Florence And The Machine w Łodzi: Nimfa, która kradnie wianki i serca

Florence Welch po raz kolejny zachwyciła Polaków /Piotr Tarasewicz /INTERIA.PL

Tysiące Polaków obrało w sobotę kurs na Łódź, gdzie wrażeń po raz kolejny dostarczyła rudowłosa Florence Welch i jej zespół. Atlas Arena wypełniona po brzegi była? Była. Brokat był? Był. Wianki były? Pewnie, że były! Striptiz był? Był i to zbiorowy!

Reklama

Powiedzieć, że to koncert, to jak nie powiedzieć nic. Każdy, kto choć raz widział Florence And The Machine na żywo wie, że występ brytyjskiej grupy należy rozpatrywać raczej w kategoriach starannie przygotowanego spektaklu, gdzie znaczenie ma każdy gest i każdy ruch.  

"O co chodzi z tymi wiankami?" - pytała kobieta w kolejce do wejścia na teren Atlas Areny. "Taki znak rozpoznawczy" - usłyszała w odpowiedzi od koleżanki.  Tak rzeczywiście jest - głowa ozdobiona kwiatami i twarz w brokacie to już swoista tradycja koncertów Florence And The Machine w Polsce. Ale o tym trochę później.

Reklama

W sobotę solidną gitarową rozgrzewkę zasponsorował łódzkiej publiczności brytyjski zespół Palma Violets. To przy ich dźwiękach Atlas Arena wypełniała się ludźmi, którym przyświecał tego wieczoru jeden cel - Florence And The Machine.

A Florence Welch i jej muzycy przywitali polskich fanów utworem "What The Water Gave Me" z płyty "Ceremonials" i niemal od razu roztańczyli swoją publikę.

Wraz z wydaniem trzeciego albumu "How Big, How Blue, How Beautiful" rudowłosa nimfa zrzuciła swoje zwiewne, romantyczne suknie na rzecz bardziej męskich stylizacji. Zapowiadała również większą dojrzałość zarówno życiową, jak i muzyczną. Mimo to materiał z jej dwóch poprzednich płyt wciąż stanowi mocny element koncertowego repertuaru. Właśnie dlatego w Łodzi oprócz nowości wybrzmiały takie numery jak "Shake It Out", "Cosmic Love" czy "You’ve Got The Love". Egzamin zdały hymnowe single z albumu, które zostały chóralnie odśpiewane przez tłum w Atlas Arenie.

Sprawdź tekst utworu "Shake It Out" w serwisie Tekściory.pl!

"Polsko, tęskniliśmy za wami" - powiedziała na początku koncertu Florence Welch, wywołując tym głośny entuzjazm zgromadzonych. Artystka jak zwykle zachwycała żywiołowością i charyzmą, a swoimi teatralnymi gestami przykuwała spojrzenia zahipnotyzowanego tłumu.

Na scenie Florence towarzyszyło w sumie pięć chórzystek (trzy z nich to dziewczyny z sekcji dętej), ale tak naprawdę głosem Brytyjkę wspomagały tysiące gardeł, które razem z nią śpiewały kolejne utwory. Polscy fani po raz kolejny udowodnili swoją wielką miłość do zespołu, a przygotowane specjalnie przez nich akcje wyszły bezbłędnie. I mimo że sympatycy Florence zdążyli już przyzwyczaić ją do swojej pomysłowości i dużego zaangażowania, to po raz kolejny wokalistka nie kryła zaskoczenia.

"Jesteście tacy zorganizowani" - mówiła wzruszona po tym, jak w trakcie tytułowego utworu z albumu publiczność uniosła w górę niebieskie ledowe balony z napisem "Reach Out". "Jesteście najlepsi" - krzyczała wokalistka.

Standardowo już podczas koncertu Florence kradła publiczności wianki, które później nakładała sobie na głowę. Tym razem kwiecistymi zdobyczami postanowiła podzielić się ze wszystkimi z zespołu. Nie inaczej było z brokatem, który również rozświetlił twarze muzyków. "Też powinnam błyszczeć" - mówiła Florence, a chwilę potem jej twarz mieniła się już na złoto.

"Klasyczna polska brokatowa twarz. Dziękuję bardzo" - napisała Florence w podpisie zdjęcia na Instagramie już po koncercie i dodała, że niebieskie balony były piękne. 

Przed kawałkiem "Cosmic Love" gwiazda podzieliła się z publicznością historią powstawania utworu - wokalistka napisała go na wielkim kacu. "Byłam wtedy niebieska, ale z nieco innych powodów" - żartowała Florence.

W setliście koncertowej nie mogło oczywiście zabraknąć uwielbianego przez publiczność "Dog Days Are Over", w trakcie którego w powietrzu zaczęły fruwać elementy garderoby. To także był element akcji zorganizowanej przez fanów, w ramach której ludzie wymachiwali przyniesionymi ze sobą starymi ciuchami przeznaczonymi dla potrzebujących. Pod koniec utworu sama Florence zachęciła wszystkich do zrzucenia ubrań.

"Teraz chcę żebyście coś z siebie zdjęli i zaczęli tym machać! O ile już tego nie zrobiliście!" - krzyczała artystka, a na spełnienie prośby nie musiała długo czekać. Co więcej, Florence nie pominęła w tej zabawie także siebie - piosenkę (i koncert) zakończyła w samym staniku.

Tak rozgrzana publiczność szybko sprowadziła swoich idoli z powrotem na scenę, z której popłynęły jeszcze dźwięki utworów "Mother", "Which Witch" oraz "Drumming Song". I o ile brokat unoszący się w powietrzu opadł dość szybko, o tyle emocje, jakie w swoich fanach rozkołysała Florence i jej Maszyna, nie opadną pewnie jeszcze długo...

Setlista koncertu w Łodzi:

"What the Water Gave Me"
"Ship to Wreck"
"Rabbit Heart (Raise It Up)"
"Third Eye"
"Delilah"
"You've Got the Love"
"How Big, How Blue, How Beautiful"
"Shake It Out"
"Cosmic Love"
"Caught"
"What Kind of Man"
"Spectrum"
"Dog Days Are Over"

Bis:
"Mother"
"Which Witch" (premiera na żywo)
"Drumming Song"

Justyna Grochal, Łódź

Dowiedz się więcej na temat: Florence & The Machine

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje