Glastonbury: Tak się robi historię

Największy muzyczny festiwal na świecie obchodzi właśnie swoje 40. urodziny. Ta niezwykła impreza od 1970 roku wyrosła nie tylko na największe muzyczne święto Wielkiej Brytanii, ale stała się też żywym organizmem, który z roku na rok pisze historię popkultury.

Występujące tu gwiazdy, ich muzyka, jej przekaz i charakter oraz zachowanie odwiedzającej festiwal publiczności od zawsze były wypadkową nastrojów społecznych, sytuacji politycznej i gospodarczej, trendów i popularnych wśród młodzieży subkultur. Mimo wielu problemów Glastonbury przetrwało i wciąż się rozwija. W ostatnich latach scen na Glasto jest więcej niż wykonawców na większości polskich festiwali, a 170 tysięcy biletów wyprzedaje się w 24 godziny. I to zanim pada nazwa choćby jednego wykonawcy!

Narodziny

Reklama

Wszystko zaczęło się w dość nietypowy sposób. Michael Eavis, farmer z okolic Glastonbury, wybrał się na bluesowy festiwal do Bath, gdzie zobaczył m.in. koncert Led Zeppelin. Ponieważ w tamtych czasach coraz trudniej było mu utrzymać rodzinę z pracy na roli, postanowił zorganizować muzyczne wydarzenie na swojej farmie. Za jednego funta można było zobaczyć kilka koncertów i wypić szklankę mleka, wliczoną w cenę biletu.

Mimo całkiem niezłej frekwencji (około 1000 - 1500 osób), Eavis nie zarobił na przedsięwzięciu, a miejscowa, bardzo tradycyjna brytyjska społeczność, delikatnie mówiąc, nie była zachwycona widokiem tabunów hippisów pod swoimi domami. W 1971 roku za organizację festiwalu zabrała się zauroczona okolicą Melanie Churchill, która - dysponując już sporym budżetem - postanowiła zorganizować darmowy festiwal w opozycji do komercjalizujących się już wtedy innych imprez tego typu.

Eavis, nie zrażony niepowodzeniem z poprzedniego roku, udostępnił swoją farmę na festiwal z prawdziwego zdarzenia, na którym dla około 10 tysięcy osób zagrali między innymi Joan Baez i David Bowie. Po raz pierwszy pojawiła się już wtedy prawdziwa ikona Glastonbury, czyli Pyramid Stage - scena w kształcie piramidy, która po dziś dzień jest największą sceną tej imprezy. Dla większości zespołów występ na niej to prawdziwy zaszczyt.

Drugą edycję festiwalu opisuje dokument "Glastonbury Fayre" z 1972 roku.

Zobacz fragmenty tego filmu:

Rozwój przez kontestację

Ponieważ w 1971 roku festiwal zakończył się finansową klapą oraz jeszcze głośniejszym protestem miejscowych władz i mieszkańców, kolejne jego edycje odbyły się dopiero pod koniec lat 70. Ich organizacją znów zajął się Michael Eavis, który jednak nie był w stanie sam zebrać odpowiednich funduszy. W ten sposób współorganizatorem imprezy została organizacja CND (działająca... na rzecz rozbrojenia nuklearnego). W czasach Margaret Thatcher, rewolucji punkowej i strajków, trudno było o lepszego partnera.

Do dziś zresztą znaczna część dochodu z festiwalu przekazywana jest na działalność organizacji non profit, takich jak Greenpeace, Water Aid czy Oxfam, co czyni Glasto projektem wyjątkowym i chętnie odwiedzanym przez artystów zaangażowanych w szeroko pojęte problemy społeczne.

Kolejnym symbolem kontestacji było przyjęcie przez Eavisa na farmę grupy travellerów, czyli post-hippisów, którzy mieszkając w autobusach i ciężarówkach, przemierzali Wielką Brytanię, żyjąc w opozycji do władz i reszty społeczeństwa. W zamian za gościnę wzbogacali festiwal rzeźbami, organizowali happeningi i wspomogli powstanie tzw. Left Field, czyli lewicowej części festiwalu.

Za murem

Jednak czasy się zmieniały. Już na początku lat 90. Michael Eavis musiał przegonić travellerów, którzy coraz częściej wszczynali zamieszki podczas koncertów. Rosnąca z roku na rok publiczność Glasto, która już w latach 80. przekraczała 100 tysięcy, zmuszała do wprowadzenia monitoringu i coraz lepszych, i wyższych, murów wokół terenu festiwalu.

Glastonbury musiało się zmierzyć nie tylko z nieuniknioną komercjalizacją, ale również z nowymi modami muzycznymi. Powstały więc sceny z muzyką taneczną, a od 1994 roku zespoły, takie jak The Prodigy, Happy Mondays czy Faithless, zagościły na stałe w rozkładach jazdy największych scen.

Festiwal przestał się angażować w politykę - nadeszły lata 90., czasy dobrobytu i szalonej zabawy. Ostatnie znaczące protesty ze sceny to słynny koncert The Levellers w 1992 roku, zagrany w hołdzie nieobecnym travellerom, i występ Joe Strummera w 1995 roku, gdzie tekst przeboju The Clash - "Go straight to Hell, Boy" - zadedykowany został samemu Eavisowi, za otoczenie festiwalu murem i zamontowanie tysięcy kamer przemysłowych, które śledziły niemal każdy ruch festiwalowiczów.

Komercjalizacja

Przez ostatnie 15 lat w Glastonbury nie tracili czasu, ale perfekcyjne przystosowywali się do nowych warunków. Festiwale stały się powszechne w całej Europie, a więc wyrosła Eavisowi znaczna konkurencja. Do tego wielkie gwiazdy coraz bardziej inwestowały w swoje trasy koncertowe i ich oprawę. To wymusiło na organizatorach takich imprez rozwój infrastruktury.

Trzeba przyznać, że organizatorzy Glastonbury nie przespali tych zmian, wciąż podnosząc sobie poprzeczkę. Tak, by ani przez moment nie było wątpliwości, który festiwal jest najlepszy i największy na świecie.

Oczywiście czasy, w jakich żyjemy, niesamowita dbałość o bezpieczeństwo, transmisje telewizyjne na żywo, sponsorzy - to wszystko ugrzeczniło i stłamsiło ducha starego Glasto, ale z drugiej strony to wciąż niesamowite, widzieć jak na polach namiotowych festiwalu palą się ogniska, a wśród tłumu przechadzają się ludzie z pochodniami w dłoniach. To obrazki nie do zobaczenia na innych festiwalach w Europie.

Dowiedz się więcej na temat: muzyczne | Nie | festiwal | występ | Michael | muzyka | koncert

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje