Zapomnijmy już o tym nieszczęsnym powrzaskiwaniu znad jabola. Odpuśćmy sobie rewolucyjne mrzonki. Punk jest dla ludzi. Wdepnął w pop? Więc nućmy melodie, cieszmy się nim, skaczmy na imprezach. CF98 nam to umożliwia.
Anarchia? Jaka u diabła anarchia? Czasem można odnieść wrażenie, że to jakiś nasłany przez rząd tajniak pisze załogantom te wszystkie komunały, by skompromitować ich w oczach trzeźwo myślących. Jak nie syndrom "precz z preczem", to albo czerstwy populizm, albo proletariackie historie z rynsztoka, bolesne upadki i groźni naziści. Od lat. Ilu? Wstyd liczyć.
CF98 wydaje się mówić jarocińskim niedobitkom: "Idź to fryzjera, wypnij agrafkę z sutka, odłóż ten kastet, włącz naszą płytę, rozchmurz się. Pierwszy raz od dwudziestu lat..." We wkładce do płyty wokalistka Karolina Duszkiewicz dziękuje "każdemu, kto z tej deszczowej Małopolski uczynił choć na chwilę słoneczną Kalifornię". I to jest dobry, oczywisty trop dla wszystkich, którzy chcą doszukiwać się źródeł inspiracji tej grupy. Ale nie, że od razu Green Day i Blink 182. Czas przecież nie stanął w miejscu.
Krakowski band skazany jest na porównania do odkryć ostatnich lat - Set Your Goals, Fireworks, A Day To Remember czy pociesznych brodaczy z Four Year Strong. I choć próżno szukać na "Nic do stracenia" hitu o sile rażenia "Detroit" (najbliżej jest "Efekt Halo" i "Walka Królestw"), a hardcorowe ciągotki większości z wymienionych zespołów są utemperowane, to takie odniesienie nikogo nie krzywdzi. No, poza jankeskimi realizatorami dźwięku. Oni wciąż robią o wiele lepszą robotę, niż ludzie w naszych studiach. Wokaliści też radzą sobie lepiej. Bo Duszkiewicz, choć otwiera płytę z charyzmą, z czasem coraz mocniej kojarzy się z harcerskim cover bandem Kasi Kowalskiej. Pisze przy tym jak pisze, okrutni pewno będą cytować za "The Wonder Years" - "Nie jesteś Salingerem. Zaakceptuj to". Rzeczywiście, trochę te teksty "grubymi nićmi szyte są", pierwiastek emo wytrąca się zaś zbyt intensywnie. Ale przynajmniej język polski nie cierpi.
Stop marudzeniu, czeka nas bowiem muzyka niczym tajska kuchnia - słodko-ostra, pełna urozmaiceń, bardziej finezyjna, niż mogłoby się wydawać, atrakcyjna dla zupełnie nieobytych. Perkusista Michał Stabrawa może się wykazać, a nie tylko tłuc miarowo, z gracją podpitej ekipy remontowej - i rzeczywiście szaleje. Zgrabne chórki podkreślają wszechobecne melodie. Gitary Domagalskiego i Greli raz łoją jak karabiny maszynowe, innym razem skradają się powoli, by dopaść słuchacza znienacka, zdarza się też staroszkolne unisono.
"Nic do stracenia" to masa udanych, energicznych, atrakcyjnych, porządnie zagranych kawałków. Poza "Tyłem do przodu", z jego juwenaliowymi, ska-punkowymi momentami, broni się wszystko. "Niech pamiętają nas tylko za to, że białej flagi nigdy nie ujrzeli w naszych dłoniach, nie" - śpiewa CF98. Spokojnie, powodów znajdzie się dużo więcej.
7/10







~trwoga
...to recenzja również "grubymi nićmi szyta". Myślę, że tak samo jak wiedza o scenie hardcore/pun...
~Pryhaty
a takich sutosysków wsadzamy w młyna i kręcimy wora, kręcimy, kręcimy ...
dodaj komentarz »wszystkie wątki »