
Przed koncertem podczas wywiadu założyciele Mogwai, Stuart Braithwaite i Dominic Aitchison, nie szczędzili pochwał polskiemu piłkarzowi:
- To najlepszy bramkarz na świecie! Fani Celtiku ubóstwiają go. Święty bramkarz - emocjonowali się artyści w rozmowie z niżej podpisanym, nawiązując do słynnych i prowokacyjnych katolickich deklaracji Boruca na stadionie protestanckiego klubu Glasgow Rangers.
Zapytani o to, komu kibicowali podczas minionych mistrzostw Europy w piłce nożnej, Stuart i Dominic nie mieli wątpliwości:
- Oczywiście Polsce! Dlaczego? Kibicowaliśmy zespołowi Artura - podkreślali Mogwai, którzy podczas każdego koncertu wieszają zielono-biały szalik Celtic na zestawie perkusyjnym.
W Mysłowicach Mogwai, bez wątpienia najważniejszy artysta tegorocznego Offa, zamknęli pierwszy dzień festiwalu. Jaki to był koncert? Jak na najważniejszy zespół noise i post-rockowy był to występ... bardzo liryczny i cichy. Miałem okazję oglądać Szkotów na początku lipca w Roskilde i tamten koncert byłby świetnym sprawdzianem wytrzymałości dla ortodoksyjnych fanów muzyki metalowej. Mogwai dosłownie miażdżyli ciężkimi gitarami, na które w Mysłowicach musieliśmy poczekać do drugiej połowy występu. Oczywiście, kakofoniczny atak nastąpił tuż po najcichszym i najspokojniejszym fragmencie koncertu, jakby muzycy o 1:00 w nocy chcieli przebudzić zahipnotyzowaną muzyką publiczność. Widziałem, jak kilka osób aż podskoczyło, gdy cztery gitary Mogwai zamieniły się w działa ciężkiej artylerii.
O ile przy słowach "koncert Mogwai" i "muzyka" można postawić znak równości, to występ Of Montreal zahaczał o parateatralny show. Przebierający się co chwilę mim, spektakularnie kolorowe stroje i jeszcze barwniejsze animacje stanowiły w dużej mierze o koncertowej sile Amerykanów z R.E.M.'owego miasta Athens. Osobiście preferuję stricte muzyczne występy, stąd wyżej oceniłbym koncert Mogwai. Natomiast Of Montreal są mistrzami w swojej dyscyplinie. Nie dziw zatem, że Artur Rojek, dyrektor artystyczny Off Festival, już w zeszłym roku zabiegał o koncert Amerykanów w Mysłowicach.
Poprzeczka przez Szkotów została postawiona bardzo wysoko, ale prawie przeskoczyli ją Caribou, czyli projekt Dana Snaitha i muzyków towarzyszących. Przede wszystkim koncert Kanadyjczyka pokazał, że w zespole showmanem i frontmanem może być... perkusista. Zestaw bębnów został ustawiony bokiem, tuż przy krawędzi sceny, i dzięki temu publiczność mogła w całej okazałości podziwiać charyzmatyczną grę muzyka. Właśnie rytm stanowił o ekspresyjności występu Caribou. Muzycy komplementowali też publiczność w dość specyficzny sposób ("Jesteście dla nas zbyt mili...").








~mmaniak
pierwszy plan klawiszy, punkowa motoryka i harmonie momentami rodem z najbardziej przebojowych p...
~piotr40
leją ich z tej miłości.
dodaj komentarz »wszystkie wątki »