Syd Barrett: Szaleniec i geniusz

W piątą rocznicę śmierci wspominamy Syda Barretta, legendarnego, pierwszego lidera Pink Floyd, genialnego twórcę, ale i tragiczną postać, której życie załamało się wskutek uzależnienia od narkotyków i choroby psychicznej.

Choć był członkiem Pink Floyd jedynie trzy lata, a cała jego działalność muzyczna trwała ledwie siedem lat, Syd Barrett pozostaje postacią nie tylko intrygującą, ale też otoczoną swoistym kultem.

Twórczość

Reklama

Syda Barretta uważa się za jednego z prekursorów psychodelicznego rocka. Był pod silnym wpływem bitników - to powstały w latach 50. awangardowy ruch promujący m.in. nieograniczoną swobodę twórczą - wtedy to hasło nie było tak oczywiste jak dziś.

Melodyjne kompozycja Syda cechował pierwiastek chaosu, niepokoju, często pojawiał się w nich element mający za zadanie drażnić odbiorcę; a jeśli dodamy do tego podszyte infantylizmem, fragmentaryczne, czasem pełne absurdu teksty tych utworów, otrzymamy mieszankę, która stanowiła o wyjątkowości dzieł Barretta. Było w tych piosenkach szaleństwo, w późniejszych latach szaleństwo to stało się przekleństwem młodego artysty.

Razem z Pink Floyd muzyk nagrał dwa albumy: "The Piper at the Gates of Dawn" w 1967 roku i "A Saucerful of Secrets" z 1968 roku, choć jego wkład w to drugie wydawnictwo był minimalny.

Pierwsze single Floydów, a później cały debiutancki album, były dziełem Syda. To on komponował muzykę, pisał teksty, śpiewał i grał na gitarze. Roger Waters nie miał jeszcze pojęcia, że będzie w przyszłości liderem zespołu, a Davida Gilmoura w początkowej fazie nawet nie było w składzie.

Po odejściu z Pink Floyd Barrett wydał dwa solowe albumy: "The Madcap Laughs" i "Barrett", oba opublikowane w 1970 roku.

Zobacz teledysk do przeboju Pink Floyd "Arnold Layne":


Jaki był Syd Barrett?

Wszyscy, którzy znali Syda, podkreślają, że narkotyki i choroba psychiczna zmieniły go nie do poznania. Dosłownie. Przyjaciele przestali go w pewnym momencie rozpoznawać, a on również przestał kojarzyć, kogo znał, a kogo nie.

"Był przezabawnym, przystojnym i uroczym człowiekiem" - wspomina młodego Syda David Gilmour, który zakumplował się z nim jeszcze jako nastolatek.

Nastoletni Barrett pełen był młodzieńczego entuzjazmu, uwielbiał tworzyć, nie tylko muzykę - początkowo pasjonował się przede wszystkim malarstwem i rysunkiem. Miał długie, rozwiane włosy i duże, wrażliwe oczy. Już wtedy miał w sobie coś z ekscentryka - wspominają dawni znajomi.

Do 14. roku życia funkcjonował jako Roger Barrett. Istnieje wiele anegdot na temat tego, skąd wziął się jego pseudonim. Według jednej z nich przyjął imię Syd na cześć jazzowego muzyka Sida Barretta.

Rob Chapman, biograf Syda, przekonywał, że artysta chętnie pielęgnował kobiecą stronę swojej osobowości. Lubił przebywać z dziewczynami, szwendać się z nimi po mieście (Syd pochodził z Cambridge), przebierać w kolorowe ciuchy. Według Davida Bowiego, Barrett był pierwszym facetem, który na scenę wyszedł w make-upie.

"Syd nie miał w sobie nic z typowego, rockowego macho" - tłumaczył Chapman. - "Gitarę trzymał bardzo wysoko, nie biegał po całej scenie."

"Octopus" - jedyny solowy singel wydany przez Barretta:


Narkotykowa "wolność"

Po wydaniu przez Pink Floyd świetnie przyjętego singla "See Emily Play", Syd zniknął. Muzycy nie mieli z nim kontaktu przez wiele miesięcy. Gdy wrócił, był zupełnie inny, nieobecny, jeszcze bardziej ekscentryczny. Te miesiące spędził prawdopodobnie na narkotyzowaniu się. Barret upodobał sobie zwłaszcza LSD. Przyjaciołom tłumaczył, że narkotyki dają mu prawdziwą wolność i pomagają tworzyć.

Syd był coraz trudniejszym kompanem dla pozostałych członków Pink Floyd. Coraz częściej miewał zaskakujące zachcianki. Pewnego dnia zażądał, by zespół zatrudnił dwie saksofonistki.

Nie to jednak było najgorsze. Syd stał się obciążeniem podczas koncertów. Potrafił przez całe show grać tylko jeden akord. Czasami wychodził na scenę i nie wydusił z siebie żadnego dźwięki. Potrafił przez cały dzień nie odzywać się do nikogo. To właśnie z powodu kłopotów z Barrettem Floydzi zdecydowali się zatrudnić Gilmoura.

Z każdym miesiącem było coraz gorzej. Szaleństwo Syda postępowało. Przed jednym z koncertów wysypał sobie na głowę całą butelkę środków uspokajających. Tabletki w jego włosach na scenie zaczęły topnieć pod wpływem reflektorów, przez co maź spłynęła po całej jego twarzy. On nawet tego nie zauważył.

Pozostali członkowie mieli tego dość. Pojawiła się koncepcja, by Syd jedynie pisał utwory i nie jeździł na koncerty. Jednak gdy próbowano to zrealizować, artysta zaczął sobie stroić z kolegów żarty. Chciał ich nauczyć nowego utworu, jednak za każdym razem zmieniał w trakcie prób kilka elementów. Nie byli w stanie powtórzyć jego kompozycji, ponieważ cały czas ją przerabiał.

W 1968 roku postanowili nie zabrać Syda na jeden z koncertów. Niewiele później ogłosili, że Barrett nie jest już członkiem Pink Floyd.

Syd Barrett w utworze "Terrapin":


Nie zapomnieli o nim

Myli się jednak ten, kto twierdzi, że muzycy Pink Floyd zostawili Syda na lodzie.

David Gilmour pomagał mu w solowej karierze, a później pilnował, by do końca życia spływały do niego tantiemy z przebojów, które napisał.

Członkowie Pink Floyd wielokrotnie próbowali zaprowadzić Syda na odwyk, jednak nigdy nie udało im się namówić go na terapię.

Syd był ważną częścią zespołu przez całą jego karierę. Jeden z najważniejszych albumów Floydów - "Wish You Were Here" z 1975 roku - został zadedykowany właśnie jemu. Zwłaszcza utwór "Shine On You Crazy Diamond" w całości opowiadał właśnie o Sydzie.

"Ten utwór mówi o tym, jak bardzo przeżyliśmy jego załamanie. Miałem wtedy silne pragnienie, i mam je nadal, by upamiętnić jego talent i jego człowieczeństwo, by wyrazić moją miłość do niego" - wyjaśniał Roger Waters.

David Gilmour stara się co jakiś czas przypominać twórczość szalonego kolegi. W 2010 roku przygotował kompilację "An Introduction To Syd Barrett" zawierającą jego najważniejsze utwory.

"Baby Lemonade" to również solowe dzieło Barretta:


Zmarł w wieku 60 lat

Co dolegało Sydowi Barrettowi? Uzależnienie od narkotyków - to wiemy. Bardziej zagadkowa jest sprawa jego problemów mentalnych. Tu poruszamy się jedynie w sferze spekulacji. Wiadomo, że Barrett leczył się w szpitalu psychiatrycznym i że nie była to jedna, incydentalna wizyta.

Biografowie Syda sugerują, że mógł cierpieć na schizofrenię, depresję maniakalną lub łagodną odmianę autyzmu.

Na początku lat 70. Barrett próbował jeszcze tworzyć, jednak w pewnym momencie się poddał i z Londynu przeniósł się z powrotem do rodzinnego Cambridge, gdzie zamieszkał z mamą.

Od tamtego czasu nie udzielał się publicznie. Sporadycznie publikowano jego zdjęcia, gdy paparazzi "przyłapali go" na rowerze bądź na zakupach. Wygolona głowa, podkrążone oczy, nieobecne spojrzenie.

Z opowieści rodziny Syda wynika, że przez ostatnie trzy dekady swojego życia Barrett malował na ogromnych płótnach i zajmował się ogrodem. Żył z tantiem, które faktycznie regularnie spływały.

Zmarł 7 lipca 2006 roku w wieku 60 lat z powodu nowotworu, w swoim domu w Cambridge.

Barrettowski singel "Vegetable Man" Pink Floyd nie został oficjalnie wydany. Wytwórnia uznała, że jest zbyt surowy:


Po prostu sobie poszedł

Jeden z ostatnich publicznych występów Barretta miał miejsce w 1970 roku w Londynie. Podczas wykonywania czwartego numeru ze swojej setlisty Syd ostrożnie odłożył gitarę i zszedł ze sceny, zostawiając na niej osłupiałych Davida Gilmoura i Jerry'ego Shirleya. Koncertu nie dokończył.

W 1973 roku spotkał go w Londynie na ulicy jeden z przyjaciół.

"Dokąd idziesz?" - zapytał muzyka.

"Dalej niż jesteś sobie w stanie wyobrazić" - miał odpowiedzieć Syd.

Michał Michalak

Dowiedz się więcej na temat: Roger Barrett | uzależnienie od narkotyków | Pink Floyd

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje