Farben Lehre "Bez pokory": Jak to było w Jarocinie

Wojciech Wojda na okładce książki "Farben Lehre. Bez pokory" /materiały promocyjne

Na stronach Interii możecie przeczytać fragment książki "Farben Lehre. Bez pokory" - biografii punkrockowej formacji rodem z Płocka. Wybrana przez nas część dotyczy występu na Festiwalu w Jarocinie w 1990 roku.

Reklama

Książkę napisał Kamil Wicik (dziennikarz Radia Gdańsk), pod bacznym okiem Leszka Gnoińskiego oraz lidera zespołu, wokalisty Wojciecha Wojdy. Biografia ukazała się nakładem krakowskiego wydawnictwa SQN. Całość zamyka się w trzech częściach, a do tego pojawia się osobny rozdział, w którym znane postaci polskiego środowiska muzycznego wyrażają swoją opinię na temat formacji z Płocka. Do wydawnictwa została dołączona EP-ka, zawierająca świeżo zarejestrowane, niepublikowane dotąd wersje czterech kompozycji, z udziałem wyjątkowych gości. W nagraniu nowej wersji "Pozytywki" gościnnie uczestniczyli zaprzyjaźnieni z Farben Lehre muzycy ukraińskiej grupy Kozak System: Ivan Lenyo (akordeon) i Oleg Demyanenko (mandolina) oraz lider grupy Enej - Piotr Sołoducha (chórki).

***

Reklama

Po tym zimnym, czeskim prysznicu Farbeni odliczali dni pozostałe do Jarocina, bowiem po raz czwarty z rzędu zostali zakwalifikowani do konkursu. Wojtek liczył na sukces, czując, że tym razem są wyjątkowo mocni i gotowi zawalczyć o najwyższe trofea. Wierzył także w siłę sprawczą swoich piosenek. W końcu "Przemiany", "Egoiści", "Czekanie na znak", "Oto emigranci" czy "Helikoptery" były entuzjastycznie przyjmowane na koncertach, miał więc nadzieję, że w Jarocinie również tak się stanie.

Podobnie jak rok wcześniej, dyrektorem artystycznym został Piotr Majewski. Najpierw kwalifikowano zespoły na podstawie nadesłanych kaset, by potem, już na miejscu, zrobić im kolejny sprawdzian, czyli przesłuchanie w JOK-u. Farbeni wykonali "Egoistów" i "Czekanie na znak". Kiedy schodzili ze sceny, podszedł do nich Majewski i pogratulował występu. Dyrektor artystyczny Jarocina '90 przyznaje, że jurorzy chętnie rozmawiali z młodymi kapelami.

"Oni zabiegali o kontakt z nami, chcieli koniecznie dowiedzieć się, jak im poszło, czy się spodobali - wyjaśnia. - Z drugiej strony my też byliśmy ich ciekawi, kim są, jacy są nie tylko na scenie". W komisji, oprócz Majewskiego, zasiedli także: Paweł "Kelner" Rozwadowski, lider zespołu Deuter, Tomek Lipiński z Tiltu i Brygady Kryzys, Piotr Klatt z Róż Europy oraz Kuba Wojewódzki, wówczas początkujący dziennikarz muzyczny. Jury w tym składzie zakwalifikowało płocczan na Dużą Scenę.

Farbeni zostali zakwaterowani pod Jarocinem, na terenie jednostki wojskowej, a pierwszy awans na Dużą Scenę postanowili uczcić alkoholem, zupełnie nie przejmując się wciąż obowiązującą na festiwalu prohibicją. Co prawda Sieczkoś musiał wrócić na chwilę do Płocka, ale reszta urządziła sobie wysokoprocentową jazdę bez trzymanki. Dołączyli do nich muzycy z zespołu Zaczarowany Ołówek ze Stalowej Woli, a ich wokalista przyniósł nawet litr własnej roboty ajerkoniaku. Impreza trwała w najlepsze, gdy nagle w drzwiach pokoju stanęli organizatorzy.

Wojtek tak o tym opowiada: "Sam nie wiem, jak to się stało, ale jak ich zobaczyłem, to momentalnie wytrzeźwiałem i pomyślałem: 'O, w mordę, chyba nas wywalą. To może być nasz koniec. Tak dobrze wypadliśmy na przesłuchaniach, a tu przez głupie chlanie wyleją nas na zbity pysk'". Goście stali jak zamurowani, a po chwili jeden z nich zapytał: "Co tu się, k**wa, stało?!". W odpowiedzi pijany Kita, trzymający w rękach gitarę, nieporadnie zaśpiewał pierwsze wersy słynnego "Another Brick In the Wall" Pink Floyd. Reszta uczestników balangi leżała nieprzytomna na podłodze, a Wojtek zapomniał języka w gębie i najpierw bełkotał coś niezrozumiale, a w końcu ogarnął go niepohamowany śmiech. Muzycy Zaczarowanego Ołówka ulotnili się dyskretnie, więc cała wina za zamieszanie spadła na Farben Lehre. Widząc, że dyskusje nie mają sensu, organizatorzy odwrócili się i wyszli. Ich wizyta podziałała jak zimny prysznic. Muzycy zaczęli gorączkowo sprzątać pokój i już po godzinie wszystkie ślady imprezy zniknęły. Tymczasem organizatorzy wrócili i oznajmili, że w związku z pijaństwem kapela powinna pożegnać się z festiwalem, ale ostateczna decyzja zostanie podjęta rano. Następnego dnia muzycy z drżeniem serca stawili się w JOK-u, a tam im zakomunikowano, że otrzymują karę: sprzątanie sali po przesłuchaniach. Kamień spadł z serca...

"Przesłuchania odbywały się w sali kinowej i trzeba było nieźle naganiać się między fotelami, bo na podłodze leżało mnóstwo papierów, śmieci i petów. Do tego kac j**ał niemiłosiernie, pot lał się strumieniami, i strasznie chciało nam się rzygać - opowiada Wojtek. - Podszedłem do sprzątaczek i grzecznie poprosiłem o pożyczenie szczotki. Sprzątaliśmy tak nieudolnie i bezproduktywnie, że jedna z nich podeszła do nas, z politowaniem pokiwała głową i powiedziała, żebyśmy dali spokój, że one same posprzątają. Zabrzmiało to jak prawdziwe wybawienie z tortur...". Każda z pań dostała potem od zespołu po czekoladzie i bukiecie kwiatów, a po latach wokalista przyznał, że pamiętna impreza w jarocińskiej jednostce wojskowej była bezdyskusyjnie największą i najbardziej ekstremalną popijawą w historii Farben Lehre.

Do konkursu na Dużej Scenie zakwalifikowano dziesięć zespołów, a ich występy rozdzielono na dwa dni. Farbeni wyszli na scenę drugiego dnia, jako przedostatni band. Byli pewni swego. Zagrali swój sztandarowy set koncertowy: "Czekanie na znak", "Oto emigranci", "Egoistów", "Przemiany", "Helikoptery" oraz "Miasto". Coś jednak poszło nie tak, a Wojtek odniósł wrażenie, że kolejność utworów została źle dobrana, co popsuło dramaturgię całego koncertu. Z drugiej strony chyba odezwała się trema. Występowanie przed publicznością i jury nie było dla płockich muzyków nowością, ale świadomość szansy, jaka stawała przed nimi, paraliżowała. Schodząc ze sceny, Wojtek miał poczucie kolejnej zmarnowanej okazji, jednak na szczęście pomylił się w swojej ocenie...

"Egoiści" w Jarocinie 1990:

Głosy jury rozłożyły się na trzy zespoły. Kelner i Klatt postawili na Farbenów, Wojewódzki i Majewski na Gang Olsena, a Lipiński na zespół Bundeswehra. Wyróżniono tez warszawską Cytadelę. Z kolei nagrodę publiczności odebrała grupa Maria Nefeli, a dziennikarze "Magazynu Muzycznego" zauważyli trójmiejski Burdock. Największy dylemat miał Piotr Klatt. "Zagraliście najlepiej, ale równie dobrze zaprezentowała się Pidżama Porno", powiedział Wojtkowi. Podobno potem, podczas zebrania jurorów, stwierdził, że widzi dwa zespoły: Farben Lehre i Pidżamę Porno, i jeżeli ktoś jeszcze poprze którąś z tych kapel, to on się pod tym podpisze.

Dla Kelnera najlepsi byli Farbeni, więc zdecydowanie opowiedział się za muzykami z Płocka. Do dziś pamięta ich występ z 1990 roku: "Wojtek śpiewał o czymś. Zwrotki i refren podbudowane były jakąś konkretną treścią. Widziałem energię i potencjał, ich dźwięki płynęły z serca, niczego nie udawali. Muzycznie też sobie radzili, sprawnie grali, chociaż ta twórczość nie należała do jakichś supernowatorskich". Z kolei Tomek Lipiński nie przypomina sobie koncertu Farbenów, ale pamięta zespół z wcześniejszego okresu: "Gdzieś pod koniec lat 80. w Rozgłośni Harcerskiej istniała audycja Waltera Chełstowskiego Radio Radio, która polegała na tym, że początkujące zespoły przysyłały swoje kasety, a on prezentował je w eterze. Później Walter zrezygnował i ja, na jakiś czas, po nim tę audycje przejąłem. Podczas jednej z pierwszych wśród wielu kaset dostałem nagrania Farben Lehre, które bardzo mi się spodobały. Pochwaliłem ich na antenie i wyemitowałem kawałek "Helikoptery". Oni rzeczywiście rokowali na przyszłość. Potem zobaczyłem, że moje przeczucie się sprawdziło, że rzeczywiście dają sobie radę".

Wreszcie spełniło się marzenie Wojtka i spółki - triumfowali w Jarocinie! Tym samym przeszli do historii festiwalu. TSA, Siekiera, Moskwa, Made In Poland, Kat, Madame, Variete, 1984, Zielone Żabki, Closterkeller i do tego Farben Lehre - to brzmiało dumnie! Po ogłoszeniu werdyktu radość muzyków nie miała granic. Mimo że nadal obowiązywała prohibicja, nikt tym się nie przejmował, zwycięstwa nie można było przecież odebrać. Zespół ponownie zorganizował imprezę, a alkohol lał się strugami, choć nie tak mocno, jak dwa dni wcześniej. Mimo to w pewnym momencie go zabrakło. Na poszukiwania wyruszyli: były klawiszowiec Bogdan Pawłowski oraz rezerwowy basista - Irek Bukowski. Wsiedli do samochodu starszego Chabosia, choć żaden z nich nie posiadał prawa jazdy. Nic dziwnego, że po przejechaniu kilkuset metrów wylądowali w rowie. Ze śmiechem wysiedli z rozbitego auta, zdobyli flaszkę i jak gdyby nigdy nic wrócili na imprezę. W balandze ponownie nie uczestniczył Sieczkoś, który grzecznie przebrał się w piżamę i poszedł spać. Zabawa trwała do rana, na szczęście bez zbędnych ekscesów. Nie da się ukryć, że muzycy mieli co opijać - sukces, na który uczciwie przez lata zapracowali.

Wszyscy laureaci pojawili się na kompilacyjnej kasecie "Jarocin 1990". Koncerty nagrywano bezpośrednio na konsoletę, producentem muzycznym był Andrzej Puczyński, a wydawcą warszawska firma AIA. Kaseta pojawiła się w sprzedaży w ekspresowym tempie, już ostatniego dnia festiwalu. Na stronie "B" tego wydawnictwa znalazły się dwie kompozycje Farben Lehre: "Oto emigranci" i "Czekanie na znak". Parę miesięcy później utwór "Przemiany" pojawił się na kompilacji "Rezoner", wymyślonej przez Andrzeja Kwinto z zaprzyjaźnionej kapeli Kafel, a wydanej przez szczecińskie Radio ABC. Obok nagrania Farbenów na kasecie można było usłyszeć między innymi: Pidżamę Porno, Burdock i oczywiście Kafel. Po festiwalu gazety na wyścigi rozpisywały się na temat atmosfery imprezy i jej artystycznego poziomu. Również w płockiej prasie sporo miejsca poświęcono Farben Lehre: "Kiedy kilka lat temu przeczytałam na murze bloku, na osiedlu Łukaszewicza wyznanie jakiegoś fana (fanki?) - 'Kocham Farben Lehre' - nie przypuszczałam, że kapela stanie się znana w kraju. W odróżnieniu od wielu płockich zespołów młodzieżowych chłopacy z Farben Lehre dopięli swego - ich kapela nie okazała się efemerydą", pisała jedna z dziennikarek.

Oficjalne media coraz częściej zaczęły zauważać zespół z Płocka, czego dowodem było choćby umieszczenie fragmentu ich koncertu w filmie dokumentalnym "Czapka dla skina", nakręconym podczas Jarocina 1990. Uśmiechnięty, ubrany w czarne spodnie i czerwoną koszulę Wojtek śpiewa tam jedną ze swoich sztandarowych piosenek, czyli "Egoistów". Gołym okiem widać nieskrywaną radość grania i duży luz na scenie.

Farbeni wyjechali z Jarocina z nagrodą w postaci sesji nagraniowej ufundowanej przez Andrzeja Puczyńskiego. Miała się ona odbyć w jego studiu, w Izabelinie pod Warszawą, w ciągu kilku najbliższych miesięcy. Zaczynał się nowy etap w historii zespołu i pojawiła się szansa, że muzyka z przygody zamieni się w pierwszoplanowe zajęcie.


materiały prasowe
Dowiedz się więcej na temat: Farben Lehre | biografia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje