George Michael: Śmierć osaczała go ze wszystkich stron

George Michael w 2005 r. /fot. Sean Gallup /Getty Images

Pod koniec lat 90. w krótkim czasie George Michael stracił trzy bliskie osoby - matkę, partnera i przyjaciółkę. O tych wydarzeniach możecie przeczytać we fragmencie właśnie wydanej biografii "George Michael".

Reklama

Przypomnijmy, że George Michael zmarł 25 grudnia 2016 roku w swej posiadłości, w miejscowości Goring. Miał 53 lata. Ciało wokalisty znalazł jego partner Fadi Fawaz.

7 marca 2017 roku (czyli ponad dwa miesiąca po śmierci wokalisty) ujawniono wyniki sekcji zwłok. Oficjalną przyczyną śmierci artysty były choroby serca i wątroby.

Reklama

Gwiazdor został ostatecznie pochowany 29 marca na cmentarzu Highgate w północnej części Londynu. To tam 20 lat temu spoczęła matka George'a Michaela - Lesley.

Książkę "George Michael" (w oryginalnej wersji z dopiskiem "The Biography 1963-2016") napisał Rob Jovanovic, który w dorobku ma pozycje poświęcone m.in. Pavement, Big Star, The Kinks, Kate Bush i R.E.M.

W czerwcu 1996 roku, w Beverly Hot Springs Spa, przy North Western Avenue w  Los Angeles, 33-letni George Michael poznał 38-letniego Teksańczyka Kenny'ego Gossa. "Mamy dwie wersje - mówił Goss. - Tę, którą opowiadamy publicznie, i tę, która mówi, jak było naprawdę. Beverly Hot Springs jest luksusowym spa. To normalne spa, ale wiadomo, jeśli powiemy, że poznaliśmy się w spa, ludzie zawsze sobie coś dopowiedzą. Zatem często mówimy, że spotkaliśmy się we Fred Segal [ulubione centrum handlowe celebrytów w Los Angeles], ale wychodzimy na kabotynów".

Goss zarobił fortunę w przemyśle sportowym. Piosenkarz zaprosił go na kolację, chociaż nie był pewien, czy Goss jest gejem. Nie wiedział tego do drugiego spotkania w Maple Drive przy Beverly Hills. Tego wieczoru Michael poślizgnął się na schodach i naderwał więzadło, ale to nie przeszkodziło romantycznej randce. Rodzina Gossa mieszkała w Coleman w  Teksasie, niespełna 200 kilometrów na południowy zachód od Dallas. Jego matka, Ozzell, zajmowała się domem (zmarła w 2000 roku), a ojciec, Earl (zmarł w 2003 roku), sprzedawał sprzęt przeciwpożarowy.

Goss dzielił z Michaelem upodobanie do drogich samochodów, ale powiedział, że najbardziej obawia się "życia w cieniu". Czy chodziło o cień partnera, który jest bogatym i odnoszącym międzynarodowe sukcesy gwiazdorem muzyki pop, nie wiadomo. Jakkolwiek było, zaiskrzyło. Natarcie na listy przebojów wzmogło się w sierpniu, kiedy ukazał się "Spinning The Wheel", który dotarł na drugie miejsce. Sytuował się gdzieś pomiędzy utrzymaną w średnim tempie muzyką pop a Urban Intro, z fletami, funky beatem i trąbkami przewijającymi się przez cały utwór. Piosenka opowiada o muzyku narażonym na niebezpieczeństwo przez kochanka, który sypiał z innymi. Partner Michaela zmarł na AIDS, więc temat był mu bliski.

Czarno-biały film kręcono w scenografii tandetnego "cotton club" z lat dwudziestych. Michael wraz z zespołem siedzi na stołkach wokół baru, zdjęcia są przeplatane obrazami tancerzy i artystów na trapezie. Na zakończenie cyklu promocyjnego George Michael mógł zrealizować swoją muzyczną ambicję, grając dla MTV serię "Unplugged". Dla wykonawcy muzyki pop otoczenie pozbawione instrumentów elektrycznych i gadżetów często stawało się próbą talentu, pozwalającą oddzielić ziarno od plew. Tylko ci naprawdę wielcy dawali radę odrzeć swe utwory z całej otoczki i udowodnić, że poradzą sobie samodzielnie.

Sesję sfilmowano 11 października w londyńskim studiu Three Mills Island. Michael udowodnił, że nadal potrafi zrobić obłędny show na żywo, nawet jeśli tym razem oznaczało to garnitur, krawat i siedzenie na stołku, a nie miotanie się po scenie w skórzanej kurtce i dżinsach. Pokaz dla kilkusetosobowej, ciasno stłoczonej widowni rozpoczął utwór "Freedom! ’90".

Do "Fastlove", pozbawionego tanecznych akcesoriów z wersji albumowej, dodano saksofon, co dało utworowi zupełnie nowe życie. Tak intymne otoczenie odkryło charyzmę Michaela. Żartował z  publicznością, mówiąc, że wolałby zostać w domu oglądać nakręconą w Liverpoolu operę mydlaną "Brookside". Kiedy zdarzyło się kilka potknięć technicznych i wypadł kabel jego słuchawki, oświadczył: "nie jestem podłączony".

"Father Figure", "Hand To Mouth", "Star People", "One More Try" i "Waiting For That Day" - wszystkie poradziły sobie ze zmianą akustyki. Utworem "Everything She Wants" pokazał nawet, że Wham! także mógłby grać w takich warunkach. Cały wieczór panowała magiczna aura. To jedyny koncert, podczas którego zrobił przerwę, by powitać matkę i resztę rodziny, siedzących wśród publiczności.

"Zatraciłem się w śpiewaniu - mówił Michael o owym wieczorze.  - Bardzo ciepło go wspominam, ponieważ mama była ze mnie taka dumna". Wtedy ostatni raz widziała go na scenie. Tydzień po poznaniu Kenny’ego Gossa George zadzwonił do matki, by przekazać jej, że ma nowego przyjaciela. Od kiedy powiedział bliskim o swej orientacji, bez oporów rozmawiał z nią o sprawach osobistych.

W czasie rozmowy Lesley wyznała synowi, że wyczuła jakąś narośl na ramieniu, ale już była u lekarza i wszystko jest w porządku. Okazało się jednak, że znamię jest objawem raka skóry. Poddała się leczeniu, remisja trwała jakieś trzy-cztery miesiące, a na Gwiazdkę 1996 roku matka Michaela została wypisana do domu, by mogła spędzić święta z rodziną. Jednak czerniak okazał się wyjątkowo złośliwy, nawrót był bardzo ostry - wkrótce zmarła. Prawdopodobnie wiedziała, że ma nikłe szanse przeżycia, jednak - podobnie jak robił jej syn, kiedy miał poważne problemy - trzymała to dla siebie.

George wraz z ojcem i rodzeństwem aż do końca czuwał przy jej łóżku w Charing Cross Hospital. To stało się tak nagle, wszyscy byli zaskoczeni, ale George czuł się wręcz zdruzgotany. Był całkowicie nieprzygotowany na odejście matki i miał wrażenie, że zapada się w ciemność, świat widział jak przez mgłę. W lutym, kiedy po raz trzeci zdobył Brit Award dla najlepszego brytyjskiego wykonawcy, nie miał siły pojawić się na scenie.

Elton John odczytał list, w którym George prosił o usprawiedliwienie nieobecności: "Bardzo pragnąłem być tutaj, by podziękować wszystkim, którzy przez 15 lat wspierali moją muzyczną karierę". Niedługo po śmierci Lesley George Michael wystąpił w programie Chrisa Tarranta "Capital Radio" i przekazał 166 tysięcy funtów na organizowany przez stację od 1980 roku weekend pod hasłem "Help A London Child" [pomóż dzieciom z Londynu]. Michael już napisał i nagrał "Waltz Away Dreaming" na cele charytatywne, a słuchacze składali datki, pragnąc kolejny raz usłyszeć utwór na antenie. Zebrano 35 tysięcy funtów, Michael dorzucił 70 tysięcy, a później kolejne 96 tysięcy - w sumie podarował ponad 200 tysięcy funtów.

"Mam nadzieję, że wszyscy słuchający tej piosenki wiedzą, jak wiele dla mnie znaczy - powiedział. - Od dawna nie wierzyłem, że zdarzy mi się taki dobry dzień jak dzisiaj. Fantastycznie spędziłem czas, po prostu słuchając radia".

"Na szczęście tuż przed śmiercią mamy poznałem Kenny'ego - wyjaśniał przy innej okazji. - Trzymał mnie przy życiu. Gdyby nie on, nie wiem, jak bym sobie poradził, naprawdę nie wiem. Od kiedy dowiedziałem się o moim partnerze [Anselmie], do dnia, kiedy na krótko poprawił się stan zdrowia mamy, żyłem w ciągłym strachu - strachu przed śmiercią, strachu przed żałobą. Znosiłem to bardzo źle, bardzo źle, naprawdę bardzo źle. Mam wrażenie, że żałoba zabrała mi sporą część życia. Teraz doceniam to, co mam, doceniam najprostsze rzeczy, jest zupełnie inaczej".

Po latach Michael będzie mówił, że wierzy, iż zmarły Anselmo Feleppa spoglądał z nieba i zesłał mu Kenny'ego Gossa właśnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebował, gdy u jego matki zdiagnozowano raka. Kenny pomógł Michaelowi przejść przez najgorszy okres w życiu. Piosenkarz czuł, że siła wyższa chce mu przekazać, iż nie może mieć wszystkiego. Pieniądze i sukces przychodziły wraz z odejściem tych, których kochał najbardziej. "Byłem tak pewny, że ją stracę, że po swojemu pogrążyłem się w żałobie jeszcze przed jej śmiercią - powiedział Michael. Udzielił wywiadu współautorowi autobiograficznej książki "Bare", Tony'emu Parsonsowi. Zakładał, że powstanie książka o wytwórni płytowej, ale skończyło się na trzech odcinkach w "Mirror".

"Rozmawiałem z nim jak z przyjacielem - mówił Michael. - Chociaż mówiłem prawdę, zamieszczenie tego w 'Mirrorspeak' było poniżające. Nie chciałem wypowiadać się o ważnych kwestiach na łamach 'Mirror'. Straciłem godność. Kiedy mama zmarła, jeden jedyny raz pomagało mi surfowanie po stronach internetowych. To, że ludzie szczerze dobrze życzą, jest błogosławieństwem. Zaledwie zdołałem uporządkować swoje sprawy, gdy wszystko zaczęło się rozpadać. Mam szczęście, że stało się to właśnie w takiej kolejności. Gdyby przydarzyło się, kiedy byłem młodym człowiekiem, nie dałbym rady. Kiedy masz za sobą takie gówno, jakiego doświadczyłem, rozumiesz znaczenie muzyki pop, wiesz, jak fajnie jest walnąć świetną płytę i podążyć za muzyką. Kurewsko potrzebowałem tego w ostatnich latach. Dobrze rozumiem, co to znaczy móc zrobić dla ludzi coś podobnego. Nie chcę tworzyć kolejnych piosenek o nieszczęściach, bo pisanie o nich raczej nie sprawia, że spada na mnie mniej nieszczęść".

Michael starał się pogodzić ze śmiercią matki, a działania promocyjne trwały. "Older" wypuszczono jako singel w styczniu 1997 roku, "Star People '97" pojawił się w kwietniu. Powtarzając motyw odzywającej się w tle perkusji i melodyjnej trąbki, Michael chciał, by "Older" odzwierciedlała jego życie i upływ czasu. Nastrojowa atmosfera została przeniesiona do teledysku, w którym Michael spaceruje po górskiej wiosce w okolicy przypominającej Nowy Meksyk. Utrzymane w sepii zdjęcia pokazują symbole religijne, nawet figurkę Matki Boskiej.

"Star People '97" było zamachem na kult sławy. "Nie sądzę, że kiedyś będę częścią tego świata - oznajmił George. - Zawsze chciałem być sławny jako ktoś w czymś dobry. Chciałem być tak dobry, że aż nietykalny. Większość gwiazd zaczynała jako dzieci, które chowały się same lub były zbyt krótko trzymane i chciały pokazać światu i rodzicom, że są coś warte. Wielu ludzi jest gotowych sprzedawać własne życie, byle tylko zdobyć sławę, przez co stają się bardzo podatni na ciosy. Nie oceniam, czy robią dobrze, czy źle. Po prostu nie rozumiem tego".

Trzydziestego pierwszego sierpnia świat obiegła wiadomość, że księżna Walii wraz z towarzyszącymi jej Dodim al-Fayedem oraz kierowcą Henri Paulem zginęli w wypadku samochodowym. Michael był równie zaskoczony jak inni. "Nie widziałem jej od kilku lat - opowiadał. - Mało brakowało, a razem pojechalibyśmy do Saint-Tropez [tam księżną sfotografowano z al-Fayedem]. Miałem być na tym jachcie i jestem raczej zadowolony, że tak się nie stało, gdyż wspomnienia byłyby zbyt świeże. Bardzo mnie to poruszyło, ale gdybym widział się z nią tuż przed jej śmiercią, byłoby znacznie gorzej".

Kilka tygodni po śmierci Diany ukazał się ostatni singel z "Older", poruszający "You Have Been Loved". Zakrawa na ironię, że piosenka, opisująca Michaela przy grobie Anselma Feleppy, pojawiła się właśnie w tym czasie. George był nadal pogrążony w żałobie po stracie matki, wspominał śmierć ukochanego i mierzył się z odejściem księżnej, więc nic dziwnego, że stwierdził później, iż czuł się tak, jakby śmierć osaczała go ze wszystkich stron.

"You Have Been Loved" zamieszczono na albumie poświęconym pamięci Diany, z którego dochód przeznaczono na cele charytatywne. Na resztę 1997 roku George Michael usunął się w cień, wstrząśnięty zgonami, które nastąpiły jeden po drugim. Na początku 1998 roku także niewiele było o nim słychać. Objazd z singlami z "Older" się skończył, nie zapowiadało się kolejne tournee, George trzymał się z dala od mediów. Większość czasu spędzał w Los Angeles. Kto mógł wiedzieć, co przyniesie los?.

Dowiedz się więcej na temat: George Michael

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje