wszystko to robi wrażenie dużego profesjonalizmu i konsekwencji w budowaniu wizerunku. Sama Ware świetnie porusza się po scenie, w skromnych, acz wyrazistych kreacjach, lub cała na biało, jak w przypadku ostatniej części wtorkowego koncertu.

Sprawdź tekst i tłumaczenie utworu "Say You Love Me" w serwisie Teksciory.pl!

Galopada przez dyskografię nie przyprawia o zawrót głowy właśnie dzięki oddechom w postaci przerw między aktami oraz dzięki sporej, dla mnie zbyt dużej, liczbie wolniejszych balladowych utworów. "Last of the True Believers", "Say You Love Me" czy "Hearts" brzmią świetnie, bo Ware potrafi prowadzić wolniejsze, kruche linie wokalne, by utwory grane w wielkiej hali sportowej zabrzmiały prosto i intymnie. Jednak ja wolę ją w wersji porywającej do tańca - "Selfish Love" w rytmie bossa novy, powrót do debiutanckiego "Devotion" przy utworze "If You're Never Gonna Move", zagrany niemal na samym początku "Your Domino" z promowanego aktualnie "Glasshouse" to zdecydowanie moje ulubione fragmenty tego koncertu.

Jessie Ware, która nierozeznanych zaskakuje swoim wokalem, a wtajemniczonych za każdym razem raczy jego szerokimi możliwościami i zapewnia o jego wielkości, przyciągnęła na Torwar w ten deszczowy marcowy wtorek wielki tłum, który szczelnie wypełnił całą płytę. Jej sceniczna prezencja zawsze przywodziła mi na myśl Sade - zmysłowe ruchy, podobna fryzura, przyciągająca uroda. Tylko Jessie nadal wydaje się być tą zwykłą kumpelą z okolicy, która zaraz po zejściu ze sceny wskakuje w trampki i biegnie do męża i dziecka. Albo idzie wychylić kilka wściekłych psów. Żadna z niej diwa, chociaż ma wszelkie predyspozycje do tego, by świat leżał u jej stóp.

Sprawdź tekst utworu "Selfish Love" w serwisie Teksciory.pl!

Dowiedz się więcej na temat: Jessie Ware

Reklama

Reklama

Reklama