Glen Hansard w Krakowie: Irlandzkie "Sokoły"

Glen Hansard to koncertowy żywioł /fot. Erika Goldring /Getty Images

Jego domem jest scena - pamiętany z kultowego filmu "Once" Irlandczyk Glen Hansard udowadnia to na każdym kroku. Tak samo było w środę (2 marca) w Rotundzie w Krakowie.

Reklama

Kraków to drugi - po Wrocławiu - z czterech polskich przystanków Glena Hansarda. W czwartek (3 marca) Irlandczyk zagra w Warszawie, a w piątek odwiedzi jeszcze Poznań. W dodatku wszystkie koncerty wyprzedano, a fani wypisują błagalne prośby o możliwości odkupienia biletu.

Na trasie promującej drugi solowy album "Didn't He Ramble" Hansarda wspiera niemal cały skład zespołu The Frames (poza grającym na skrzypcach i klawiszach Colmem Mc Caugheyem) - momentami w sumie na scenie tłoczyło się 11 osób. A na bisach dołączyła jeszcze w kilku utworach występująca jako support Marketa Irglova (momentami w swojej twórczości przypominająca Tori Amos).

Reklama

To z urodzoną jeszcze w Czechosłowacji wokalistką Glen powołał do życia folk-rockowy duet The Swell Season, występował w filmie "Once", zdobył Oscara (w 2007 r. za "Falling Slowly" z "Once") i tworzył też przez kilka lat parę w życiu prywatnym. Choć ich związek się rozpadł, wciąż łączy ich muzyka i przyjaźń.

- Na koncertach ona zagra swoje utwory, ja będę się trzymał swojego programu... - mówił Interii przed występami w Polsce, ale było pewne, że nie może zabraknąć ich duetu.

I nie zabrakło - nie tylko w magicznym "Falling Slowly", ale też w "The Auld Through", "Passing Through" folkowego barda Pete'a Seegera i "Her Mercy". Niesamowicie wypadł ten ostatni utwór, kiedy to muzycy grając na korytarzu Rotundy ściągnęli wychodzących już ludzi z powrotem pod scenę. Ale cały koncert zasłużył na wielkie oklaski, bo to co wyprawia Glen ze swoją ekipą ociera się o magię.

Było to widać już od pierwszych chwil, kiedy to Hansard rozpoczął koncert śpiewanym a capella "Grace Beneath the Pines", bez wsparcia zespołu, bez mikrofonu. Dopiero po dłuższej chwili włączyły się smyczki i pozostałe instrumenty. Od akustycznych trąceń strun przez folkowe granie, od Nowego Orleanu (kapitalna sekcja dęta, z popisowymi partiami solowymi puzonu - m.in. "Lowly Deserter", "Her Mercy"), przez szorstkie bluesy ("Didn't He Ramble", "Way Back In the Way Back When") po ogniskowo-harcerskie "Płonie ognisko i szumią knieje" i "Hej sokoły" zaśpiewane po polsku przez urodzonego w Chicago w rodzinie o polskich korzeniach gitarzystę Roba Bochnika. Momentami ze sceny aż kipiało dziką energią, a lider - dosłownie! - zrywał struny swojej gitary.

Nominowany do Grammy "Didn't He Ramble" to nie ostatnie wydawnictwo Hansarda - w drugiej połowie lutego wypuścił on zawierającą cztery utwory EP-kę "A Season on the Line": "Didn't He Ramble" i "Way Back in the Way Back When" Irlandczyk sprawdzał w boju, ogrywając na koncertach jesienią 2015 r. Z kolei "Let Me In" i "Return" powstały podczas sesji nagraniowych "Didn't He Ramble". W Krakowie usłyszeliśmy w sumie trzy piosenki z tej EP-ki.

To właśnie cały Glen Hansard - muzyczny obieżyświat, który nie może żyć bez publiczności i występów, nawet niekoniecznie na scenie. To przecież on wraz ze swoimi kolegami z Irlandii (jak choćby Bono, Sinead O'Connor, Damien Rice czy Hozier) co roku w Wigilię kolęduje na ulicy w Dublinie, przy okazji zbierając pieniądze dla organizacji wspierającej bezdomnych. Na początku roku z kolei postanowił uczcić pamięć zmarłego kilkanaście dni wcześniej swojego idola Davida Bowiego, grając i śpiewając "Ashes to Ashes" pod jego apartamentem w Nowym Jorku. "Rzadko bywam w domu" - przyznał w rozmowie z Interią.

Esencją Hansarda czerpiącego energię z publiczności był finał trwającego dobrze ponad 2 godziny koncertu, z naciskiem na wykonanie kolejnych przebojów z "Once": zaśpiewanego tylko z gitarą akustyczną, ze środka sali wśród fanów "Say It to Me Now" (w niektórych miastach zdarzało się też, że muzyk na ten utwór wędrował na balkon, by stamtąd zdzierać gardło) i "Gold" z repertuaru Interference, w którym dołączyli do niego tam dwaj muzycy.

Całość przeplatana była niezapomnianą, pełną humoru i anegdot konferansjerką Glena Hansarda, w której były choćby przepyszne historie o spotkaniu z Adamem Levine'em z Maroon 5, gdy okazało się, że to jednak on zaśpiewa piosenkę Irlandczyka "Come Away to the Water" na ścieżkę dźwiękową filmu "Igrzyska śmierci" czy o mocno podlanym alkoholem wieczorze spędzonym z Lisą Hannigan (i "podwędzonym" winie z garderoby ich wspólnego znajomego Damiena Rice'a). Hansard wielokrotnie podkreślał też podobieństwo Polaków i Irlandczyków, chcąc w podziękowaniu za przyjęcie zabrać wszystkich uczestników do busa w dalszą część trasy.

"Save-A-Soul Mission" - głosił napis na scenie za plecami muzyków. Glen i przyjaciele - misja spełniona, w Krakowie uratowaliście sporo dusz.

Michał Boroń, Kraków

Dowiedz się więcej na temat: Glen Hansard

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje